złom-ceny złomu

Oglądasz wypowiedzi wyszukane dla frazy: złom-ceny złomu





Temat: Walka o złom zagraża bezpiecz eństwu podróżnych
Artykuł z Gazety Wyborczej (dodatek trójmiejski):

Walka o złom zagraża bezpieczeństwu podróżnych

Marek Wąs 14-03-2004, ostatnia aktualizacja 14-03-2004 19:03

Kradną wszystko - tak policjanci i kolejarze mówią o działalności
złomiarzy od czasu, gdy wzrosły ceny metali. Demontaż szyn i urządzeń
kolejowych może wkrótce skończyć się dramatem

Ceny metali poszły w górę na całym świecie. Od dwóch tygodni w skupach
złomu można zarobić dwa razy więcej niż jeszcze na początku roku -
błyskawicznie zareagowali zbieracze złomu i złodzieje.

- Nastąpił gwałtowny wzrost kradzieży - mówi Brunon Łobodzki, dyrektor
Zakładu Linii Kolejowych w Gdańsku. - Znikają szyny, urządzenia
sterowania ruchem, kable, linki, głowice sygnalizatorów, pokrywy
zwrotnic, ciężary naprężające nasze sieci. To jest plaga!

Tory sprawnie rozkręcimy

Złodziejskie zagłębia to okolice Gdyni, Lęborka (tam wycięto szyny z
nieeksploatowanych linii) i trasa z Pruszcza do Gdańska. Szyny i tzw.
kierownicę rozjazdu skradziono też na używanej trasie do Nowego Portu.
Na eksploatowanych liniach masowo demontowane są urządzenia sterujące.
Kradzieże ciężarów naprężających już kilkakrotnie powodowały, że pociągi
rozrywały całą sieć. W okolicach Słupska złodzieje ukradli
elektromagnesy do samoczynnego hamowania pociągów.

Do tej pory katastrofie udało się zapobiec tylko dlatego, że prawidłowo
zadziałała sygnalizacja informująca o awariach. Efekty: spóźnione i
spowolnione pociągi, bajońskie straty kolei.

Złomiarze dają się we znaki nie tylko kolejarzom.

- Odkąd cena złomu wzrosła do 600 zł za tonę kradną praktycznie wszystko
- mówi gdański policjant. - Giną studzienki, kratki spływowe przed
klatkami bloków, nawet klamki do drzwi.

Ostatnie przykłady: Kwidzyn, policjanci zatrzymali trzech mężczyzn,
którzy z wagonu osobowego stojącego na bocznicy skradli półki aluminiowe
Sztum, nieznani sprawcy palnikiem wycięli metalową konstrukcję dachu
budynku w gospodarstwie rolnym Wejherowo, zatrzymany 27-letni mężczyzna,
który z budynku byłych zakładów mięsnych wynosił stalowe narożniki i
futryny Chojnice, dwóch mężczyzn przyłapano w trakcie kradzieży szyn
kolejowych - na miejsce przyjechali z butlą tlenową i acetylenową i
zdążyli już odciąć 8 kawałków szyn!

Policja i Służby Ochrony Kolei uważają, że w Polsce powstały już
wyspecjalizowane gangi zajmujące się rozkręcaniem szyn. PKP Polskie
Linie Kolejowe w Warszawie zarządzają 23,5 tys. km linii kolejowych, ale
ruch jest prowadzony zaledwie na 19 tysiącach. Tak więc w całej Polsce
jest 4,3 tys. km linii, na których nikt nie pracuje, nie ma tam dróżników.

Na budowę, częściej do złomowca

Kradzieże torów stały się plagą w woj. lubuskim, gdzie jest ponad 500 km
nieczynnych linii kolejowych. Zniknęło tam już ponad 20 km szyn. W
Tarnowskich Górach (woj. śląskie) złodzieje zdemontowali kilkadziesiąt
metrów używanej linii kolejowej - doprowadzili do wykolejenia się
lokomotywy.

12-metrowa szyna kolejowa waży tonę. W skupie złomu można na niej
zarobić 600 zł. Tymczasem ułożenie jednego kilometra linii kolejowej
kosztuje milion złotych.

Szyny wykorzystuje się do stropów w domach lub jako słupki ogrodzeniowe
- wystarczy je dobrze pomalować. Największymi ich odbiorcami są jednak
skupy złomów. Oficjalnie nie można tego robić, ale praktyka jest taka,
że skupy przyjmują szyny pocięte na metrowe kawałki, a właściciel skupu
następnego dnia wywozi je do huty.

Policja ocenia, że ze sprzedaży torów żyją całe rodziny. Jeśli nawet
kogoś uda się przyłapać, to okazuje się, że złodzieje nie mają pracy i
majątku. Nie ma więc z czego ściągnąć zasądzonych pieniędzy.

- Doszło do tego, że utrzymanie bezrobotnych zostało przeniesione na
barki przedsiębiorstw i zakładów pracy - komentuje dyrektor Łobodzki. -
A na złomiarzy-złodziei jest tylko jeden sposób, szczegółowe kontrole
transakcji sprzedaży metali.

Źródło: http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,1965441.html





Temat: Recesja -> miedź czy nie mieć (akcji)?


  fatso

| Moze zaczac od tego
| A tutaj srebrne lustereczko z UK
|

| Czy to znaczy ze srebro na allegro jest duzo drozsze niz w UK i
| kierunek to wyspy Polska allegro ?
| Tak wynika z Teorii Nominalizmow.

Czesc expert,

*pierwszy dzban niemiecki to tzw pitcher, dzban na wode.

* Cukiernica z raczkami? Widzialem na Allegro piekny zestaw
sreber szkockich, antyki, az wyc sie do niego chcialo. Nie moge
zrozumiec jak taki skarb trafil do Krakowa, moze zlodziej esteta?
Anuway, nie moglby uzasadnic takiego wydatku. Ja kupuje albo po cenie
zlomu albo niedaleko niej i czekam az cena mnie przegoni.
Aha- Roztruhan ma miec forme zwierzecia. Moglby to byc np leb dzika
z wlewem w pysku i trzymac go wtedy za uszy swini.

* co do kierunku sprzedazy to masz absolutnie racje: bylem w listopadzie
w Polsce, sprzedalem 100 uncjowa cegle bankowa za bodajze 6.3K PLN oraz
prywatnie zestaw dzbanuszkow angielskich, puncowanych pieknie za jedne
2.5 K PLN. Dobra cena za obie rzeczy i ja juz widze na Allegro ze jakis
facet zrobil sobie przemysl z importu eleganckich francuskich antykow
srebrnych do Polski.
Po prostu odradza sie w Polsce klasa srednia, ona zawsze miala gusta
zamoznego mieszczanstwa ale zrujnowala ja wojna i komunizm. Teraz
zacznie zasysac dobra wyzszej uzytecznosci, kupowac meble i srebra nie
na 7 tlustych lat ale na stulecia. Moje srebra to wlasnie gwarantuja.
Powiedzialem nabywcy aby dbal o punce a jego pra-pra=pra-wnuk bedzie go
jeszcze blogoslawil.
Tak jak ja poblogoslawie jutro upadlego angielskiego arystokrate jesli
jego blaszki wygram po tej  cenie ne ebayu:

fatso


Milo posluchac konesera profesjonalisty.
trudno mi oceniac style i epoki w srebrze, ale art-deco to jest
wlasnie dla mnie to.
http://i15.ebayimg.com/04/i/000/d0/e9/9ed4_1.JPG
styl wiktorianski ok, ale troche przypomina mi to Samarkande z
zestawami do zaparzania herbaty i tym zloceniem wewnatrz.
Poza tym tutaj kupujesz od sklepu, posrednika, czyli cena jest +50%
(posrednik wstawiajacy srebra) +50% marza sklepu.
Czyli bardzo grubo powyzej ceny samego kruszcu.
Chce sie umowic ze skupem metali kolorowych aby mi umozliwili
archiwizowanie fotograficzne ciekawych obiektow, ktore do nich
splywaja do kotla, do przetopienia.
Kiedys to byla panstwowa firma i byl zakaz wymiany mosieznych wyrobow
na zlom mosiadzu, aby waga sie zgadzala, ze srebrami bedzie rzadkosc,
ale tez sa skupy srebra, ktore przetapiaja jubilerska produkcje
przemyslowa w celu ponownego przetworzenia.
Taki katalog srebrnej grochowki z kotla to wynika chyba naweet z
ustawy o ochronie zabytkow,
ze nie wolno niszczyc przedmiotow o wartosci zabytkowej, nawet tych
nieskatalogowanych.
Nauczylem sie tego z przepisow o rejestracji samochodow zabytkow w PL,
mn.in. rejestracji brytyjskiej taksowki.

W ich katalogu pojawia sie kilka wyrobow ze srebra z lustrzanym
wykonczeniem.
Z tego co wyczytalem to forma byla wykladana stopem srebra, ktory nie
mial wlasciwosci sniedzenia,
dodatkowe zlocenie galwaniczne pieczetowalo proces produkcji.
Dzisiaj cos takiego mozliwe jest w napylarce prozniowej, bo juz samych
galwanizerii jest niewiele i caly proces podlega certyfikacji a scieki
utylizacji.
Interesuje mnie tez na ile Chinczycy sa wlaczeni w produkcje sreber z
epoki. Ile ton sreber trafia na rynek europejski z Azji, w stanie
wykonczonym, finalnym, do dalszego postarzania.

Kiedys telewizja zaprezentowala falszerza obrazow, ktory dokladnie
opowiedzial jak produkuje Kossakow.
Poniewaz malowali bardzo duzo i wszystkie obrazy nie sa skatalogowane,
a takze produkcja bywala czasami tasmowa , wykonywana przez uczniow,
jedynie z podpisem mistrza i koncowymi pociagnieciami pedzla.
To ten pan kupuje jednego Kossaka i robi 5 kopii i sprzedaje w roznych
miejscach, bedac pewnym ze wlasciciele nigdy sie nie spotkaja.
Miejscem postarzania plocien jest kuchenka gazowa, a wlasciwie jej
piekarnik i 1 minuta to postarzenie o 10 lat
itd itd, az plotno nabierze mocy.
Po0kazywal jak podrabia inne obrazy, kupujac bezwartosciowe plotna z
epoki i uzywajac ich za podklad.
Potemn starzenie, farby cynkowe i wio do specjalisty potwierdzajacego
autentycznosc.
Uzywal do tego policyjnego laboratorium, w ktorym w ultrafiolecie
analizowano plotna , sklad farby
i atest byl pozytywny, auto0tecznosc zapewniona.
Potem wizyta w Desie i sprzedaz kolejnego Kossaka z certyfikatem.

Nie wiem jaki byl cel tego programu, ale zniszczyl on rynek dziel
sztuki w Polsce, a w szczegolnosci starych obrazow mistrzow, grafik,
itd.
Poniewaz na studiach sam duzo malowalem olejem i tez wstawialem do
Desy, ale pod swoim nazwiskiem,  obawiam sie takiej chinskiej
manufaktury , malujacej srebra z katalogu, w ilosciach hurtowych, na
zamowienie konesereow.
Epoka wiktorianska, ok. 30 kg, art-deco, ok. 50 kg wyrobow
Chcialbym kiedys obejrzec ladne srebra z secesji. Latwiej o
architekture z tej epoki, ale srebra tez wydaja sie byc interesujace.

Darius







Temat: zniknela syrena- pomocy!!!!
Witam!

No, coz moze nie zabrzmi to optymistycznie, ale raczej nie ma juz nadziei na odzyskanie tej Syreny- przy obecnej wszechdeprawacji
Nie wiem, z jakiej jestes dzielnicy Warszawy a poza tym nie orientuje sie dobrze w topografii stolicy ale musze powiedziec, ze jak w tamte wakacje zajechalismy przelotem z kolega na Targowek to wychodzac ze sklepu spotkalismy grupke szczeniakow z propozycja "umycia" [no a raczej porysowania szmata samochodu ] Odmawiajac ryzykowalismy oberwanie kamieniem na szczescie nie mieli dobrego cela Poza tym w jednej bramie nie pamietam na jakiej ulicy widzialem wcisniete pod trzepak totalnie zdewastowane i obrzucane kamieniami kabine od R-dwudziestki i zielonego Zaporozca, totalna rozwalka i czesci porozwalane w podworku. Zajrzenie do bramy skonczylo sie zaczepnym komentarzem stojacych w poblizu rudery i wozka na kolach od WSK-i zlomiarzy cytuje: "A czego wy tu kur... szukacie " Moze bysmy im wygarneli co nieco ale musielismy sie wycofac na z gory upatrzone pozycje z powodu kilkunastoosobowej grupki panow w dresach stojacych po drugiej stronie podworka. Poza tym na pradze natknelem sie na zlomiarzy tachajacych na wozku przod od zielonego Fiata- przednia czesc upier... od zderzaka az do przegrody czolowej, nawet kierownica wystawala. Stad moje podejrzenia, ze Syrena moze takze skonczyc w ten sposob.
Syrena byla w dosyc zlym stanie a wiec wskazuje to wlasciwie tylko na robote zlomiarzy bo:

- wykwalifikowani zlodzieje odpadaja z wiadomych wzgledow,
- na czesci nikt by nie kradl [chyba, ze jakis psychol]- za duze ryzyko;
- pospolici zlodzieje wracajacy z imprezy probowaliby odpalic no a jesli nie miala silnika to znalazlaby sie pare ulic dalej z wybitymi szybami i wyrwana stacyjka;
- nie wykluczone, ze jakis handlarz mogl podpierzyc Syrene, pozniej wywali tylko ten hak holowniczy, przemaluje i bedzie probowal wcisnac na Allegro na aukcji z serii "Pojazd robiony jako praca dyplomowa bez papierow i prawa rejestracji, nalezy traktowac jako zbior 90% czesci do Syreny." Takze zapamietajcie znaki szczegolne- kierunki na blotnikach, mocowanie recznego, uklad wgniecen na tylnym blotniku itd.
- no a zlomiarze- oczywista sprawa wypatrzyli ja sobie wczesniej, ze stoi w nienajlepszym stanie moze mysleli ze to jakiegos dziadka i nikt nie bedzie szukal [przeliczyli sie skur...] mogli ja nawet normalnie przepchac- bo komu rzuci sie w oczy widok typkow pchajacych w nocy zdezelowana Syrenke Kazdy by pomyslal, ze to jakies menele jechali w nocy z impezy i pchaja do CPN-u albo ze im poloska strzelila. Poza tym w nocy chodzi malo ludzi.

Zreszta duzo takich pospolitych samochodow latwych do kradziezy tj. malce, skarpety, DF-y, Skody itd. jest celowo kradzionych przez grupy huliganskie i po pozbyciu sie rejestracji i tabliczki sa w przeciagu kilku dni normalnie rombane na zlom w podworkach gorszych dzielnic. Ile to juz widzialem w swoim miescie stojacych przez kilka dni takich anonimowych samochodow bez rejestracji przy ktorych krecily sie "grupy"- strach przejsc obok i sie popatrzec. Nie musze chyba mowic, ze za pare dni autka znikaly. W jednym podworku w ten sposob zostaly "skasowane" w przeciagu trzech lat 3 wiejsko stjuninkowane duze Fiaty, Wartbi, Lada i totalnie zgnity bialy Ford Fiesta. Tego ostatniego nie zdazyli juz porombac na zlom to przepchali na druga strone ulicy i zniszczenia dokonaly okoliczne bachory.
Wszystkiemu winne wysokie ceny zlomu

Ze trzy lata temu byl straszliwy wlam do piwnic w bloku w ktorym aktualnie mieszkalem- ode mnie ktos sie nie bal i zaje... skladaka, lewarek, prostownik, kolpaki i troche innego sprzetu- no i nie musze chyba mowic ze do dzisiaj zadna z tych rzeczy nie trafila do mnie.

To samo w jednym samochodzie z sasiedniego bloku wybili szybe, akurat przechodzil patrol i zlapal ich na goracym uczynku i zgadnijcie- sprawcow zwolnili a wlasciciel musial wstawiac szybe w srodku zimy na wlasny koszt, ale "mala szkodliwosc czynu"

Jednemu dziadkowi z mojego osiedla zapier... bardzo ladnie utrzymanego czerwonego Komarka. Zwineli normalnie spod bloku i spod klatki, o 20 godzinie!!! Mial dziadek pecha, ze akurat zle sie czul tego dnia i nie zapial klodki na zembatce przy tylnym kole bo i tak planowal wyjsc wieczorem i wprowadzic go do piwnicy. I wiecie co mu powiedzieli, jak zglosil na policje "Pojsc poszukac przy lasku, moze gdzies porzucili "

No troche sie rozpisalem, jednak takie sa niestety przykre realia. Zobacz ile ginie w Polsce co roku szwabowozow i nie wraca nigdy za zachodnia granice. Jaka jest w ogole wykrywalnosc kradziezy Bardzo prawdopodobne, ze zglaszajac te kradziez na policje dostaniesz po prostu kartke maszynopisu i na tym koniec. Zeby byc pewnym odzyskania samochodu musialbys byc kims naprawde wplywowym i jeszcze musialoby zginac cos naprawde rzucajace sie w oczy Merc, BMW to co innego.

Zawsze kiedy slysze o czyms takim przypomina mi sie odcinek Borewicza jak urzadzali oblawy na zlodziei samochodow- szkoda, ze tak nie jest w rzeczywistosci...

Tak, czy inaczej polowanie na zlomiarzy i handlarzy trwa- pilnujcie takze Allegro i otoMOTO bo tam tez trafiaja sie czesto autka bez papierow. Nie wykluczone, ze jak sprawa przycichnie ktos bedzie probowal sprzedac czesci albo caly samochod a wiec zapamietajcie fotki i znaki szczegolne.

Mysle, ze troche pomoglem i Pozdrawiam



Temat: Jubilerzy - przerobienie złota
Witam Wszystkich!
Jestem tutaj po raz pierwszy przy okazji ślubu mojego brata(w czerwcu) podczas różnych poszukiwań związanych jeszcze ze ślubem i weselem. Tak przez przypadek wskoczyłem na to forum i powiem tak, że padłem gdy przeczytałem post Pana Krzysztofa. Pan Krzysztof może siedzi w tej branży jubilerskiej(na pewno długo - jako przedstawiciel - sprzedaż), ale chyba do końca nie orientuje się w praktyce jak są robione obrączki.

Po pierwsze można zastrzec u jubilera aby były wykonane ze złomu złota który przynieśliśmy do zakładu(jeśli chcemy aby w tym samym kolorze były nasze obrączki-czyli jeśli złom jest z czerwonego złota{a tak jest z reguły jeśli mamy po dziadkach złoto}). Jeżeli złoto jest niższej próby niż 14, czy (18 jest bardziej miękka), możemy prosić o podwyższenie próby(przy 14 nie ma problemu bo obrączki i inne wyroby są robione właśnie w tej próbie, a później są dawane do probierni, gdzie jest wybijana próba, ale można i z 18). Jeśli złom jest niższej próby i dodatkowo w tym złomie znajduje się połączone białe złoto z żółtym, bądź czerwonym złotem to nie jest tak jak Pan Krzysztof stwierdził, że wszystko jest przetapiane dodawane są topniki i metale które nam podbarwiają do danego koloru - wyszła by kaszana której nie dało by sie przewalcować i obrobić do pożądanego efektu . Jeśli mamy pomieszany złom to jest on poddawany rafinacji i jest otrzymywane czyste złoto czyli dukat(albo w gramie metalu znajduje się cały gram bez żadnych domieszek czystego złota) - ale z czystego dukatu nie da się zrobić żadnego przedmiotu no może i da ale jest zbyt miękkie i w palcach by sie gięło(dlatego kiedyś zębami badano np. monety). Dlatego aby wzmocnić i zabarwić do pożądanego koloru dodaje się(aby uzyskać czerwone - miedzi, do żółtego i białego dodaje się ligury{związki metali z rodziny platynowców}).
Zadaniem jubilera jest ustalenie ile potrzeba złomu złotego na wykonanie obrączek o danym fasonie , szerokości i tak dalej.
Aha jeszcze jedno jubiler powinien wiedzieć który złom można przerobić, chodzi o to, żeby na przetop nie poszły jakieś naprawdę stare wyroby(pierścionki u których góra moze być wykonana ze srebra natomiast duł zloty, mogą być przedmioty które na pierwszy rzut okaa nic nie są warte-brudne kamienie{bez błysku}, po oczyszczeniu okazuje sie że nabierają światła{brylanty starego szlifu wyglądają jak kawałki potłuczonego oszlifowanego szkła o nieregularnych kształtach}).
To tyle, no może jeszcze, że naprawdę opłaca się iść do zakładu jubilerskiego sprawdzonego przez innych i dać do przerobu jakieś porwane łańcuszki, kolczyki czy niemodne już pierścionki z porysowanym kamieniem(na pewno syntetykiem)-niż sprzedać w lombardzie złom a później zamawiać z materiału jubilera - bo dopłacimy.
A ceny mogą być w takich zakładach: za obrączki z żółtego złota od 100-do 150(200)zł.
łączone z żółtego i białego od 200-350zł.
Ceny w przybliżeniu zawsze można sie potargować
To koszty za parę.
Oczywiście dodatkowo trzeba zapłacić za brylanty lub inne kamienie które chcemy umieścić w obrączkach- musimy jednak pamiętać że obrączki to nie pierścionek i raz kamienie będą u góry a raz z innej strony(obrączka na palcu się kręci). I najważniejsza sprawa obrączki z kamieniami może ładnie wyglądają ale musimy pamiętać,że pod wpływem różnej pogody i z wiekiem rozmiar palców się zmienia i takich obrączek nie da się ani powiększyć ani zmniejszyć. Jeszcze powrócę do obrączek łączonych(białe z żółtym) muszą być one idealnie zrobione na rozmiar gdyż można je powiększyć, czy pomniejszyć ale minimalnie.
Wiem co mówię bo siedzę w tym zawodzie - od strony tego który wykonuje a nie sprzedaje.
Podałbym kilka adresów ale z racji tego iż siedzę w tym po uszy to nie wypada.
Pozdrawiam wszystkich młodych żonkosiów i żonki.

[ Dodano: Nie Kwi 29, 2007 11:13 pm ]



Temat: Na zlecenie UMCS zajmował się "konserwacją".

38-letni Jarosław S. z Lublina sprzedawał na aukcjach internetowych przedmioty pochodzące z wykopalisk archeologicznych. Wśród nich były eksponaty z I wieku naszej ery. Policjanci zatrzymali domorosłego archeologa. Funkcjonariusze ustalają, skąd pochodzą znalezione u niego zabytki.

Na ślad handlarza wpadli policjanci z sekcji do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Lublinie. Od kilku dni przyglądali się przedmiotom oferowanym przez niego na aukcjach internetowych. Kiedy okazało się, że mogą one być dobrami dziedzictwa kulturowego, postanowili odwiedzić handlarza.

– W mieszkaniu Jarosława S. policjanci znaleźli 160 różnego rodzaju przedmiotów i monet, które mają wartość muzealną – mówi podkom. Witold Laskowski z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie. – Zabezpieczyliśmy m.in. guzy kontuszowe, wczesnośredniowieczne dzwoneczki rytualne, unikatowy wisiorek toporowaty z IV w.n.e., przęślik z łupku z X w., 76 monet od czasów średniowiecznych po nowożytne, rylec z XI w., nóż żelazny z przełomu I i II wieku oraz narzędzie kamienne sprzed około 5,5 tys. lat – wylicza.

Funkcjonariusze zabezpieczyli też komputer 38-latka. W nim zapisane były dane o transakcjach internetowych. Ceny zabytkowych przedmiotów zaczynały się od kilkudziesięciu złotych. – Była to jednak cena umowna, wystawiona na potrzeby aukcji – zaznacza Witold Laskowski.

Jako pierwszy kolekcję Jarosława S. obejrzał prof. Andrzej Kokowski, dyrektor Instytutu Archeologii UMCS w Lublinie. – Nie potrafię określić wartości materialnej tych przedmiotów, część z nich to tzw. złom archeologiczny. Kilka z oferowanych przez niego na aukcjach rzeczy miało ogromną wartość naukową – mówi.

Jak twierdzi profesor, dużo zależy też od tego, w jaki sposób Jarosław S. wszedł w posiadanie dóbr dziedzictwa kulturowego. – Jeżeli sam je znalazł, to przy okazji zniszczył zapewne stanowiska archeologiczne, które mogły posłużyć do badań. W takiej sytuacji straty byłyby nieocenione – wyjaśnia. Profesor zaznacza też, że 38-latek miał imponującą wiedzę z dziedziny archeologii.

Policja będzie wyjaśniać skąd Jarosław S. miał eksponaty. W jego mieszkaniu funkcjonariusze znaleźli plik kopert po zakonserwowanych zabytkach, które mogły pochodzić z wykopalisk prowadzonych przez Instytut Archeologii UMCS w Lublinie.

Jarosław S. nie usłyszał jeszcze zarzutów, na razie wrócił do domu.


przedmioty żelazne o wątpliwej wartości historycznej - przyznaje prof. Kokowski.
złom archeologiczny

To się nazywa wartościowanie.

Co zatem robić z tym „złomem archeologicznym” – Sam prof. Kokowski określa pewna kategorię zabytków „złomem” a nie zabytkiem. To jest to zabytek, czy nie jest?

Czy puszczanie w obieg kolekcjonerski takiego „złomu archeologicznego” nie powinno być w pewien sposób dopuszczalne?

Nie jest to tłumaczenie tego gościa – bo nie tylko „złom” u niego znaleziono – ale takiego złomu to pewnie w domu po kątach mają sporo sami archeolodzy, choćby dlatego, że nie chciał od nich nikt tego zabrać.



Temat: Nowe (?) autobusy w MPK

| <uzywane busy z zagranica
|
| Nie ma ich 2000.
|
| Masz racje. W u.r. sprowadzono ich zaledwie 1907. Nowych autobusow
| zakupiono na polskim rynku 1642. Po odliczeniu gimbusow, kupiono ok. 2
| razy wiecej uzywanych zlomow, niz nowych autobusow.

przeciwny importowi złomu. I martwi mnie nie ilość, ale jakość importowanych
busów używanych. Ale nie niespełna dziesięcioletnich NG272. To akurat nie
jest złom i taki import powinien być dozwolony. Jeżeliby dozwolić import
busów z min. EuroI to, pod pretekstem ekologii, sukces zostałby osiągnięty -
nie byłoby w kraju złomu, ale porządne autobusy używane możnaby kupować, co
byłoby w wielu przypadkach korzystne dla przedsiębiorstw KM. I byłoby
świetnie. Niemieckie prywatne firmy przewozowe też często mają używane busy.

I jeszcze jedno - PKSy mają bardzo stare busy. Ale muszą czymś wozić. To
przykre, ale jak upadnie PKS, to nie tylko starcą pracę jego pracownicy, ale
też wielu ludzi nie będzie miało jak dojechać do roboty... A złom niemiecki
jest dużo lepszy od naszego. Nie każdego stać na nowe busy, zwłaszcza jeśli
nie dostaje należnych od budżetu dopłat do biletów ulgowych.

| Taka skala zakupów spowodowałaby zwiększenie ceny na rynku
| światowym ;) i zmianę realiów.
|
| Jesli spowodowala, to tylko na rynku surowcow wtornych.

Ja cały czas mówię, pozytywie, o NG272, Ty negatywnie o całości rynku.

| Wiesz, jak bym wiele dal, zeby u nas w Warszawie ktos przeprowadzil (a
| chociaz zauwazyl taka potrzebe...) taka reforme komunikacyjna jak w
| Radomiu.

Ale zawsze mogłoby być lepiej.

| <opolskie Edi
|
| Otóż to. I jak taka fabryka ma rację bytu? Kto w celach niecharytatywnych
| kupuje takie busy? I dziwisz się, że Jelcz sprzedaje mało. I nie import
jest
| tu głównym winnym. Jakieś stare sfilcowańce z Niemiec nie byłyby lepsze?
co?
|
| Zdecydowanie nie. Ediki sa na bardzo wytrzymalym podwoziu, silnik tez
| wytrzyma wiecznie. A problemy byly np. z pekajcymi (sic!) deskami
| rozdzielczymi, z wyciszeniem. Teraz jest juz lepiej. Gdyby tak jeszcze
| nasze MZK zdecydowalo sie na automaty...
| Akurat Edik jakis sukces rynkowy odniosl.

Już nie Edik ;)
Zobaczymy jak będzie z sukcesem eksploatacyjnym. Ale używane (może
sześcioletnie) N4009 takich problemów by nie miało. A nie byłoby droższe.

| W formie wykładów i ćwiczeń z ekonomii oraz (naszych ulubionych) ćwiczeń
z
| filozofii.
|
| A tej filozofii to pozazdroscic.

O takiej godzinie, że wszyscy śpią.

| W planach jest praca społeczna z ofiarami systemu rynkowego (!!!). Wzorem
| USA...
| No comment.
|
| O, dla coniektorych bedzie to maly wstrzas...

Ano.





Temat: GIŻYCKO-KRUKLANKI- ZDJĘCIA POCIĄGÓW

Ciekawe, czy kiedyś tzw. MK zrozumieją, że firma PKP PLK S.A. jest spółką prawa handlowego
Tzw. MK nic nie zobowiązuje do rozumienia.
Tak jak (przepraszam za wyrażenie i porównanie) fanów futbolu, którzy rzadko są absolwentami AWF oraz nie znają i nie uznają zasad „piłkarskiego pokera” na szczycie i tak jak kolekcjonerów militariów, którzy nigdy nie pacyfikowali wioski ani nawet nie zabili innego uzbrojonego faceta – tak, jak każdego miłośnika, który sam wybiera sobie zakres hobbystycznego zaangażowania na miarę potrzeb i możliwości.

Tzw. MK jest jedynie konsumentem zjawiska, niezależnie, czy dochodzi tu do dewiacji typu obwąchiwanie podkładów (przyznaję się), czy tradycyjnie – czerpie się przyjemność z podróży. W tym drugim przypadku MK jest jednym z wielu klientów kolei, z tą różnicą, że nie wzrusza ramionami, kiedy np. przyczyny niezależne zmuszają go do zmiany środka lokomocji a przeciwnie – jest wściekły.

Społeczność MK jest „spółką prawa” do wielostronnego korzystania z istnienia i funkcjonowania państwowej komunikacji (przynajmniej dopóki kolej nazywa się „państwowa” a jej jedynym akcjonariuszem jest Skarb Państwa) ale to dalszy aspekt, bo już Kropotkin z Bakuninem ustalili, że nie należy liczyć na wiele . Pominę też prawo do nadziei na tzw. transport zrównoważony, bo na to nie ma szans: widoczność nie sięga poza żywot jednego pokolenia z jego żarłocznymi potrzebami i tylko bogate państwa mogą sobie pozwolić na fanaberie typu ochrona wszelkiego życia (a nie tylko „poczętego”).
Miłośnik ex definitione przejawia miłość – i troskę a nie zrozumienie i chłodną akceptację z wyżyn profesjonalnej wiedzy i ponurych doświadczeń. Zapewniam Pana Dyrektora, że ci, którzy wkrótce po dyplomie, w ramach obowiązków zawodowych zlikwidują do reszty linie lokalne, pozostawiając jakieś trzy magistrale na krzyż, z czego dwie bez ruchu pasażerskiego, należą – także na tym forum – do mniejszości.


a nie muzeum kolejnictwa finansowanym ze środków publicznych.
PLK pewnie nie jest – aż szkoda, że nie mówimy o Grupie PKP w ogólności. Byłby ładny lapsus.


zawsze można linie odbudować. Przecież wszystkie budowle ziemne istnieją. Odbudowa nawierzchni to akurat najmniejszy problem
Pamiętam tę opinię – zresztą jej autorstwo ma tu decydujące znaczenie. Ta myśl smakuje jak obietnica życia pozagrobowego tzn. jest głównie kwestią wiary – i jednocześnie jest to jedyna myśl, jakiej można się uwiesić, oglądając demontaż nawierzchni.
A propos – w ubiegłym roku w „polskiej części Dawnych...” ale nie tylko tu, dokonała się gwałtowna rzeź różnych ogryzków: Sątopy – Reszel, Sągnity, bocznice na kierunku Głomna etc. – PKP słusznie uznała, że nie należy robić prezentu złomiarzom. Słuchałem przy okazji, o czym ćwierkają warmińskie - a może już natangijskie – wróble, krążące nad taborem kołowym, zaangażowanym w operację (szyny cięto na dwumetrowe odcinki na miejscu i samochodami dowożono na czynną stację kolejową). Czegóż to bezinteresowna ludzka zawiść nie wytworzy: wróble sugerowały, żeby zbadać, kto szefuje firmom wygrywającym przetargi na złom z torowisk oraz jakie i do kiedy piastował stanowisko w jednej ze „spółek-córek”. Naturalnie, jedyne konkrety dotyczyły ceny zakupu złomu i późniejszych cen zbytu stali szynowej poza granicami kraju ale brzmiały jeszcze mniej wiarygodnie, niż ta plugawa plotka.

Wracając: nie podzielam poglądów Kruglanken, Jego naiwności i niewiedzy ale rozumiem – i podzielam –Jego emocje. Może nasze dzieci potraktują brak, nieistnienie kolei jako oczywistość i w ramach działań miłośniczych będą badać jej historię „sine ira...”. A świadkowie mordu i uczestnicy pogrzebu zawsze będą psychicznie obciążeni i nie zawsze będą umieli się pohamować. I – „niech mówią że to nie jest miłość...”



Temat: Jak zacząć - (kolekcja monet) - Porady numizmatyk



Witaj
1 i inne - niezaleznie od wyboru czy kolekcjonowac będziesz monetki współczesne czy też starsze to każdą należy zabezpieczyc przed możliwością uszkodzenia, więc będziesz musiał albo do kapsla albo do holdera je włożyc.
2 i inne - każda fajna monetka czy współczesna czy starsza zawsze bedzie wymagała wydania kasy: to jest sprawa która łączy wszystkich bez wyjątku : kolekcjonerów,inwestorów, numizmatyków, monetki "które chciałoby się posiadac w kolekcji" zawsze kosztują, im więcej tym czynnik poza-estetyczny, poza-kolekcjonerski itd. czyli pewne zabezpieczenie finansowe, odgrywa większą rolę. Wymarzona ciężko zdobyta monetka jest jednocześnie - jakby mimochodem, "prawie niechcący" - niezłym finansowym zabezpieczeniem, często dla dzieci lub rodzinki (która musi znosic "dziwaczne wydatki" pasjonata aby po czasie odkryc jak wartościowe "skarby" znalazły w ich domu). Jeśli wybierzesz łatwiejszą drogę kupowania np. w NBP srebrnych 10/20 zł. to wprawdzie ani nie wydasz za dużo ani nie natrudzisz się szukając, lecz ich wartośc także będzie mizernie, wolniutko rosła, sięgając po starsze wprawdzie zmuszony będziesz do czasochłonnego śledzenia rynku (w kraju rynek to dobre stare sklepy numizm. z ich aukcjami stacjonar. giełdy oraz oferty w necie, dodatkowo allegro itd), ale to śledzenie wprowadzi Cię dobrze w temat, kup z biegu dostępne katalogi Parachimowicza, Fishera, poznaj co Cię wciągnie i to będzie dobry poczatek. Potem zmienisz może obszar tematyczny, jednak warto zawęzic "co ja zbieram" : tzw. groch z kapustą (jak obok przytaczane aukcje monet na kilogramy czy tysiące szt. - w większości domów pełno takiego złomu), nie będzie miał wielkiej wartości. Wartościowa monetka poprzez cenę (kat./zakupu), dodaje pewną porcję magii, oto coś wyjątkowego, trudnego do zdobycia a w każdym razie drogiego.
11 plus ogólnie - współczesne złote i srebrne m. kolekcjoner. bite są najczęściej stemplem lustrzanym (nie wolno otwierac takiego kapsla, nawet dmuchnięcie jest groźne), spotkasz też emisje stemplem zwykłym ale i tego nie radzę otwierac i wyjmowac z kapsla, mogą powstac odbarwienia, zacieki itd. Współczesnych nie ruszaj. Natomiast jeśli wybierzesz np. monety USA (to temat na całe życie, ogromna mnogośc emisji, kilka mennic, zmiany wizerunków itd.), warto także ograniczyc do np. only Au i only nominały 5-10-20 (albo inne), aby ukierunkowac wydatki i tworzyc jakąś kolekcję. Podobnie z II RP albo WMG : tutaj masz i piękne i cenne i warte trudu monetki, te zawsze będą z tym "magicznym" dodatkiem wynikającym ze wzrostu ceny, często już na starcie wysokiej. Połączenie przyjemnego z pożytecznym
WNIOSEK : frycowe zawsze zapłacisz ucząc się "swojego" kolekcjonerstwa, ale w końcu wyjdziesz na prostą, przestaniesz chaotycznie kupowac tzw. "okazje" a zaczniesz się cieszyc z każdego nowego zakupu. Warto, bo tylko człowiek z pasją jest w stanie wbrew logice stworzyc coś wyjątkowego : kolekcję będącą przedmiotem zazdrości, budzącą nieodmiennie pytania "skąd miałeś na to kasę !!??" Każdy może, ale niewielu się chce podejmowac trudne i mozolne działania, gromadzenie po kawałku, prościej wydac na bieżące sprawy, dalej : przeżywac rozterki "po co ja kupiłem ten złom ! - na fotce wyglądał sto razy lepiej" heh
GN - to już wiesz, 2 zł, worki woreczki menn. też już wiesz - raczej quasi inwestorskie zakupy. Ale Ty pytałeś przecież o coś większego
Nie pękaj i po prostu zacznij jak każdy tu na forum - od początku, ale zacznij !
Pozdr
Nie pożałujesz o ile masz choc trochę cierpliwości - za rok napiszesz post dla kogoś innego .. heh



Temat: Jak bardzo solidnie wyciszyć pomieszczenie?


Jedyny sposób na pozbycie się hałasu to tylko i wyłącznie przkładaniec:
Fortepian
Twarda i ciężka podłoga
Miękka i lekka izolacja
Twardy i ciężki strop.

Jezeli miałeś kiedykowiek do czynienia z filtrami akustycznymi to wyobraź
sobie, że wszelkie twarde i ciężkie materiały są filtrami dolnozaporowymi
tzn. dość dobrze tłumią niskie częstotliwości/drgania.
Wszelkie mateirały lekkie i miękkie są filtrami górnozaporowymi, czyli
tłumią wszelkie wysokie częstotliwości, a ponadto zapobiegają przenoszeniu
się drgań z jednej powierzchni twardej na drugą.
Dlatego przekładaniec: twarde - miękkie - twarde tworzy filtr tłumiący
zarówno drgania jak i dźwięki zarówno niskie jak i wysokie częstotliwości.

| Jest w tym sens, czy głupoty piszę? O OSB pomyślałem, coby móżki się
| w styropian nie wciskały, no i żeby chodzić po tym można było. Ale chodzi
| mi po
| łbie jeszcze inny pomysł: wszystko tak jak opisałem, tylko bez połączenia
| nóg
| fortepianu z OSB. Po prostu w tych miejscach gdzie one staną wyciąłbym w
| płycie
| otwory, np. fi 100 mm, a do środka wsadziłbym krążki z takiej grubej gumy
| (pod
| maszyny się stosuje i pod silniki),  ewentualne szczeliny pianką montażową
| zapchać a po całości dodatkowo filc i dywan. Fortepian w zasadzie będzie
| miał
| stałe miejsce postoju, więc i te dziury byłyby na stałe. Jak myślisz, ma
| to
| sens?

Gumy takie także tłumią na zasadzie jak wcześniej opisałem czyli twardy,
stalowy lub betonowy postument maszyny - guma (albo raczej gąbka gumowa) -
twarda posadzka
| Ale
| jak nie będzie innego wyjścia, to trzeba będzie wylewać. Pod tym pokojem
| sąsiad
| ma, dzięki Bogu, kuchnię a nie salon.

Moższesz spróbować po prostu położyć na podłogę dywan czy wykładzinę
dywanową, na tym styropian czy też gąbkę gumową, a na tym wylać 3-4cm płytę
betonową dodatkowo zbrojoną, aby nie popękała, ale tylko na powierzchni pod
fortepianem tworząc taki podniesiony cokół, na którym także znajdzie się
miejsce dla pianistki, a na to znów dać wykładzinę czy dywan dla ozdoby,
zakrywając nim boki betonu. Będzie ekonomicznie i estetycznie. To wystarczy
aby wytłumić drgania przenoszone poprzez nóżki. Jezeli chodzi o samo
przenikanie dźwieku przez strop to cześciowo pomoże dywan lub wykładzina
dywanowa.

| Osobiście jednak proponuję zakup fortepianu elektronicznego


Dobrze Wasc prawisz. Do kompletu ja polecam blache olowiana... Z moich
doswiadczen jest to najlepszy element tlumiacy wszelkie halasy a przede
wszystkim te niskie tony czyli dudnienia, ktorych bez odpowiedniej masy
tlumika, pozbyc sie niezwykle trudno. W Krakowie od przedwojny byla
restauracja a na pietrach mieszkancy. W  restauracji co wieczor grala
orkiestra. I jakos to bylo. W latach 60-tych chyba, restauracje, wczesniej
oczywiscie upanstwowiona, poddano generalnemu remontowi. W czasie tegoz
pracownicy odkryli, ze na suficie pod boazeria polozony jest olow, blacha
olowiana. Wiec jak to czesto bywalo, blache jako niepotrzebny balast oderwano
i na zlom sprzedano. Remont skonczono i sie zaczelo; niekonczace sie skargi
lokatorow wyzszych pieter...
 Jest tylko jeden mankament; naukowcy a moze "nalkowcy" odkryli, ze olow jest
be, jest bardzo szkodliwy, wrecz nie wolno go dotykac, pocierac gdyz grozi co
najmniej oglupieniem o ile nie smiercia lub kalectwem... Troche dziwne, gdyz
ja bawilem sie olowianymi zolnierzykami, potem srut olowiany blacha na betonie
otaczalem, potem mikrofony estradowe na kierunkowe przerabialem... Tyle lat
zyje i wydaje mi sie, ze calkiem nie zglupialem wiec nie jest tak zle. Wieksze
szkody czyni chyba kwasek cytrynowy dodawany w majestacie prawa do kazdego
napoju...
Odnosnie ceny materialu - nie mam pojecia ale chyba nie jest przerazliwie
drogi. Tu w Usa za funt zlomu zelaznego placa 5 centow, olowianego 18 centow a
za funt miedzi ponad dolara. Ostatnio demontowalem aparature rentgenowska w
pomieszczeniu, ktorego sciany i sufit obite byly 2.5 milimetrowej grubosci
blacha olowiana. Przepisy wymagaja aby byla ona przykryta plyta KG lub innym
materialem uniemozliwiajacym bezposredni z nia kontakt.
 Pzdr.





Temat: Afera z SP32


Jutro w Naszym Dzienniku na I stronie.


Wklejam:

        Oferta dla wybranych

Powstali, aby pozyskiwać oraz modernizować wagony i
lokomotywy. Jednak po kilku latach działalności kierownictwo
PKP doszło do wniosku, że są niepotrzebni i zdecydowano się
na likwidację. Mowa o Konsorcjum Taborowym SA w Krakowie.
Wraz z zamknięciem trzeba było sprzedać majątek spółki i
wtedy pojawiły się wątpliwości. Okazało się, że lokomotywy i
wagony kupiła w tym roku spółka Kolmex, posiadająca w
konsorcjum 1 proc. akcji oraz swojego przedstawiciela w
trzyosobowej radzie nadzorczej KT. Zdaniem związkowców,
transakcję przeprowadzono ze szkodą dla Konsorcjum, ponieważ
majątek sprzedano poniżej wartości rynkowej. Na wniosek
związków Rada Nadzorcza PKP wymusiła na zarządzie PKP
podjęcie natychmiastowych działań w tej sprawie, włącznie z
poinformowaniem prokuratury, odwołaniem likwidatora i
unieważnieniem przetargu.
Według informacji związków zawodowych działających na kolei,
spółka zależna PKP SA Konsorcjum Taborowe w Krakowie
sprzedała w tym roku 21 niesprawnych lokomotyw spalinowych
pasażerskich SP32 za 1,1 mln zł i 66 też SP32, tylko że
sprawnych, za 4,6 mln zł oraz 120 wagonów specjalistycznych
za 8,4 mln zł firmie Kolmex. - To jest skandal, że zarząd
PKP nie panuje nad tym. W konsorcjum taborowym PKP miało 94
proc. udziałów, a Kolmex 1 proc. - twierdzi Stanisław Kogut,
przewodniczący Rady Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ
"Solidarność". Kogut dodaje, że wcześniej z władz spółki
usunięto przedstawiciela pracowników i do trzyosobowej rady
nadzorczej dokooptowano przedstawiciela firmy Kolmex. Według
Koguta, zarząd sprzedał lokomotywy po cenie księgowej, a nie
po cenie rynkowej. - Tylko w przypadku 21 niesprawnych
lokomotyw cena jednej kształtowałaby się na poziomie 500
tys. zł, a nie ok. 52 tys. zł. W przypadku sprawnych
lokomotyw cena rynkowa jednej kształtuje się na poziomie 1
mln zł - mówi Kogut. Poinformował, że na wniosek związków
Rada Nadzorcza PKP wymusiła na zarządzie PKP podjęcie
natychmiastowych działań włącznie z poinformowaniem
prokuratury, odwołaniem likwidatora i unieważnieniem
przetargu. O sprawie ma być również powiadomione
Ministerstwo Infrastruktury.

Cisza przed burzą?
Jednym z głównych celów utworzonego w 1999 r. konsorcjum
taborowego składającego się z kilku przedsiębiorstw, w tym
dwóch fabryk wagonów, miała być modernizacja taboru PKP oraz
jego pozyskiwanie. Jednak konsorcjum okazało się
niepotrzebne i jest obecnie w stanie likwidacji. Jej nowy
likwidator Paweł Pieśniewski nie był zbyt rozmowny. Zanim
usłyszał pytanie, już udzielił odpowiedzi, że w tej sprawie
należy rozmawiać z PKP S.A. Z kolei od spółki Kolmex
otrzymaliśmy informację, że "w związku z procesem
likwidacyjnym spółki Konsorcjum Taborowe S.A. oraz uchwałą
akcjonariuszy tej spółki w sprawie sprzedaży rzeczowego jej
majątku trwałego innym podmiotom, została skierowana oferta
do spółek grupy PKP". Według Kolmexu, który ma udziały w
konsorcjum, tylko PKP Cargo wyraziło chęć zakupu
niesprawnych lokomotyw po cenie złomu, zaś lokomotyw
działających według wartości księgowej. "Kolmex SA (...)
złożył znacznie korzystniejszą ofertę zakupu, na podstawie
której stał się właścicielem tej części majątku likwidowanej
Spółki" - czytamy w stanowisku spółki. Ciekawie wygląda
sprawa wagonów wyleasingowanych od konsorcjum przez PKP
Cargo SA. Również w tym przypadku oferta Kolmeksu miała być
korzystniejsza niż oferta Cargo. "Zgromadzenie Akcjonariuszy
podjęło uchwałę upoważniającą likwidatora do sprzedaży umów
w drodze wykupu przedmiotu leasingu przez korzystającego,
czyli PKP Cargo S.A. Negocjacje nie doprowadziły do
korzystnego dla Konsorcjum poziomu wyceny sprzedawanych
wagonów. Wobec złożonej przez Kolmex SA wyższej ceny,
likwidator dokonał sprzedaży wagonów, które wspólnie z PKP
Cargo S.A., KOLMEX S.A. będzie wykorzystywał" - czytamy w
odpowiedzi spółki.
Zarząd PKP, mimo naszych próśb, nie zajął oficjalnego
stanowiska w sprawie, odmawiając komentarza.

Jak zwykle straci państwo
Pytanie brzmi: dla kogo Kolmex kupił te lokomotywy i wagony
oraz dlaczego tak tanio. Pewnie gdyby nie protesty
związkowców, sprawa w ogóle nie ujrzałaby światła dziennego.
Firma szczyci się tym, że działa na rynku od około 40 lat.
PKP posiada w niej 7,84 proc. Związki ze spółką miał
wiceminister infrastruktury w rządzie Leszka Millera, Maciej
Leśny, który zasiadał w radzie nadzorczej Kolmeksu.
Zrezygnował 5 grudnia 2001 roku, z dniem powołania go na
stanowisko wiceministra gospodarki. Natomiast w spółce
Kolmex Inwest od kwietnia 2002 roku zastępcą dyrektora jest
poseł Jan Chaładaj (wybrany z list SLD, obecnie niezrzeszony).
Warto przypomnieć, że przed białostockim sądem rejonowym
toczy się proces w sprawie sprzedaży do Niemiec dziesięciu
lokomotyw należących do PKP. Kontrakty zrealizowano w latach
1998-1999. Prokuratura oskarżyła o niegospodarność i
poświadczenie nieprawdy w dokumentach sześć osób. Opinie
biegłych wykazały, że wartość transakcji została znacznie
zaniżona - ponad 2,2 mln zł. Chodziło o tzw. skasowane
maszyny, czyli przeznaczone na złom. Według oskarżonych,
transakcja była dla PKP bardzo korzystna, a kwota uzyskana
ze sprzedaży mniej więcej dwa razy wyższa od tej, jaką można
było uzyskać w Polsce. Niewykluczone, że sprawa sprzedaży
lokomotyw przez Konsorcjum Taborowe w Krakowie zakończy się
w analogiczny sposób.
Robert Popielewicz





Temat: POCIĄG DO PRZEKRĘTU
Ełk

Sprzedali za grosze

PKP sprzedały Polskiemu Stowarzyszeniu Miłośników Kolei w War­szawie trzy
zabytkowe parowozy po cenie wielokrotnie niższej od ceny złomu. Jeszcze w
czerwcu zarząd PKP chciał przekazać je miastu, lecz pod koniec sierpnia, za
plecami prezydenta i starosty, sprzedał loko­motywy do Warszawy.

Najlepsze parowozy z całej ełckiej kolekcji zosta­ły sprzedane 31 sierpnia &#8212; po
1000 zł za sztukę. Za­rząd kolei swoje posunię­cie tłumaczy brakiem środków
finansowych, jed­nak wartość jednego z pa­rowozów, gdyby go oddać na złom,
przekroczyłaby 50 tyś. złotych. .Nie mó­wiąc już o wartości zabyt­kowej.

PROPOZYCJA NIE DO ODRZUCENIA

Cała sprawa miała swój początek 5 lipca br., kiedy to jeden z członków zarząÂ­du
PKP - Bogdan Wali-górski &#8212; przysłał do na­szych sarnorządowców pi­smo z
propozycją nieod­płatnego przekazania całe­go skansenu, łącznie z mieniem
ruchomym, na rzecz Ełku. W liście tym, skierowanym do prezy­denta i starosty,
zaznaczył, że nasze miasto jest wła­ściwym miejscem dla zor­ganizowania tu
działalno­ści skansenu, a w szczegól­ności kolei wąskotorowej. Miesiąc później,
prezydent Janusz Nowakowski i sta­rosta Adam Puza, skiero­wali do zarządu PKP pi­
smo, w którym wyrazili chęć przejęcia całego skan­senu, łącznie z koleją wąÂ­
skotorową i jej majątkiem ruchomym. &#8212; Odpowiedzi w tej sprawie nigdy nie
otrzymaliśmy &#8212; wyjaśnia Tomasz Andrukiewicz, członek zarządu powiatu.

PKP MILCZY

Od tamtego czasu, do Ełku nie trafiła żadna od­powiedź ze strony zarządu PKP.
Dotarliśmy do pisma wewnętrznego PKP, w którym są informacje o tym, że starosta
powiatu ełckiego pozytywnie odpo­wiedział na propozycję z 5 lipca. Mowa też w
nim, o jak najszybszym podjęciu rozmów w tej sprawie i jak najszybszym
przekazaniu skansenu oraz taboru kole­jowego. Pismo było skiero­wane do Dyrektora
Zakła­du Gospodarowania Nie­ruchomościami PKP w Olsztynie. Kopia trafiła też do
Likwidatora DKPT Cargo,   co   sugeruje wzmianka w piśmie. Nic więcej nie
dotarło do na­szych samorządów.

POSZŁY ZA BEZCEN

31 sierpnia PKP S.A za­warło umowę o sprzedaży ełckich lokomotyw paro­wych z
Polskim Stowarzy­szeniem Miłośników Ko­lei. Transakcja nastąpiła 2 września i
dotyczyła trzech parowozów. Sprzedaż od­była się z naruszeniem pra­wa, o czym
zaalarmował Wojewódzki     Urząd Ochrony Zabytków w Olsztynie, Delegatura w
Ełku. Stowarzyszenie bo­wiem, dopiero po fakcie zakupu tj. 23 września, po­
wiadomiło konserwatora zabytków. Sprzedane eg­zemplarze to unikaty w skali
kraju. Parowóz Ok l jest tylko jednym z trzech nadal istniejących z tej se­rii w
Polsce i jedynym tak dobrze zachowanym tego typu. Drugi, Ty 2, jest ostatnim
egzemplarzem tej serii, jeżdżącym po liniach PKP. Ostatnim miejscem jego pracy
był właśnie Ełk. Stowarzyszenie chce prze­nieść lokomotywy do Skierniewic,
istnieje jed­nak duża obawa, że ełckie parowozy mogą trafić za granicę, w ręce
kolekcjone­rów. &#8212; Sprzedaż najcen­niejszych parowozów z Ełku, przyczyni się do
zniszczenia inożliwości uruchomienia przejazdów turystycznych po Mazu­rach
trakcją parową &#8212; wy­jaśnia Adam Zywczyński, kierownik ełckiej delegatu­ry
Wojewódzkiego Kon­serwatora Zabytków w Olsztynie.

CO TERAZ?

&#8212; Będziemy walczyć o nasze lokomotywy i wie­rzę, że wszystko się dobrze skończy -
 powiedział sta­rosta ełcki, Adam Puza. &#8212; Ełcka Kolej Wąskotorowa i skansen, są
nieodłącznym elementem oferty tury­stycznej naszego miasta &#8212; dodaje Tomasz
Andrukie­wicz. 4 października pre­zydent Ełku i starosta ełcki skierowali pismo
do zarząÂ­du PKP z prośbą o unie­ważnienie transakcji. Obaj wyrazili także chęć
podję­cia dalszych rozmów w sprawie przejęcia lokomo­tyw i reszty taboru. Jak na
razie, rzecznik prasowy PKP S.A. ograniczył się do wymijających komentarzy na
temat całej sprawy. W wypowiedzi na tamach jednej z regionalnych ga­zet, zarzuca
naszym samo­rządom brak zainteresowa­nia propozycją przejęcia taboru. Zaprzecza
też, ja­koby likwidator PKP lub Biuro Prywatyzacji cokol­wiek wiedziały na temat
działań starosty w sprawie przejęcia kolejki. Według niego, w piśmie Biura Go­
spodarowania Nierucho­mościami Centrali PKP S.A. jest tylko informacja na temat
braku zaintereso­wania ze strony samorządu miejskiego i powiatowego. Jak widać,
rzecznik PKP, chyba nie bardzo wie co mówi.

Mamy nadzieję, że całą sprzedaż uda się unieważÂ­nić, a ełckie &#8222;perełki" &#8212; tak
mówią o parowozach kole­jarze - pozostaną na swo­im miejscu. Jak poinfor­mował nas
starosta ełcki, już w tym tygodniu mają zostać podjęte bezpośred­nie rozmowy w
tej sprawie, a wszystko ma zmierzać do unieważnienia transakcji. Jak wynika z
naszych in­formacji, członek zarządu PKP S.A., Bogdan Wali-górski, w czasie
wakacji przestał pełnić tę funkcję.

http://miasto.interia.pl/fm/kolejarzyk

http://miasto.interia.pl/fm/kolejarzyk
Pozdrawiam





Temat: Uwaga na używane auta!
Z każdego, nawet najbardziej rozbitego auta da się zrobić prawdziwe cudo. Nie będzie ono oczywiście bezpieczne, ale będzie jeździć i zawsze znajdzie się frajer, który je kupi. Najlepiej powiedzieć mu, że samochód był ściągnięty z Niemiec lub z Holandii w nienaruszonym stanie. I tak się nie połapie. Ludzie nie potrafią kupować samochodów.



Dobra sztuka, prawie nówka

Tak właśnie zachwalano Agacie Opla Vectrę , który bardzo jej się podobał i był w świetnym stanie. Niczego mu nie brakowało. Stan idealny. Miał oczywiście jakiś tam przebieg, ale przecież wiadomo, że teraz nikt nie przestawia liczników, ani nie robi tym podobnych rzeczy, bo komu by się chciało. Kiedy Agata kupiła już sobie swój wymarzony samochód, pojechała z nim natychmiast do zaprzyjaźnionego warsztatu. Tam usłyszała, że powinna auto jak najszybciej sprzedać, jest ono bowiem wyrazistym przykładem kunsztu mechaników i blacharzy, którzy zajmują się ożywianiem samochodowych trupów.

Auto było poskładane z kilku innych, miało kiedyś oderwany cały przód, blacha karoserii na masce wzięta była z innego samochodu, coś nie grało z drzwiami z prawej strony, a najgorsze było to, że samochód był po prostu przepiłowały na wysokości przednich kół i jego podwozie składało się z dwóch zespawanych kawałków. Takie coś nie miało prawa poruszać się po drodze. Jazda tym autem groziła śmiercią. Kierownik zaprzyjaźnionego warsztatu doradził Agacie, by pojechała z tym złomem do sprzedawcy i zażądała zwrotu pieniędzy, ale Agacie nie mogło pomieścić się w głowie, że ktoś ją tak naciągnął. Bardzo się wstydziła i nie pojechała. Wstawiła za to swoją prawie nową Vectrę do komisu i sprzedała.

- Kiedyś o mało nie zwolniłem chłopaka - mówi Janusz, właściciel warsztatu zajmującego się sprowadzaniem i remontem używanych samochodów. - Przywieźli tu takiego mercedesa busa, był właściwie kupą powyginanej blachy. Rzeczywiście nie robił dobrego wrażenia, ale widywałem gorsze. No i mój pracownik, bardzo młody człowiek, pod moją nieobecność podjął samowolną decyzję dotyczącą losów tego auta. Doszedł do wniosku, że nie nadaje się ono do niczego, wziął młotek i dla zabawy zaczął wybijać w tym samochodzie resztę szyb. Kiedy mi o tym donieśli tak się wściekłem, że nie wiem co. Miałem go wyrzucić, ale rozmyśliłem się - chłopak dopiero uczył się zawodu. Potem, kiedy wyklepaliśmy tego busika i dospawaliśmy mu nowy przód, w ogóle go nie poznał. Przyszedł do mnie po robocie i zapytał, czy nie sprzedałbym mu tego auta. Tak to już jest, że jeśli ktoś kocha samochody i się na nich zna, to nie ma takiego auta, którego by nie wyrzeźbił.

Janusz zdecydowanie bardziej kocha samochody niż ludzi. Kiedyś jednak miał taka przygodę: przyszedł do niego facet i bardzo długo zastanawiał się nad kupnem jakiegoś auta, w końcu wybrał passata.

- Sprzedałem mu go - mówi Janusz - forsa wzięta, wszystko przyklepane, a facet mówi, że cieszy się z tego samochodu, bo poprzedni, którym jeździł, był poskładany z kilku i pospawany i tamten sprzedawca go oszukał, a po mnie od razu widać, że jestem uczciwy, a samochód w dobrym stanie. Serce mi się ścisnęło, no ale co mu powiem? Panie, zostaw pan ten samochód, to tylko wyklepany złom? Przecież już wziąłem pieniądze. Nic nie powiedziałem, facet wsiadł do samochodu i pojechał w nieznane.

Złudzenia kierowców

Sporą popularnością wśród polskich klientów cieszą się samochody ściągane z Niemiec, które są tam odbierane klientom na poczet niespłaconych kredytów. Według wielu polskich kierowców fakt ten decyduje o tym, że samochód jest pewny i choć używany, to w miarę dobrej jakości. Jest to niestety złudzenie. Samochody zajęte za niepłacenie kredytu stoją sobie na parkingu i czekają na klientów. Faceci, którzy zajmują się sprzedażą, dzielą je na te przeznaczone dla Niemców, te przeznaczone dla Turków mieszkających w Niemczech, te przeznaczone dla Polaków i te przeznaczone dla Rosjan i Ukraińców. Ostatnie są oczywiście najgorsze.

- Byłem świadkiem tego, co się wyrabia z takimi samochodami - mówi Grzegorz, który właśnie ściągnął sobie auto z Niemiec. - Jestem niesłychanie ostrożny jeśli chodzi o wybór samochodu, po swojego peugeota jeździłem tam chyba z sześć razy. Mogę powiedzieć jedno: widziałem. Widziałem, jak wyciąga się z tych aut wszystko, co nadaje się do sprzedania, łącznie z kluczami i felgami zastępowanymi następnie jakimiś innymi ze śmietnika. Wypompowuje się z tych samochodów paliwo i zostawia się tylko resztkę. Wszystko, co ma jakąkolwiek wartość, jest zabierane lub zamieniane na jakiś złom. Samochody te nie są serwisowane, ale fałszuje się książki serwisowe. Pieczątki potrzebne do tych fałszerstw robi się w Polsce, tuż przy granicy. Książki serwisowe wyglądają całkiem autentycznie, co podnosi cenę auta, które jest ograbione i słabe. Polacy dają się na to nabierać i są szczęśliwi. Marną pociechą jest to, że do Rosji trafiają jeszcze gorsze samochody.

Dlatego jeśli ktoś ma słabe pojęcie o samochodach, powinien kupować auto w towarzystwie fachowca, który zna się na tym dobrze. Niestety nie zawsze gwarantuje to udany zakup, ponieważ ludzie zajmujący się sprzedażą używanych aut to mistrzowie w swoim rzemiośle. Podrobią wszystko, upudrują każdego nieboszczyka, żeby wyglądał jak żywy.

Do więzienia za sprzedaż złomu?

Artykuł 286 kodeksu karnego mówi: Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

Pozostaje jeszcze problem, jak udowodnić oszustowi, że działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Nie jest to łatwe.

Prawo daje nam jeszcze możliwość odstąpienia od transakcji, jeśli uznamy, że sprzedawca ukrył przed nami istotne wady pojazdu. Możemy w takim wypadku także domagać się obniżenia ceny pojazdu lub zwrotu kosztów zawarcia umowy i kosztów, które ponieśliśmy przy transporcie i garażowaniu auta. Możemy również domagać się zwrotu ubezpieczenia.

Sprzedawcy samochodów z ukrytymi wadami zwykle wprowadzają do umowy klauzulę mówiącą, że nie ponoszą oni żadnej odpowiedzialności za stan techniczny pojazdu. Mogą to zrobić na podstawie artykułu 558 kodeksu cywilnego. Artykuł ten jednak nie ma zastosowania w przypadku, gdy mamy do czynienia z podstępnym zatajeniem wad samochodu. Problem polega jedynie na tym, by udowodnić przed sądem złą wolę sprzedawcy i jego nieuczciwość.

Źródło: o2.pl



Temat: ORP Bielik


(ale ciagle jestem ciekaw jak obliczono ze jest to 70 % przeciez
plyty podlogowej nie da sie sensownie porownac z silnikiem
ani amortyzatorem innaczej niz poprzez mase)


    Widać się da. Owe 30% przytoczyłem za nTW.


Zamiast wyrzucic na zlom albo sprzedac za kilka tys zl po
wymianie 70 % czesci otrzymujesz niezly pojazd


    Dodaj do tego marne 1,25 mln PLN za sztukę i po sprawie :o)


Za kase wydana na nowe kto mozna miec obrazowo nie 690
Patrii ale ~1900 Rysi


    Można. Tylko nawet po przebudowie Ryś to jest transporter, któremu
życie można przedłużyć o 10-15 lat, ale nie traktować go jako czegoś
takiego zupełnie nowoczesnego. Oczywiście w przypadku zabudowy specjalnej
zupełnie wystarczy.


Czepiasz sie. Co uwazalbys za przejaw mozliwosci modernizacji?


    Z pewnością nie tak głęboką ingerencję w pojazd.


Z drugiej strony skoro powstal na bazie skota to oznacza ze Polacy sa
w stanie zbudowac KTO-  rewelacja , a nie tak dawno jeden z
grupowiczow (...)


    Napisz to do niego, a nie do mnie :o)


tu takie zaskocznie nie dosc ze : "powstał na bazie" to jeszcze
3 razy tanszy mimo wstawienia do niego wielu nowych elementow.


    To, że bazowy Ryś kosztuje trzy razy taniej niż bazowa Patria nie
znaczy, że jest jej odpowiednikiem. Strasznie przyczepiłeś się tej ceny,
natomiast zapominasz o wielu innych cechach nowego KTO.


Wyjasnij to bo naprawde wydaje mi sie to jakims kiepskim zartem. Najpier
nie oplaca sie nam modernizowac czegos - oki. Kasujemy wiekszosci
pojazdow- oki. Kiedy zostalo ich cos ok 500 (wszystkich wersji) nagle
ktos sobie przypomina ze przeciez mozna bylo z tego co skasowalismy
zrobic niezly kto oraz cala game pojazdow specjalistycznych. To
przejaw racjonalnego planowania ?


    Tak. W latach 80 i na początku lat 90, kiedy SKOTy dożywały swoich
ostatnich dni nikt nie myślał, ze w przyszłości będzie się kładło nacisk na
pojazdy kołowe. Rozwijano w Polsce podwozia gąsienicowe, stąd nie mieliśmy
problemów z Loarą czy innym Krabem. To raz. Dwa - w tamtych czasach idea
modernizowania była traktowana nieco inaczej niż teraz, starzejący się
sprzęt raczej zastępowano (vide BTR 60-70-80-90 etc.) niż na siłę szukano
możliwości jego dalszej eksploatacji. Poza tym - nasza armia gdzieś tak na
przełomie lat 80 i 90 wypadła z procesu modernizacji i wymiany sprzętu jako
taka. Poza tym - sam wiesz jak wyglądały lata '90 w tym kraju. Gdzieś tak
pod koniec sytuacja nieco się wyprostowała i zaczęto planować zakupy,
wymiany i tak dalej. I dopiero WÓWCZAS okazało się, że można SKOTom dać
drugie życie pod postacią Rysia. Wcześniej nie było to brane pod uwagę i
było nieopłacalne - nie było porównania do odpowiedniego sprzętu. Gdy
porównano ceny, okazało się, że przebudowa tych 300 OT-64 może dać niezły
efekt przy mniejszym nakładzie kosztów. Zatem Ryś istnieje obok Patrii a
nie zamiast. I w takiej roli prawdopodobnie będzie się doskonale sprawdzał
przez najbliższych 10 czy 15 lat. Zatem obecnie jest to traktowane jako
racjonalne planowanie, ale nie możesz cofać się w czasie i twierdzić, że
wówczas oni tego nie widzieli i nie przewidzieli. Owszem, ale to były inne
czasy - stawiano na BWP-1 i raczej modernizacje tego pojazdu niż cokolwiek
kołowego. Niestety (albo stety) BWP-2000 czy inny BWP-40 odeszły do lamusa,
a na ich miejsce wkroczyły KTO i KBWP.


Popatrz popatrz  naprawde nie stac nas na nowe musimy kombinowac = ?
modernizowac dopiero teraz to zauwazyli


    Tak, dopiero teraz to zostało zauważone. Wcześniej po prostu nie było
potrzeby. Nie wiem co Ci takiego dziwi. Ja wiem, że z punktu widzenia
historii siedząc teraz to można wygrać wszystkie bitwy i zaplanować
wszystkie plany modernizacji armii, ale to co wiemy na dzień dzisiejszy nie
było wiadome jeszcze 5 lat temu. A jeśli nawet było to w bardzo mglistych
zarysach. Pragnę przypomnieć, że jeszcze w 1998 roku Polska nie była w
NATO. A to było CZTERY lata temu. Jak to szybko przeszło i zdążyliśmy się
przyzwyczaić, nie? :o)


Ty zaczales zabawe ze skrotami :)


    Ale ja wiem co one znaczą :o)


Mozna go i tak nazwac. Choc prasa nazwala by to kto  w
wersji wiezowej :-)


    Zależy jaka prasa.


Pewnie nie. Gdyby nie skasowano wiekszosci skotow moznaby je
zmodernizowac


    Nadal można - ile w końcu złomu po OT-64 potrzeba? Niewiele, nie? Tylko
nie ma takiej potrzeby.


byloby to tansze po ok 2,4 mln na sztuce od Patrii za taka
kase mozna chyba kupic wieze E8.


    I co z tego? Ale nie byłby to jednak odpowiednik nowego KTO. A o to nam
chodziło. Dlatego też nie braliśmy F-16A z pustyni i paru innych rzeczy.


Wiec podsumowujac obrazowo mamy 690 patrii bez wiez (te 3,6
mln to cena bazowego pojazdu ) kontra  690 skotow z wiezami po
modernizacji ciekawe kto by wygral.


    To nie jest obrazowe podsumowanie, a raczej zabawa dziecka
przyzwyczajonego do gier komputerowych i podejścia masowego. Przykro mi
bardzo kolego, ale ja tak rozważać problemu nie zamierzam. Rysie bynajmniej
nie mają być w wersjach KBWP, a dodatkowych - sanitarnych, dowodzenia etc.
Poza tym - modernizacja OT-64 nie daje nam nowych technologii, natomiast
zakup i produkcja na miejscu Patrii - owszem. A to jest znacznie większy
zysk.


I to pokazuje glupote osob planujacych. Zamiast od poczatku lat 90
tych pracowac nad modernizacja, opracowac plany i stabilnie je
realizowac przez 10 lat trwoniono mozliwosci i marnowano czas.


    (ciach mrzonki)
    Gdyby świat był idealny to pewnie wyglądałby tak jak chcesz go widzieć.
A ponieważ idealny nie jest, a na początku lat 90 mieliśmy znacznie większe
problemy niż gromada starych i zniszczonych OT-64, a nie było wówczas ani
silników, ani układów przeniesienia, ani wież E8, więc nie wiem na czym owa
racjonalizaja miałaby polegać - na wróżeniu z fusów i przepowiadaniu, że za
10 lat będą dostępne. Jak już pisałem, niewątpliwie wiedząc w przyszłości
jak potoczyła się bitwa, otoczony książkami historycznymi z pewnością byś
ją wygrał. Niemniej jednak życie jest bardziej skomplikowane.

    REMOV





Temat: Bat na kolej
Naszemiasto.pl
http://gliwice.naszemiasto.pl/wydarzenia/429979.html

Bat na kolej

Piątek, 17 grudnia 2004r.

75 euro będzie musiała zapłacić kolej za każdy kilogram towaru "zagubionego"
w czasie transportu - tak wynika z projektu nowych przepisów przewozowych
Unii Europejskiej.

Tymczasem co roku z wagonów kolejowych znika aż 50 tys. ton węgla, a ponadto
tony złomu, sprzętu gospodarstwa domowego, paliw płynnych itp. Znika
wszystko, co tylko da się z pociągu wynieść i - jak na razie - kradzieże są
dla PKP problemem nie do rozwiązania.

- Nic jeszcze nie wiemy o tych propozycjach, to bardzo zła wiadomość -
przyznał nam Janusz Mincewicz z PKP Cargo SA.
Jeżeli nowe przepisy wejdą w życie, a zaplanowano, że obowiązywać będą od 1
stycznia 2006 roku, kolej pójdzie z torbami. Może od razu wtedy zawiesić
wszelkie przewozy towarów, gdyż tylko za utracony węgiel będzie musiała
zapłacić co roku... 1,5 biliona złotych kary!

Obecnie roczne przychody PKP Cargo SA wynoszą aż 6 mld zł, ale okazać się
mogą kroplą w morzu strat, za które trzeba będzie zapłacić kontrahentom.

Polscy posłowie w Parlamencie Europejskim zapowiedzieli walkę o odrzucenie
tego projektu ustawy.

Kolej z torbami

rok. A szykuje nowe przepisy dotyczące odpowiedzialności przewoźników
kolejowych za przewożony towar.

Od 1 stycznia 2006 roku za każdy utracony kilogram trzeba będzie zapłacić -
zgodnie z tymi propozycjami - 75 euro! Gdyby do tego czasu nic na polskiej
kolei się nie zmieniło, to tylko za skradziony z wagonów węgiel PKP
musiałyby wówczas zapłacić aż 15 miliardów zł! Rocznie ginie z wagonów
50.000 ton. Kara za każdy utracony kilogram jest prawie dwukrotnie większa
od ceny tony węgla (tona kosztuje bowiem średnio 162 zł).

To wszystko z tego powodu, że społeczeństwo zubożało - mówi Krzysztof Król
ze Straży Ochrony Kolei z Katowic, ale trudno się z takim twierdzeniem
zgodzić. Kolej po prostu źle pilnuje powierzonego do transportu mienia, czy
wręcz nie pilnuje go wcale, natomiast kary za poniesione straty nie są wciąż
dla PKP dość dotkliwe.

- Wprowadzamy dodatkowe zabezpieczenia wagonów przed ich otwarciem przez
osoby postronne, zabezpieczenia te są wysokiej klasy - zapewnia Janusz
Mincewicz. - Do tej pory wprowadziliśmy je w około 5.000 wagonach, a
docelowo planujemy zamontowanie tych systemów w 40.000 wagonów. Staramy się
chronić konsumenta, robimy wszystko, by towar docierał na miejsce
przeznaczenia bez uszczerbku. Chcemy być wiarygodnym przewoźnikiem.

Zdecydowanie najwięcej kradzieży jest na Śląsku, bo tutaj jest najwięcej
czynnych linii kolejowych. Tylko w tym roku było 1812 napadów na pociągi.
Zginął sprzęt gospodarstwa domowego, części samochodowe, a także złom.

Węgiel znika przede wszystkim na szlakach w rejonie Miasteczka Śląskiego,
Tarnowskich Gór, Bytomia, Zabrza Biskupic i Makoszów, Rudy Śląskiej
Bielszowic i Kochłowic, Katowic Panewnik, Szopienic i Dąbrówki Małej,
Sosnowca Jęzora i Dańdówki, Łaz, Dąbrowy Górniczej, a także Siemianowic Śl.

Kolej ma więc rok na przygotowanie się do radykalnych zmian w opłatach za
stracony towar. Wprawdzie Bogusław Liberadzki, były minister transportu, a
obecnie poseł Parlamentu Europejskiego mówi, że jest szansa "storpedowania"
restrykcyjnych przepisów, pewności, że to się uda - nie ma żadnych. A poza
tym niby dlaczego mamy tolerować kradzieże na kolei? Dlaczego kolej ma być
pod szczególną, choć niezasłużoną, ochroną?

Fatalna restrukturyzacja

Nie udała się restrukturyzacja finansów kolei. Polskie Koleje Państwowe
zamiast wyjść na prostą, jeszcze bardziej się zadłużyły - taki wniosek
płynie z raportu Najwyższej Izby Kontroli. NIK odpowiedzialnością za ten
stan rzeczy obarcza Ministerstwo Infrastruktury, zarząd Grupy PKP a
częściowo, także samorządy.

- Restrukturyzacja kolei była przedsięwzięciem nieudanym. Przez 4 lata nie
udało się powstrzymać narastającego kryzysu i osiągnąć płynności
finansowej - stwierdził podczas wczorajszej konferencji prasowej w Warszawie
Krzysztof Szwedowski, wiceprezes NIK.

Rozbicie polskich kolei na kilka samodzielnych spółek (m.in. PKP Cargo, PKP
Przewozy Regionalne) zamiast zmniejszyć, zwiększyło koszty funkcjonowania
PKP. Mało tego, cały czas rośnie zadłużenie kolei. W 2001 roku, wszystkie
spółki z grupy PKP miały 10,4 mld zł długów, zaś w 2003 roku dług wynosił
już 18,1 mld zł. W związku z tym, spada wartość firmy. Kapitał własny
zmniejszył się z 11,4 mld zł do 6,1 mld zł.

"Mimo tak dramatycznej sytuacji, koleje nie wykorzystały szansy na poprawę
swoich finansów. Miały wyemitować obligacje o wartości 3,9 mld zł. Jednak
wyemitowały papiery o wartości jednego miliarda. Powód? Przetarg na
wyłonienie firmy mającej wypuścić obligacje przeprowadzono nierzetelnie i z
naruszeniem przepisów" - ujawnił NIK.

Dlatego zespół arbitrów z Urzędu Zamówień Publicznych unieważnił to
postępowanie. Według kontrolerów NIK, za złą sytuację kolei odpowiada też
Skarb Państwa, który wywiązał się ze swoich zobowiązań względem PKP (m.in.
finansowania przewozów krajowych) zaledwie w 30 procentach.

- Nawet gdyby z budżetu centralnego do kolei wpłynęły większe pieniądze, to
i tak nie uratowałoby to ich sytuacji, ponieważ restrukturyzacja była
przygotowana i przeprowadzona fatalnie - powiedział wiceprezes Szwedowski.

Teresa Semik, Katarzyna Borowska - Dziennik Zachodni

Wykres:
http://gliwice.naszemiasto.pl/zdjecie/429979_40_1.html
Grafika: Emil Kłosowski

Zdjęcie:
http://gliwice.naszemiasto.pl/zdjecie/429979_40_2.html
Jeśli nawet sokista zatrzyma złodzieja, ten szybko wróci na tory. Fot. K.
Matuszyński