złe wyniki wątrobowe

Oglądasz wypowiedzi wyszukane dla frazy: złe wyniki wątrobowe





Temat: brak okresu :(
brak okresu :(
Witam,
biorę meridię 15 od przełomu października br.
Kilka razy zdarzyło mi się nie wziąć kapsułki rano (tak więc nie
brałam póxniej), ale były to sporadyczne sytuacje..
Miałam tygodniową przerwę w braniu ze względu na złe samopoczucie
(choroba) w okresie 23.11-30.11. Od 1 grudnia znów ją brałam.
Wcześniej miałam dość reglularne miesiączki, gdzyż zarzywałam
HARMONET (pigułki antykoncepcyjne) odstawiłam je już w połowie
sierpnia br, gdyż ze względu na zmianę producenta (i widać składu)
przytyłam i to znacznie. Dodam, że nie chciałam brać meridi, choć mi
ją polecano, dopiero, gdy SAM lekarz mi ja wypisał (mogłam też jako
zamiennik brać LINEA, nie wiem czy dobrze napisałam nazwę) ale
MERIDIA znana mi była z nazwy, więc ją wybrałam.
Nie miałam jakiś szczególnych skutków ubocznych, może lekkie
cachwianie snu (dodam, że zawsze byłam nocnym markiem i gdy tylko
mogłam spałam rano dłużej), byłam czasem bardziej rozdrazniona (choć
raczej jestem osobą dość nerwową, ale nie jakoś bardzo.
Suchość w ustach i większa potliwość również się pojawiła, ale z
czasem ustąpiła. Wbrew temu, jak inni się czuli, mnie było raczej
zimno, nie miałam "uderzeń gorąca", kołatania serca, czy jakiś
większych problemów..
Dodam, że moje wyniki były naprawdę bardzo dobre, wręcz lekarz mi
powiedział, że jestem okazem zdrowia..
Lekko podwyższone miałam tylko płytki wątrobowe, ale to podobno
normalne, przy dłuższym stosowaniu leków antykoncepcyjnych..

Przejde do meritum..

W październiku okres miałam "dość" regularni (zawsze dostawałam ok
10-14 dnia miesiąca) a w pażdzierniku dostałam ok 19.

Natomiast w listopadzie brak.. Co prawda miałam "coś w podobie", ale
podejrzewam, że raczej to były swego rodzaju upławy.. Bynajmniej
menstruacji, to nie przypominało..

Stosowałam antykoncepcje mechaniczną (prezerwatywy), nie sądze,
by "coś się wymknęło", gdyż da się raczej to zauważyc.. Nie mam
również żadych innych "symtomów" ciąży.. ale jednak.. testu narazie
nie robiłam, bo powiem szczerze, byłam tak zabiegana, że nawet nie
przywiązałam wagi do tego, że w listopadzie nie miałam okresu..
dopiero 2-3 dni temu zaczelam sie nad tym zastanawiac..

Dodam, ze dzieki meridi schudlam 8kg. Bylam na roznych dietach i
owszem chudlam, ale pojawial sie zawsze efekt jojo, nawet jesli
dieta szla razem z cwiczeniami fizycznymi..

Wrecz lekarz powiedzial mi ze mam NIE stosowac zadnej diety..
Chcialam sie zglosic do niego z moim problemem, ale niestety
wyjechal na sympozjum do Niemiec i bedzie dopiero za 2-3 tyg..

Prosze o pomoc i rady.

Dziekuje z gory

-Zrozpaczona 21-latka




Temat: Wskazówki odnośnie alergii wziewnej? Poradzcie.
Wskazówki odnośnie alergii wziewnej? Poradzcie.
Witam. Pare postów niżej pisałam, o tym, że moja córka ma alergie pokarmową i azs, ale od jakiegoś czasu nie miała żadnych objawów i je różne warzywka i owoce i na nic nie zareagowała niczym niepokojącym. No i postanowiłam jej odsatwić zyrtek- myślałam o tym bo mała mi sie budzi pokilka razy w nocy a potem rzuca sie po łóżku bo nie umie zasnąć.Taki satn zaczał utrzymywać sie od kiedy dostała inne leki niż fenistil. No i chciałam spróbować z fenistilem. Odstawiłam zyrtek i tak dwa dni bez niego była no i sie bardzo rozczarowałam, bo mojej córcie w sumie nie wyszło nic z poprzednich stanów alergicznych- czyli skóra dalej super jupki ładne ale mała po nocy a wieczorem już nie dostałą zyrteku zaczęła sie drapać po klatce piersiowej- a tam nie ma zaadnych krostek nic- skóra jest piękna mięciutka zadnej suchości, a ona sie drapie jak nic- szczegolnie wtedy gdy sie ją rozbierze. Następnego dnia zaczęła pokasływać troszkę rano tak 3 kasłnięcia, wieczorem jakiś taki głos dziwny jakby chrypka a w nocy to już w ogóle nie spała cały czas pobutka i rzucanie sie po łóżku no i kaszlała troszkę- ale tak nie chorobotwórczo. Dodam że moja córka nie choruje- tylko raz pare miesięcy temu miała katar 3 tygodnie bez gorączki - to chyba był początek alergi bo potym sie zaczęło wszystko( leczono ją antybiotykiem- a katar jak był tak był w końcu sam przeszedł). No i poszłam do lekarza ta mi mówi, ze dziecko ma alergię wziewną na to wyglada jej. No i mam jak najprędzej spowrotem leki jak chce zobaczyć z tym snem to fenistil a jak to nie da nic to zyrtek spowrotem. Podłamałam sie , bo teraz obawiam sie najgorszego- zeby tylko nie dostala astmy. Nie wiem nic na temat wziewnej alergii- duzo czytałam ale na temat pokarmówki a co sie robi przy wziewnej- mam zlikwidować dywan , trzeba myć czymś specjalnym podłogi czy nie w ogole w dpmu wychodzi pleśń na ścianach - i to musze napewno zlikwidować to już wiem- zresztą co roku wychodzi i na jesień zawsze malujemy tym specjalnym preparatem.Pluszaki tez mam jej pewnie zlikwidować- a co z doniczkami- czy w kwiatakch coś uczula? tam nie siedzi pleśń?Wszystkie mam wyrzucić - mam duzo kwiatkó- czy mogę jakieś gatunki zostawić czy lepiej nie? Czy wasze dzieci też tak sie męczą w nocy? Robiłąm małej pasozyty i lamblie i posiew kału, tylko ta candidia mi została, ale jej nie mogę zbadać w moim mieście, mogę tylko wymaz z odbytu zrobić pod warunkiem, że gdzies kupię wymazówkę transportową a odziwo takiej w zadnej aptece nie ma- porażka, została mi nadzieje w sklepie medycznym, a i tak nie wiem czy to badanie coś. wykaże. Ale skoro na lekach przeciwalergicznych mojej córce nic nie jest to raczej nie candidia. Napiszcie mi coś błagam- bo ja niedługo zwariuje- odam , że moaj córka ma jeszcze złe wyniki ALAT iASPAT to wątrobowe wyniki niewiadomo dlaczego ma podwyższone i na dodatem platają jej sie zakażenia dróg moczowych i czeka nas cystografia. Jestem zmęczona tym wszystkim proszę wesprzyjcie mnie chociaż tak internetowoi koniecznie napiszcie mi o tej alergi wziewnej a co z kanapą mam na niej koc- zlikwidować? Czy mam tą kanapę przykryć czymś innym - są może jakies antyroztoczowe rzeczy? Wy sie napewno znacie podpowiedzcie mi proszę.





Temat: Roczny niejadek - jest ciągle źle :(
Roczny niejadek - jest ciągle źle :(
Witam,
Od niedawna podczytuję to forum. Dla mnie to skarbnica pomysłów co jeszcze można sprawdzić czy próbować zmieniać mojemu niejadkowi. Poza tym takie forum to ukojenie dla wymęczonych ciągłą walką rodziców.
Ale opowiem naszą historię....
Michasiek dał się cieszyć mamie dobrym apetytem tylko przez pierwsze 1,5 miesiąca. Po tym czasie zaczął się powolny proces koszmaru jedzeniowego. Oczywiście na pierwszy rzut poszło karmienie na tzw śpiocha – bo tylko tak cokolwiek jadł. Niestety do 3,5 miesiąca. Koszmar od tej pory zaczął się na dobre. Misiek odmówił zupełnie jedzenia, picia czegokolwiek, nawet na śpiąco już nie przechodziło karmienie. Wylądowaliśmy w szpitalu z oznakami odwodnienia (w takim wieku dziecko natychmiastowo się odwadnia). Wykryli w międzyczasie bakterie w moczu, więc całe jego niejedzenie przypisano bakteriom i po antybiotykoterapii i kroplówkach zostaliśmy uznani za wyleczonych. Przeszłam w międzyczasie na ściąganie własnego pokarmu i podawanie go z butelki (bo być może łatwiej będzie mu jeść). Oczywiście powoli zaczęła się też u mnie drakońska dieta ponieważ podejrzewano już u niego alergię na białko mleka krowiego. Wspomnę tylko że od 2 miesiąca Misiek miał okropne kolki (aż do 7 miesiąca).
Po dwóch tygodniach od wyjścia ze szpitala znów koniec jedzenia i powtórzona historia – szpital, zapobieganie odwodnieniu, mnóstwo kroplówek. Tym razem bakterii w moczu nie miał. Wszystkie wyniki dobre – tylko wątrobowe ALT nieco poza normą (ale to przypisali, że to zostało jeszcze po szczepieniu i będzie lepiej). W szpitalu kontrola wagi, kontrola ile dziecko zjada z piersi (kazano mi znów przejść na pierś). Po tym jak Michaś zaczną troszku jeść i przybrał znów zamiast tylko spadać z wagi wypisano.
W 4 miesiącu powtórka, ja już zaczęłam tracić pokarm i przy okazji odchodzić od zmysłów. Tym razem znów bakteria w moczu, robiona cystografia która wyszła dobrze, wszelkie USG też prawidłowe. Wylądowaliśmy wobec tego we wrocławskiej klinice gastroenterologii , tam znów badania, usg itd. Jedyne co wyszło źle to znów wynik ALT i śladowe ilości krwi w kale (świadczy niby o alergii). Podciągnięto Miśka pod dzieci refluksowe (faktycznie pomimo że nigdy nie ulewał to czasem przełykał coś tam w buzi). Dostał więc leki na refluks, zalecenie picia mleka Bebilon Pepti i znów jako zdrowiutkich wypisali nas do domu.
Braliśmy leki na refluks przez 3 miesiące, później pozwolono nam odstawić żeby zobaczyć czy jest jakaś różnica. No i nie było, z lekami czy bez – jedzenie wciąż koszmar – a jaki? Karmienie tylko łyżeczką bo z butelki zupełnie nie chciał – bywały dni, że 30 ml kaszki karmiłam go przez 2,5 godziny – nikomu nie życzę podobnych doświadczeń – KOSZMAR jaki trudno sobie wyobrazić.
Teraz Misiek ma 13 miesięcy. Ma okresy jedzenia w miarę normalnego dla niejadków i okresy niejedzenia tak jak znów w chwili obecnej gdzie zjada następujące porcje dzienne:
Rano – mleko 110 ml
Południe – danonek ( jedyne co jestem w stanie zmusić w niego)
Popołudnie – dosłownie 8 sztuk makaroników świderek lub gryz chleba
Wieczór – 130 ml mleka lub kaszki pitnej
Na śpiocha – 100 ml mleka ( to dopóki da się będę wstawać jak do niemowlaczka i dawać mu porcyjkę)
Także wychodzi na całą dobę 340 ml mleka i danonek + gryz chleba + zszarpane zdrowie psychiczne mamy
Nie daję rady już....
Po przeczytaniu forum idę na razie poprosić o :
1) badania kału pod względem wszelkich pasożytów
2) badania posiewu moczu – co u miśka standardowe jest przy ciągłych infekcjach
3) kontrolę ALT – jak to teraz wygląda i nie wiem co dalej zrobić jak będzie źle, lekarze nic nie podpowiadają
4) zastanawiam się na odżywką np. FANTOMALT
5) coś na apatyt choć czytam, że to raczej nie skutkuje
6) nie wiem co jeszcze...
Dodam tylko na koniec tak długiego monologu zrozpaczonej mamy że Michaś waży teraz 8,5 kg, wzrostu nie znam teraz – zobaczymy przy wizycie.




Temat: dziecko z epi
Witaj :)
Moja córka ma niecałe 6 lat, epi od półtora roku. Miała tylko jeden duży napad, po rozpoczęciu leczenia od czasu do czasu ma tylko napady częściowe, które polegają na tym, że mlaska w momencie budzenia się ze snu. Choroba w zasadzie nie ma żadnego wpływu na jej życie, w lecie chodziłam z nią nad jezioro, jeździła na rowerze, wychodziła na podwórko tylko z koleżankami, teraz uczestniczy w lekcjach w-f, no ale skoro miała do tej pory napady tylko w momencie budzenia się, to myślę, że nie grozi jej napad ot tak nagle w ciągu dnia. Dlatego jeśli chodzi o sposób zachowania się podczas napadu mam tylko wiedzę teoretyczną.
Ale pamiętam jak się bałam na początku :( I cały czas, nawet te małe napady, są dla mnie źródłem silnego stresu. W moim przypadku uspokajająco działał upływ czasu, a na początku dobrze mi zrobiło, gdy trafiłam do lekarki, której zaufałam (bo początkowo małą leczył okoliczny neurolog, o którym słyszałam nieciekawe opinie).
Dziwi mnie ta pewność lekarzy, że napady będą się powtarzać mimo leczenia. Chociaż oczywiście nie znam się na tym i może faktycznie takie rokowanie można dać. Ja w każdym razie słyszę, że nic nie wiadomo, może napady będzie miała, a może nie, może z tego wyrośnie, a może nie. Na Twoim miejscu pewnie dowiedziałabym się o to, który lekarz ma najlepszą opinię i odwiedziła go, żeby poznać zdanie drugiego specjalisty.
Czy napad boli? Moja córka nie jest świadoma napadów, więc nie odczuwa bólu. Te małe nie mają żadnego wpływu na jej samopoczucie ani funkcjonowanie, nie zauważa ich po prostu. Po tym jednym dużym czuła się bardzo źle, była rozdrażniona, płaczliwa, skarżyła się na ból głowy i brzucha, długo spała, potem wieczorem skarżyła się na ból mięśni.
Myślę, że dobrze robisz, że odpuściłaś siedzenie pod drzwiami klasy. Dziecko musi przecież mieć szansę nawiązywać kontakty z rówieśnikami, samo o siebie dbać w zwyczajnych, codziennych sprawach. A o chorobie na pewno poinformowałaś nauczycieli, powiedziałaś im, jak postępować, mają Twój numer telefonu.
Moja córka dostaje depakinę 200 mg 2 x na dobę (więc chyba więcej niż Twoja??) i nie widzę, aby lek miał jakiś wpływ na jej funkcjonowanie. Początkowo potrzebowała więcej snu, teraz trudno mi powiedzieć, czy spałaby mniej, gdyby nie brała leku, bo już nie mam się do czego odnieść. Wyniki wątrobowe ma w normie (jeden wskaźnik na pograniczu normy, ale to podobno jeszcze jest OK) - bo przy tym leku trzeba raz na jakiś czas robić próby wątrobowe. Myślę, że o to zwolnienie i ból w klatce piersiowej trzeba by zapytać lekarza.
Pracuję akurat w poradni psychologiczno-pedagogicznej i to zaświadczenie o dłuższym czasie pracy dotyczy sprawdzianu na koniec VI klasy, wystawia się je dzieciom z: 1. dysleksją, 2. upośledzeniem umysłowym, 3. niesprawnością fizyczną, która według lekarza sprawia, że konieczne jest wydłużenie czasu pracy (wtedy jest potrzebne zaświadczenie od lekarza). Poza tym po badaniu córka mogłaby dostać z poradni opinię z zaleceniami, jak z nią pracować w szkole i domu, ale to ma sens tylko, jeśli córka ma jakieś problemy z nauką.




Temat: cholestaza - niech każda ciężarówka przeczyta
Fajnie, ze napisalas taki list, w spokojnym opanowanym tonie, ale z realnym
ostrzezeniem przed zagrozeniem. Na tym forum jest sporo informacji na temat
cholestazy, ale zwykle w opisach tragicznych finalow i paniki (trudno sie
dziwic, bo z reguly pisza dziewczyny po stracie dziecka ). Choc cholestaze
trzeba trktowac bardzo powaznie i zagrozenie smierci dziecka jest duzo wieksze
niz w normalnej ciazy, to jednak, zdarza sie to w Polsce tylko w ok. 5%
przypadkow (statystyka z czasopism medycznych). Po prostu czesc dziewczyn gdzie
wszystko sie skonczylo w porzadku, nie pisalo o tym Moze sprobujmy zebrac
takie informacje od tych dziewczyn, tak na przyszlosc? (bo prawdopodobiensto
powtorzenia sie w nastepnej ciazy jest ok. 70-90%). Jak byly leczone i jak sie
skonczylo ?
Chcialam sie dolaczyc takze ja. Ok. 2,5 roku temu przezylam podobna historie.
Dokladnie czytalam wszystkie poradniki i gazety, wiedzialam o cukrzycy i
cisnieniu, oraz innych zagrozeniach, ale swedzenie takze zbagatelizowalam.
Zaczelo sie chyba ok. 32 tyg. Ok. 34tyg. troche zaczelam szukac czegos na forum
o swedzeniu i znalazlam list dziewczyny, ktora wlasnie stracila dziecko Na
drugi dzien w sobote zrobilam proby watrobowe, po poludniu zadzwonilam po
wyniki Normy ALAT/ASPAT sa ok. 30, ja mialam wyniki ok. 560/380 !!
Zadzwonilam do lekarki i jeszcze wieczorem wyladowalam w szpitalu. Codziennie
dostawalam glukoze na przeplukanie, Questran (lekarstwo ostatnio dyskusyjne
przy tej chorobie) i KTG. Potem nagle ordynatorowi zachcialo sie mnie wyslac do
domu, ku zdziwieniu pozostalych lekarzy, ktorzy sie bali protestowac
(hegemonia ordynatora). Ja uszczesliwiona pobieglam do domu w 36tyg. choc
wyniki wcale sie nie poprawily (wrecz przeciwnie, bo zrobiono mi je po
podaniu sterydow na rozwoj ploc, wiec wyniki wzrosly, sterydy prawdopodobnie
tez byly niepotrzebne w 36 tyg!!), a na USG w wyniku mialam, ze lozysko dosyc
stare jak na ten wiek ciazy . Na szczescie dla mnie, skonczylo sie
wczesniejszym porodem po 2 dniach ...(wg. statystyki, wczesniejszy samoistny
porod to ok. 40%-natura sama dobrze sobie radzi z zagrozeniem, a biorac pod
uwage, ze z reguly jest to juz 8 miesiac, to lepiej urodzic wczesniaka, niz w 9
miec problemy z urodzeniem zdrowego dziecka). Maluchy wazyl malo (2300), ale
byl zdrowy i nie bylo zadnych komplikacji (w szpitalu bylismy 7 dni na
obserwacji). Rozwijal sie na zewnatrz, tak jak w brzuszku Po 4 tyg (w
terminie porodu) wazyl 3600
Wiem teraz, ze w szpitalu zrobiono wiele zaniedban i moglo sie zle skonczyc
Ale zawsze trzeba byc dobrej mysli.
TEraz jestem w 2 ciazy i wiem, ze prawie na pewno sie powtrza i to
wczesniej (czasem nawet kolo 20tyg.). Jestem tearz w 22 tyg. i czasem tak
swieruje, ze co 2tyg. robie badania (mam juz niezle zrosty) PO czym okazuje
sie, ze prawdopobnie komary zrobily swoje, bo pojawiaja sie babelki
Mam nadzieje, ze taka sytuacja bedzie jak najdluzej
Bo ze swedzeniem jest tak, ze wystarczy pomyslec i juz swedzi wszystko ) (2,5
roku temu, moj maz twierdzil, ze tez go swedzi i pewnie jakis proszek jest
zly ). Wiec staram sie uspakajac i za definicje swiadu przyjmowac: swedzi
naprawdze wtedy, kiedy obudzi mnie to w nocy i dalej nie pozwoli usnac
Niektorzy lekarze zlecaja rutynowo proby watrobowe w 8msc, tak jak krzywa
cukrowa, moze czasem warto... (choc same wyniki prob podobno nie sa
wyznacznikiem, moze swedziec, proby sie nie podnosza, a poziom kwasow
zolciowych i tak wzrasta - ale to podobno duzo zadziej... NIstety na wyniki
badan poziomu kwasow zolciowych dlugo sie czeka-ponad 10dni i dlatego nie jest
to dobry wyznacznik...)...
Pozdrawiam wszystkie uwaznie obserwujace sie mamy
Przepraszam za ilosc linijek



Temat: Sigvaris-pomóż!

Sig,
wklejam wszystko,co napisała mama.Dzięki.

Kto może i chce niech się pomodli - jutro o 9.30 mamy komplet badań w klinice
gastroenterologii, USG jako pierwsze, obym w końcu dowiedziała się co jest w
brzuszku mojej córki - i oby nic poważnego.

Bardzo dziękuję Wam wszystkim, nie spodziewałam się, że tyle osób odpowie.
Julka wczoraj do północy męczyła się z bólem brzucha, skarży się też na ból nóg,
głowy, robi się coraz chudsza. Dziś na badaniu brzuszek był miękki, miała
pobraną krew na morfologię, OB, eozynocyty, ALAT, ASPAT, żelazo, TIBC, IgG, IgA,
IgE, przeciwciała AGA. Skłamię jak powiem, że wszystko to jest mi znane Rolling Eyes
Pojutrze test obciążenia laktozą, posiew moczu i kał na helicobacter pylori i
jeszcze raz na pasożyty. USG niestety dopiero listopad Crying or Very sad
Jak z tego coś wyniknie to gastroskopii nie będzie.
Mam nadzieję, że wystarczy jakaś dieta w przypadku nietolerancji pokarmowej lub
przeleczenie lamblii i jestem dobrej myśli, że nic gorszego w tym nie ma.
Jeszcze raz dziękuję za wszystkie modlitwy i dobre myśli.

Nie możemy się doprosić o wyniki badań, a Julka nie dość, że się źle czuje, to
jeszcze obudziła się z opuchniętą buzią Crying or Very sad Znów wracam o pomoc
do pediatry rodzinnego.
Jadę też do alergologa, Julka ma atopowe zapalenie skóry i może to też jest taki
silny odczyn alergiczny...
Dowiedziałam się przynajmniej przed chwilą, że OB, próby wątrobowe i trzustkowe
są w porządku.

Badania pod kątem celiakii miała robione już w 2001 roku i wyszły ok, teraz
zostały powtórzone, wyniku jeszcze nie ma. Julka ma 7,5-letnią kuzynkę z
celiakią. Dziękuje Peciu.

Julka od dziś leży na oddziale neurologii (neurochirurgii?) na Szpitalnej, rano
wstała z dużymi zawrotami głowy, tomografia była od razu - wyszła prawidłowo. Na
razie dostaje leki na zapalenie móżdżku.

Jestem w domu, mąż mnie zastapił przy Julce, Emilia śpi, na razie ma katar, nie
wiem co zrobię, jak mi sie druga rozchoruje, nawet termometr douszny wywiozłam
do Julki. Bardzo mi ciężko, bo prawie nic nie wiem, wiecie chyba jak wygląda
weekend w polskich szpitalach, lekarz dyżurny przyszedł dopiero w południe, nie
wiem za ile dni będzie USG, żałuję że wczoraj jej nie wypisałam ze szpitala na 2
godziny żeby zrobić prywatnie to ustalone, byłoby już po!
Julka rano marudna (pierwszego dnia była bardzo dzielna, leżała nieruchomo na
tomografii, dała sobie wkłuć wenflon bez mrugnięcia), choc noc na szczęście
przespała, brzuch boli prawie ciągle mimo leków, nie pamiętam czy już pisałam
tu, że na neurologii to widzą ją tylko od szyi w górę Sad Chwilami może chodzić,
nawet biegać normalnie, ale w większości uczepia się mocno mojej ręki lub noszę
ją 3 kroki do łazienki, a jeszcze parę dni temu popisywała się sprawnością na
placu zabaw. Boli też prawa ręka, rano wypadały jej z ręki kredki, bułka. Wiem
że wysyłali jakieś próbki do zewn. laboratoriów i przyjdą wyniki, a nie wiem jakie!
Siostry ogromnie tęsknią za sobą, zaniosłam Julce 3 zdjęcia Emilki i wyzywała że
tak mało, Emilka ciągle pyta o "Julju" jak to ona mówi.

No właśnie robię afery od czwartku, chyba już mnie zaczynają unikać...
Tomografia miała być nastepnego dnia od przyjęcia, bo myśleli że nie jest na
czczo (była prawie 13) ale była na czczo, czego nie omieszkałam 10 razy
powtórzyć i po 5 minutach jechaliśmy. Bym tam umarła nocą bez wyniku KT.
Problem w tym, że to dość trudny oddział, leżą dzieci w ciężkim stanie zwożone z
różnych szpitali z województwa i dlatego nimi się przede wszystkim zajmują, wożą
na operacje, co oczywiście zrozumiałe, ale szkoda czekać aż dziecko będzie w
złym stanie i dopiero potem je intensywnie badać i leczyć!!!!!!!!!!!!!
Jesli ktoś z minimalną wiedzą poszpera w internecie i coś znajdzie pasującego do
choroby Julki, będziemy wdzięczni za linki.




Temat: cholestaza a antykoncepcja

Ja jak zaszłam w drugą ciażę i poleciałam do ginia w skowronkach natychmiast
zostałam sprowadzona na ziemie jak się to może skończyć. Dodam, że miałam bardzo
silną cholestazę i najlepiej by było abym na jednym dziecku poprzestałą.Szczerz
mówiąc nawet nie przypuszczałam, że bedzie to taka grożna ciąża.W pierwszej
dostałam ja w 38 tyg. Po prostu poskarżyłam się giniowi że ociupinkę swędzą mnie
stopy pod spodem, ale naprawdę ociupinkę, no a potem badania , szpital,
sylimarol-brak poprawy, alat, aspat rzedu 600 bilirubina 4,5 i cięcie na cito.
ale był to już 39/40 tydzień. Z małym było ok za to ja byłam jak pomarańcza.
Nawet sadzono że mam żółtaczkę typu c.
W drugiej ciazy już równocześnie chodziłam do ginekologa i hepatologa.Ok 15 tyg
wyniki mi wzrosły na 50/alat, aspat/ i włączono mi esensiale forte i espumisan.
W kolejnej ciazy problem jest z tym, ze lubi ona pojawić się już ok 20 tygodnia
a to troszakę za wcześnie jak na poród, dlatego dieta dieta i jeszcze raz dieta.
Sma ciąża bardzo obciąża wątrobę stad właśnie ta cholestaza. U szcześciarzy moze
sie skonczyc najwyzej kamieniami na woreczku, ja jednak nie nalezałam do tej
grupy. Zatem włączono mi leki, przestrzegałam baaardzo ścisłej diety i tak
naprawdę te wyniki 80 były najgorsze jakich sie dorobiłam. zatem w drugiej ciązy
problem cholestazy n miałam na szczęście opanowany. Kosztowało mnie to mnóstwo
nerw i pieniedzy. badania wątrobowe robiłam początkowo co miesiac, od połowy co
dwa tygodnie, potem co tydzień a w szpitalu dwa razy w tygodniu. Do szpitala
trafiłam w 34 tygodniu ale to z uwagi na hipotrofię którą to jakimś cudem
dostrałam no ijuz do porodu mnie nie wypuscili. Odchowaj sobie trochę dzidiz bo
gdybyś musiała połozyć sie do szpitala na podleczenie w zwiazku z cholestazą to
nie bedzie Ci pekać serce że w domu zostawiasz takie maleństwo, chociaż mój miał
4,5 roczku i tez baaardzo tęskiniłam. Leżałam 26 dni. Dla mnie to była
wiecznośc.Dzidzia urodziła się zdrowa. Zresztą cholestaza nie uszkadza płodu
jako tak tylko bardzo podwyższone próby wątrobowe matki powodują nieodwracalna
śpiączkę u dziecka, zatem dlatego tak czesto przy wysokich transaminazach
dziecko jest wyciagane na cito od matki jeśli jest już w stanie samodzielnie
funkcjonować. Problem jest tez taki, że przy tym schorzeniu powiadomiono mnie,
ze gdyby się coś działo z ciażą tzn cos z szyjk aitp nie bedę mogła dostac leków
na podtrzymanie. Watroba nie wytrzyma i cholestaza pojawi sie natychmiast i moze
sie to bardzo żle skonczyć. Na szczęśie moja szyjka w obu ciażach spisywała się
super i w żadnej nie brałam żadnych dufastonów, ani fenoteroli.Często robiono mi
tez usg płodu i usg szyjki. Słowem nie mogłam narzekać. Byłam fachowo prowadzona
tylko ta fachowa opieka słono mnie kosztowała. ale nie wracajmy do tego.
Pieniadze w tym momencie sie nie liczyły. Musiały sie po prostu znalezc.
Zatem wiecej dzieci w moim przypadku lekarz juz umnie nie widzi i nie radzi no i
cyba na tym poprzestane. Problem tylko w tym, ze nie moge brac żadnych tabletek
antykoncep bo to sa hormony a ich niestety watroba nie lubi. Dodam ze tak wogóle
to raczej nie mam problemów z wątroba jedynie w ciazy tak mi szaleje. Ważne jest
tez aby dużo polegiwać bo watroba nie lubi chodzenia. To jednak majac juz jedno
dzieck nie jest takie łatwe do zrobienia. Nie wiem czy dosc zaspokoiłam Twój
głód wiedzy w tym temacie. Jesli cos chcesz jeszcze wiedzieć to pisz śmiałao.
Pozdrawiam goraco. A kiedy urodziłaś i skad jesteś, bo ja z Łodzi.




Temat: borelioza??
borelioza??
Witam,
czytam posty na tym forum i mam wrażenie, że większość z nich to
jakby moja historia...
Mam 27 lat, od mniej więcej pół roku nie czuję się dobrze..
Zaczęło się w lipcu od zatykających skurczy w klatce piersiowej, w
różnych miejscach - internista po przebadaniu stwierdził, że może po
prostu mam niedobór magnezu i potasu...po kuracji faktycznie
ustąpiły te skurcze.
Później mniej więcej od sierpnia zaczęłam mieć problemy z
kręgosłupem szyjnym i dwa razy po wstaniu z łóżka nie byłam w stanie
rozprostować łokcia - gdy próbowałam to zrobić, przeszywał mnie prąd.
Następnie w październiku'07 pierwszy raz w życiu (!) opóźniła mi się
miesiączka - do tego aż o 19 dni, przy tym jak ją dostałam, miałam
gorączkę przez 3 dni oraz potworne bóle brzucha po lewej stronie na
dole, promieniujące do nogi - ginekolog wykluczył jajniki, itp.
Jednkaże ze względu na gorączkę, dostałam na 4 dni doxycyklinę i
muszę powiedzieć, że naprawdę dobrze się po niej czułam.
Na początku grudnia zaczęłam znowu gorączkować i odezwał się ból tym
razem w nabrzuszu, ale też chwilami promieniujący do nogi.
Jako, że internista nie bardzo miał pomysł na to, co mi jest,
zrobiono mi kompleksowe badania:
cytomegalia, toxoplazmoza, mononukleoza, próby wątrobowe,
przeciwciała jądrowe, usg jamy brzusznej, usg szyji, rtg klatki
piersiowej, no i oczywiście morfologię -
wyszła nie za dobrze, to znaczy świadczyła o toczącym się stanie
zapalnym (leukocyty 18.000 przy normie do 10.000), czynnik
reumatoidalny: 13,6 przy normie do 0,55.
Potem gorączka samoistnie minęła, ból brzucha jeszcze się pojawiał,
jednakże po 4 dniach wszystkie te wskaźniki spadły i osiągneły wynik
w górnej granicy normy.
Przybyły kolejne wyniki badań, jako że dłużej trzeba było na nie
czekać i tak okazało się, że mam dodatni wynik na helicobacter
pyrolli i prawdopodobnie to ta bakteria mogła być przyczyną
wcześniejszych dolegliwości - internista podjął decyzję o
wprowadzeniu leczenia 7-dniowego kombinacją 2 antybiotyków +
inhibitorem pompy protonowej, zresztą nieważne...
W międzyczasie w połowie grudnia'07 byłam u laryngologa, gdyż zaczął
mi przeszkadzać powiększony węzeł chłonny w kącie żuchwowym,
laryngolog przebadał mnie i faktycznie stwierdził, że mam
powiększony ten węzeł, ale poza tym nic niepokojącego nie widzi,
jednakże dostałam skierowanie na usg szyji.
Po świętach przyszedł wynik badania na boreliozę:
IgG - 21,00 (wątpliwy) oraz IgM - 10,07 (ujemny).
Zaznaczam, że nie odnotowałam nigdy faktu ugryzienia przez
kleszcza...
Jako, że minął miesiąc i niestety w dalszym ciągu ten węzeł mi
przeszkadza, wczoraj byłam na tym usg -
i tak mam 2 węzły powiększone, odczynowo (nie wiem, co to znaczy),
ale nie są podejrzane.
Dzisiaj umówiłam się na wizytę w szpitalu zakaźnym pod kątem
boreliozy, idę w poniedziałek 21 sycznia, gdyż na serio zaczęłam się
zastanawiać, czy przyczyną moich dolegliowości nie jest WŁAŚNIE
BORELIOZA!
Czytałam mnóstwo artykułów na temat jej objawów i niestety dużo z
nich mogę u siebie znaleźć.
Generalnie nigdy jeszcze nie czułam się tak źle, jak w przeciągu
ostatniego pół roku...
Mam nadzieję, że uda się z tym coś zrobić, bo niedługo chyba
zwariuję
Nie wiem, czy ktoś z Was miał może podobne doświadczenia..., jeśli
tak, to proszę o odzew, zawsze to raźniej
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i głowa do góry




Temat: co jest mojej zonie?
co jest mojej zonie?
pisze w imieniu zony. jest ona w szpitalu, przebadali ja
neurologicznie, stwierdzili, ze nic jej nie jest. napisze jakie
teraz ma objawy i wyniki badan, moze cos poradzicie.wiem, ze zona
pisala juz kilka razy tutaj, ale ja nie umiem sie w tym odnalezc.
5lat temu zaczela miec dziwne
objawy - dretwienia, drzenia, oslabienie miesni, kolatanie serca,
uczucie
lęku, co nasilalo sie przy wyjsciu z domu.objawy typowo nerwicowe. z
taka
diagnoza poszla do domu po kilku dniach w szpitalu. jak zaszla w
ciaze po 5miesiacach czula sie okropne przez 3miesiace, potem
wszystko
odeszlo i przz 2lata byl spokoj. od ok. roku ma znow objawy, ale
inne.
zaczelo sie od bolących, oslabionych nog i rak i dziwnej powieki-
jakby opadala
albo puchla. neurolog stwierdzil -nerwica. to sie nasilalo przy
wiekszym wysilku. jak miala wakacje, nie bylo tak zle, a potem jak
zaczela chodzic do pracy, nasilalo sie,.od ok. miesiaca nie
funkcjonuje
normalnie, teraz bardzo sie to nasililo

OBJAWY:
oslabienie miesni, ciagle drzenie, co bardzo nasila sie przy
napinaniu
miesni. czuje jakby miala zakwasy, sztywnosc miesni i
ich "ciągniecie". ciezko jej chodzic. drzenie wystepuje jak po
wielkim wysilku, a przy szybkim zginaniu
palcow dloni, czuje bol i sztywnosc w miejscu zginania sie palcow.
ma problemy z utrzymaniem glowy, boli ja kark
lewa strona ciala jakby slabsza
bol, napiecie miesni brzucha

powieki sa jakby opadniete, ale lekarka mowi, ze to raczej opuchlizna
pogorszyl sie wzrok - widzi niewyraznie, nasila sie to wieczorem
temp ciala bardzo niska- ok 35st, czasem ponizej, czesto skacze
cisnienie niskie 90/60, a zawsze bylo dobre.
ucisk w gardle, problemy z polykaniem

BADANIA:
rezonans glowy-ok
eeg-ok
morfologia-ok
CK- w normie
OB, CPR-ok
proby watrobowe - ok
emg miesnia- ok (wykluczyli miopatie)
emg tezyczka- dodatnia, ale po podaniu magnezu czuje sie gorzej
emg miastenia- raz dodatnia z palca, raz ujemna, z oka ujemna
emg nerwow nogi prawej -ok, tylko 1 nerw piszczelowy lekko uszkodzony
bakterie- borelioza WB ujemna, chlamydia pneumoniae dodatnia,
jersinioza igg
dodatnia, mykoplazmy igg dodatnie, bartonella (choroba
kociego pazura) igg dodatnia
tarczyca - ok, tsh w normie
serce ok , tylko wypadanie platka

czekamy na wyniki mleczanow (zakwaszenie organizmu) i przeciwciala
na miastenie (nie ma typowych objawow i zero reakcji na leki,ale
trzeba sprawdzic)

jak robili te badania na mleczany, zona musiala biegac po schodach w
sumie prawie godzine (z przerwami). to bylo 2dni temu i od tego
czasu ma w nogach ogromne zakwasy, prawie nie chodzi. rece tez slabe.

a ajk podali magnez na tezyczke dozylnie, gorzej sie czula.

co to moze byc?moze byc od infekcji? jakie badania jeszcze zrobic?
gdzie isc? do lekarza chorob zakaznych?
endokrynologa?reumatologa? moze ktos spotkal sie z podobnym
przypadkiem? andy




Temat: a ja si e nie lecze

Dzieki za ostatni wpis, takze sluszny. Ale...

to nie histeria jest powodem nierobienia badan przeze mnie i nie
podejmowania leczenia. Na razie - nie podejmowania. Mozecie sie
smiac, ale mam zawod, ktory kocham, dajmy na to maluje obrazy. Dajmy
na to. I wlasnie teraz mam na nie kapitalne zamowienia, teraz jest
moje 5 minut na ktore czekalam latami. Niewazne czemu tego nie
robilam wczesniej, moze nie zdawalam sobie sprawy ze to tak dla mnie
wazne? Moze bylam zbyt leniwa? Moze, moze moze...
Znam siebie, i wiem, ze nie jest ok z moim organizmem, m in z powodu
tego hcv. Jest zle. ostatnia biochemia sprzed 3 miesiecy nie byla
zachecajaca specjalnie. Czuje przez skore, ze wyniki fibroscanu beda
kijowe, wiem o tym, do diaska! Bralam w zyciu bardzo duzo lekow,
ostatnio szpikowano mnie diclakiem przez 2 lata, watroba MUSI byc
skatowana! Od kilku lat nie mam rodziny, nie mam meza, dzieci, cioc,
wujkow braci i siostr, kotow, psow, ptakow, cholera jeszcze wie, co
mozna wymienic. Jestem sama i mam te swoje idee fixe, ktore wreszcie
maja szanse byc zrealizowane. Jesli sie upewnie laboratoryjnie, ze
watroba jest szmatą, to nie dosc, ze nie podejme leczenia, to
jeszcze niczego nie zrobie, niczego o czym pisze, bo psyche
wysiadzie! A trzymam sie psychiką.
Moze nieskladnie pisze, ale sadze, ze na tyle komunikatywnie, iz
mnie mozna zrozumiec w sensie informacyjnym - dlaczego sie nie badam
i nie lecze. Mozna sie ze mna nie zgadzac. Podjecie leczenia rozwali
mnie kompletnie, i tez juz niczego nie zrobie!

Czytuje taki blog - od czasu do czasu - roxana moje zycie z hcv,
diabel mnie tam zaprowadzil, a ta kobieta - to jedna wielka
meczarnia, sklad z mnogoscia powiklan, chorob, pecha, braku kasy,
wezly chlonne powiekszoe, gruzlica, pobieranie tkanek, biopsje i
cholera jeszcze wie co. Dziewczyna musiala przerwac kuracje
interferonem, bo ja rozwalil! I leczyc sie zupelnie na co innego,
przez ten chrzaniony interferon!

A wiec dlatego nie robie badan. Nie jestem wariatka, nie mam
depresji, tylko tak zadecydowalam, pech jest, ze ta watroba rozwali
mi sie doslownie na dniach, czy to w koncu nie watroba - nie wiem,
mam duzy brzuch, chwilami dobry apetyt, chwilami chec torsji na
widok jedzenia, zgage - to na pewno nie od watroby! - jak jasny
diabel i tyle. Kilka dni temu byla u mnie karetka, bo myslalam, ze
mam zawal, tak mnie sciskalo i bolalo w gorze zoladka. Ekg ok, wiec
podziekowalam. Bol wiecie po czym mi przeszedl - po aspirynie c
wypitej w trakcie oczekiwania na lekarzy. Wydaje mi sie, ze jakos
mam przyblokowane przeplywy wrotne, czy jakies tam, i aspiryna
obnizajac poziom krzepniecia, pomogla mi i na to. Byc moze, pewnosci
nie mam. Na te idiotyczne przeplywy watrobowe takze propranolol
pomaga, ktory ja biore w ilosci 80 mg dziennie, bo potrafie miec
gigant tachykardie (szybkie bicie serca) Ale szkodzi na miasz. no i
takie bledne kolo. Biore essentiale.

W poniedzialek badania?... no nie wiem... napisalam, co i dlaczego.
Dlugo, ale wszystko.

Dzieki, Tao



Temat: Moje wzw c...
Moje wzw c...
Witam wszystkich formulowiczow bardzo serdecznie.
Pozwole sobie napiac kilka slow o sobie i moim wzwc - chyba tak dla wlasnego "wygadania sie".
O wzwc dowiedzialem sie w styczniu. To dziadostwo siedzi we mnie juz prawie 30 lat bez zadnej swiadomosci z mojej strony. Przypadkiem (robiac badania) okazalo sie ze proby watrobowe sa na poziomie 240 jednostek. Kolejne badania, poszukiwania i wreszcie trafilem do specjalisty, badanka i info ze mam wzwc.
Niski poziom plytek dyskwalifikowal mnie z leczenia interferonem, zreszta oczekiwanie na rozpoczecie leczenia to z tego co szlyszalem okolo 3-4 lata przynajmniej u mnie. Jak sie okazalo moja Pani doktor procz przychodni, jest lekarzem w klinice i wlasnie w tej chwili szukaja pacjentow do terapii interferonem i nrybawiryna + nowym lekiem na podwyzszenie plytek. Przeszedlem badania kwalifikacyjne i pierwsza dawke interferonu wstrzyneli mi na poczatku kwietnia (teraz z perspektywy czasu, patrzac na te 3-4 lata oczekiwania na rozpoczecie leczenia + brak mozliwosci leczenia ze wzgledu na niskie plytki - jestem przekonany, ze JESTEM WIELKIM SZZESCIAZEM!). Program w ktorym jestem zapewnia mi pelna kontrole lekarzy, czeste badania i kontakt z kilkoma z nich o kazdej porze dnia i nocy.
Poczatek byl tragiczny a dalej bylo i jest jeszcze gorzej. Raz lepiej a raz tragicznie. 4 godziny po zastrzyku biore apap i ibuprom max - zapobiega bolowi i wyskokiej goraczce - bardzo mi pomaga. 1-2 razy w tygodniu mam kiklugodzinne "ataki" - bole w roznych miejscach i stan podgoraczkowy, bol glowy, straszliwe rozdraznienie i zdenerwowanie. Raz lepiej a raz gorzej... Byle do przodu. Czasem mysle, ze nie przezyje do rana ale jak jest juz dobrze to... Byle do przodu... Ostatnie kilka tygodni mam straszliwe nudnosci. Od kilku dni biore ranigast. Pomoglo.
Dzisiaj wstrzyknolem sobie 18 dawke interferonu. Jeszcze 30. Niestety wirus wciaz jest. Lekarze pocieszaja mnie, ze nie jest zle bo zaczynalem od prawie 2 mln jednostek, tak wiec poziom niecalych 20 tys po 3 miesiacach nie jest zly. Wierze im... i dalej do przodu...
Czytajac to forum na poczatku (gdy dowiedzialem sie o tym, ze mam wzwc) bylo dla mnie bardzo dolujace i przerazajace. Teraz dziekuje za jego istnienie. Jestescie fenomenalni w podtrzymywaniu siebie i innych na duchu. DZIEKI za forum i dzieki za mozliwosc "wypisania" sie. Pozwole sobie od czasu do czasu wlaczyc sie do rozmow z moja "wiedza".
Na koniec zapytam o Wasze rady na temat mozliwosci podwyzszenia poziomu hemoglobiny (pozostale wyniki w miare oki). Moja jest na granicy obnizenia dawki interferonu. Nie mam apetytu. Ostatnimi czasy zona majac urlop mocno mnie pilnuje i "tuczy", moze to cos pomorze? Czy maciejakies pomysly w tym zakresie?
Jeszcze taka ciekawostka. Czesto jestem bardzo oslabiony i od lekarzy mam zalecenie by sie nie przemeczac czego bardzo przestrzegam Jednak teraz bedac na wakacjach kazdego dnia plywam, efekt jest taki, ze czuje sie swietnie i nie otczuwam notorycznego zmeczenia. Moze jednak niezbyt wielki wysilek fizyczny jest przymierzencem a nie wrogiem.
Pozdrawiam i przepraszam za ortografie (moja pieta od podstawowki).



Temat: prosze o pomoc
prosze o pomoc
Juz nie wiem co robic ,juz mam tyle klopotów ze juz nic nie wiem co
jest przyczyna a co skutkiem,czy to kwestia psychiki bo mam tez lęki
i niepokoj wciaz , zapchany przewod pokarmowy mimo ze wciaz
zosowalem niskokaloryczna diete , a pol dnia uprawialem sport i
pijem po 5 litrow wody dziennie, a od 2 lat jest tak zle ze mimo ze
jem raz na dobe, a przed posilkiem tym musze robic caly rytual aby
chodz troche poczuc jedzenie, 2 godziny na rowerze intensywnego
pedalowania ubrany w klika par dresow aby wypocic toksyny i wode,
potem pare minut lodowaty prysznic a potem steching aby sie
rozluznic,potem controloc 40 na przepukline rozworu przelykowego
zarzucanie kwasu i zolci, potem gdy usiade to musze wbic tzn
przycisnac mocno do lewego podbrzusza tuz pod lewym zebrem cos to
przynosi troche ulgi-mimo ze juz nie tak jak przedtem bo kilka
miesiecy temu cos mi tam jakby poszlo, jakbym wepchnal cos do gory
za bardzo , nie wiem co,
a od od paru tygodni nie moge sie wyproznic prawie wcale , mimo ze
jem codziennie,zadne leki przeczyszczajace ani lewatywy nie
pomagaja, nawet dzis bylem w szpitalu na izbie przyjec i to samo,
lewatywa i nic, wyproznienie woda sama,potem sodki przeczyszczajace
i tylko skurcze brzucha i troche sluzu wyszlo,a brzuch miekki i
niebolesny, i wciaz gazy,w rtg jamy brzusznej wyszedl taki opis*
pojedyncze nieposzezone petle jelita cienkiego wypelnione
gazemposrodkowo w dolnej polowie jamy brzusznej z wytworzeniem
krotkich poziomow plynu-subileus.
znaczna ilosc mas kalowych i gazu w rzucie jelita grubego, cien
watroby siega nisko do poziomu talerza biodrowego-hepatomegalia?
wyniki morfologi i testy watrobowe w normie oprocz niskiej
hemoglobiny
prosze o jakiej porady, duspatalin tez bralem niepomogl
mam wrazenie ze to wzystko oprocz nadkwasoty przepukliny zaczelo
sie ok lata temu po bioenergoterapi ktora miala pomoca zaszkodzila.
lewatywe robie codziennie nawet z sola i sama
woda wychodzi a jak woda wejdzie wyzej w jelito jak leze na plecach
to potem nie chce wyjsc i pozostaje
cos mi co bioenergoterapeuci robili z jeltem i temperatura ciala,
teraz wogule nie czuje zmeczenia, jestem wciaz pobudzony mimo ze mam
nonstop 37,4 temperature a objawy pogorszyly sie po 1 szczepieniu na
zoltaczke wszczepienna bo mialem miec funduplikacje nissena na
przepukline wsizg rozworu przelykowego ale zrezygnowalem z tego
zabiegu bo to nie jest glowny problem teraz
a po ostatnim bioenergo ktory mial mnie oczyscic to jakies brodawki
mipowyskakiwaly i jakbym wpadl w nadczynnosc tarczycy ale bez
wypalenia.

robilem rok temu kolonoskopie i niby wyszlo ok tyle ze mam
bardzo dlugie jelito i wolna perystaltyka ale wtedy nic chyba nie
zalegalo, zreszta nie sprawdzili mi calego jelita bo za duze jest,
ale od tego czasu pogorszylo mi sie i ta watroba nie niepokoi, a w
rtg nic nie wyszlo oprocz mas kalowych i gazu,, puchne tez skora
swedzi i goraca, od ponad roku jem tylko raz dziennie czyli stosuje
codziennie 24 godz glodowke, pije mnostwo wody ok 5 litrow, i poce
sie ubrany z 5 par dresow na rowerku stacjonarnym codziennie po
kilka godzin, to wszystko mnie oczyszcza z toksyn chyba troche,jak
na ironie mam niezla kondycje bo sie nie mecze wcale prawie mimo ze
przez ta przepukline i refluks oddycham plytko bardzo, to skad mam
tyle energi? oprocz tego silownia codziennie 2 godziny ,skad mam na
to sile skoro jem tylko 1 raz dziennie i mam tyle dolegliwosci?
mowil ze jest za dlugie ,
ze mam jelito jak 3 osoby, to jego slowo , ale taki sie urodzilem
wiec to co sie dzieje to nie jest wina dlugiego jelita tylko czegos
innego, bo ja nigdy w zyciu do czasu tej bioenergoterapi nie mialem
problemu z wyproznianiem, raczej mialem sklonnosci do czestych i
swobodnych wyproznien a po tej energi cos sie zmienilo, wszystko mi
pochrzanili, ,i oczyszczalem sie z tego i i tak bylo inaczej,raz
gorzej raz lepiej, ale tez od tego momentu mam refluks
zolciowy,czyli produkuje tyle zolci ze cofa mi sie do zoladka i do
przelyku, nie mam smaku i wechu juz prawie.
ja mam ten refluks zolciowy i kwasowy tez
bo mam przepukline wslizgowa rozworu przelykowego(akurat przepuklina
nie ma zwiazku z bioenergoterapia bo mialem ja juz wczesniej i
bralem controloc na cofanie sie kwasu i pomagalo, ale teraz mi sie
zolc cofa szczegolnie jak wezme controloc), a wiec refluks zolciowy
mam juz ponad 2 lata od 2 bioenergoterapi,to jest przyczyna ,lekarze
nic tu nie poradza bo albo mnie zbywaja mowiac ze to nerwy,troche
moze pomaga mi duspatalin, byl tylko jeden chirurg z AM ktory chcial
mnie operowa na refluks zolciowy,skomplikowana operacja wycinaja
woreczek zolciowy,zmieniaja ulozenie drog zolciowych do nizszych
parti jelit ale co mi to pomoze na zaparcia, dobrze ze sie nie
zgodzilem,przepukline tez chcial operowac jednoczesnie ale to bez
sensu bo to akurat nie jest najwazniejsze a utrodniloby mi odsysanie
sonda zolci(zauwazylem tez cos dziwnego ze gdy udalo mi sie
zwymiotowac duza ilosc zolci to zaraz sie tez wyproznilem, wiec czy
to mozliwe ze ta zolc mi paralizuje jelita?moze za duze jej
wydzielam skoro watrobe mam tez duza?)
lekarze patrza na mnie i maja mnie za wariata ze jestem hipohondryk
itp i do psychiatry wysylaja,szczegolnie gdy im mowie ze mam za duzo
energi ze pol dnia musze uprawiac sport ze nie mecze sie ,wyniki
badan w normie lub na granicy i nic nie zrobie,pozostaje mi czekac
bo boje sie jakikolwiek krok zrobic teraz.
moze ta watroba prdukuje za duzo zolci i energi bo jest duza stad te
stany podgoraczkowe. ta sprawa jest zbyt skomplikowana dla lekarzy
gdy pozbywam sie zolci to przynosi ulge i redukuje
strach i lęk,ale na krotko bo na drugi dzien znow jest pelno zolci,a
wymiotowac juz nie moge bo popalony mam przelyk i jame ustna nie mam
smaku i wechu prawie, ostatnio przez pewien czas poprostu odsysalem
wkladac rurke plastykowa do zoladka wtedy zolc obja przelyk, ale
rura sobie po pewnym czasie podraznilem przelyk gdy ja wkladalem i
wyjmowalem, na dodatek gdy nie trafie w zolc to odssysam tloczkiem
sluzowke zoladka, co bym nie zrobil jest zle, jakby ktos mnie
przesladowal caly czas paranoja ale fakt faktem ze to wszystko moze
byc wina zlci na poziomie fizycznym,poprostu za duzo jej duza
watroba wydziela
nie wiem czy brac controloc wciaz ktory blokuje kwas?

dzwoni mi w glowie lub uchu,,jest mi
caly czas zimno i mam obrzek jakis podskórny,czuje sie psychicznie
pobudzony i jesdnoczesnie slaby fizycznie,,jestem rozbity jakis, ,
mam podkrazaone oczy i bardzo sucha skore,, zaparcia i wymioty
zołcia,,morfologia wyszla w normie , ,gorzej widze -mroczki,,chodze
jak na szczudlach, chwiejnie, ,zrobilem tez katecholaminy z osocza i
nie wiem jak to zinterpretowac,
noradrenalina 382 ug/24h norma <90
adrenalina 25 ug/24h norma <20
metoda HPLC




Temat: pomocy
pomocy
Juz nie wiem co robic ,juz mam tyle klopotów ze juz nic nie wiem co
jest przyczyna a co skutkiem,czy to kwestia psychiki bo mam tez lęki
i niepokoj wciaz , zapchany przewod pokarmowy mimo ze wciaz
zosowalem niskokaloryczna diete , a pol dnia uprawialem sport i
pijem po 5 litrow wody dziennie, a od 2 lat jest tak zle ze mimo ze
jem raz na dobe, a przed posilkiem tym musze robic caly rytual aby
chodz troche poczuc jedzenie, 2 godziny na rowerze intensywnego
pedalowania ubrany w klika par dresow aby wypocic toksyny i wode,
potem pare minut lodowaty prysznic a potem steching aby sie
rozluznic,potem controloc 40 na przepukline rozworu przelykowego
zarzucanie kwasu i zolci, potem gdy usiade to musze wbic tzn
przycisnac mocno do lewego podbrzusza tuz pod lewym zebrem cos to
przynosi troche ulgi-mimo ze juz nie tak jak przedtem bo kilka
miesiecy temu cos mi tam jakby poszlo, jakbym wepchnal cos do gory
za bardzo , nie wiem co,
a od od paru tygodni nie moge sie wyproznic prawie wcale , mimo ze
jem codziennie,zadne leki przeczyszczajace ani lewatywy nie
pomagaja, nawet dzis bylem w szpitalu na izbie przyjec i to samo,
lewatywa i nic, wyproznienie woda sama,potem sodki przeczyszczajace
i tylko skurcze brzucha i troche sluzu wyszlo,a brzuch miekki i
niebolesny, i wciaz gazy,w rtg jamy brzusznej wyszedl taki opis*
pojedyncze nieposzezone petle jelita cienkiego wypelnione
gazemposrodkowo w dolnej polowie jamy brzusznej z wytworzeniem
krotkich poziomow plynu-subileus.
znaczna ilosc mas kalowych i gazu w rzucie jelita grubego, cien
watroby siega nisko do poziomu talerza biodrowego-hepatomegalia?
wyniki morfologi i testy watrobowe w normie oprocz niskiej
hemoglobiny
prosze o jakiej porady, duspatalin tez bralem niepomogl
mam wrazenie ze to wzystko oprocz nadkwasoty przepukliny zaczelo
sie ok lata temu po bioenergoterapi ktora miala pomoca zaszkodzila.
lewatywe robie codziennie nawet z sola i sama
woda wychodzi a jak woda wejdzie wyzej w jelito jak leze na plecach
to potem nie chce wyjsc i pozostaje
cos mi co bioenergoterapeuci robili z jeltem i temperatura ciala,
teraz wogule nie czuje zmeczenia, jestem wciaz pobudzony mimo ze mam
nonstop 37,4 temperature a objawy pogorszyly sie po 1 szczepieniu na
zoltaczke wszczepienna bo mialem miec funduplikacje nissena na
przepukline wsizg rozworu przelykowego ale zrezygnowalem z tego
zabiegu bo to nie jest glowny problem teraz
a po ostatnim bioenergo ktory mial mnie oczyscic to jakies brodawki
mipowyskakiwaly i jakbym wpadl w nadczynnosc tarczycy ale bez
wypalenia.

robilem rok temu kolonoskopie i niby wyszlo ok tyle ze mam
bardzo dlugie jelito i wolna perystaltyka ale wtedy nic chyba nie
zalegalo, zreszta nie sprawdzili mi calego jelita bo za duze jest,
ale od tego czasu pogorszylo mi sie i ta watroba nie niepokoi, a w
rtg nic nie wyszlo oprocz mas kalowych i gazu,, puchne tez skora
swedzi i goraca, od ponad roku jem tylko raz dziennie czyli stosuje
codziennie 24 godz glodowke, pije mnostwo wody ok 5 litrow, i poce
sie ubrany z 5 par dresow na rowerku stacjonarnym codziennie po
kilka godzin, to wszystko mnie oczyszcza z toksyn chyba troche,jak
na ironie mam niezla kondycje bo sie nie mecze wcale prawie mimo ze
przez ta przepukline i refluks oddycham plytko bardzo, to skad mam
tyle energi? oprocz tego silownia codziennie 2 godziny ,skad mam na
to sile skoro jem tylko 1 raz dziennie i mam tyle dolegliwosci?
mowil ze jest za dlugie ,
ze mam jelito jak 3 osoby, to jego slowo , ale taki sie urodzilem
wiec to co sie dzieje to nie jest wina dlugiego jelita tylko czegos
innego, bo ja nigdy w zyciu do czasu tej bioenergoterapi nie mialem
problemu z wyproznianiem, raczej mialem sklonnosci do czestych i
swobodnych wyproznien a po tej energi cos sie zmienilo, wszystko mi
pochrzanili, ,i oczyszczalem sie z tego i i tak bylo inaczej,raz
gorzej raz lepiej, ale tez od tego momentu mam refluks
zolciowy,czyli produkuje tyle zolci ze cofa mi sie do zoladka i do
przelyku, nie mam smaku i wechu juz prawie.
ja mam ten refluks zolciowy i kwasowy tez
bo mam przepukline wslizgowa rozworu przelykowego(akurat przepuklina
nie ma zwiazku z bioenergoterapia bo mialem ja juz wczesniej i
bralem controloc na cofanie sie kwasu i pomagalo, ale teraz mi sie
zolc cofa szczegolnie jak wezme controloc), a wiec refluks zolciowy
mam juz ponad 2 lata od 2 bioenergoterapi,to jest przyczyna ,lekarze
nic tu nie poradza bo albo mnie zbywaja mowiac ze to nerwy,troche
moze pomaga mi duspatalin, byl tylko jeden chirurg z AM ktory chcial
mnie operowa na refluks zolciowy,skomplikowana operacja wycinaja
woreczek zolciowy,zmieniaja ulozenie drog zolciowych do nizszych
parti jelit ale co mi to pomoze na zaparcia, dobrze ze sie nie
zgodzilem,przepukline tez chcial operowac jednoczesnie ale to bez
sensu bo to akurat nie jest najwazniejsze a utrodniloby mi odsysanie
sonda zolci(zauwazylem tez cos dziwnego ze gdy udalo mi sie
zwymiotowac duza ilosc zolci to zaraz sie tez wyproznilem, wiec czy
to mozliwe ze ta zolc mi paralizuje jelita?moze za duze jej
wydzielam skoro watrobe mam tez duza?)
lekarze patrza na mnie i maja mnie za wariata ze jestem hipohondryk
itp i do psychiatry wysylaja,szczegolnie gdy im mowie ze mam za duzo
energi ze pol dnia musze uprawiac sport ze nie mecze sie ,wyniki
badan w normie lub na granicy i nic nie zrobie,pozostaje mi czekac
bo boje sie jakikolwiek krok zrobic teraz.
moze ta watroba prdukuje za duzo zolci i energi bo jest duza stad te
stany podgoraczkowe. ta sprawa jest zbyt skomplikowana dla lekarzy
gdy pozbywam sie zolci to przynosi ulge i redukuje
strach i lęk,ale na krotko bo na drugi dzien znow jest pelno zolci,a
wymiotowac juz nie moge bo popalony mam przelyk i jame ustna nie mam
smaku i wechu prawie, ostatnio przez pewien czas poprostu odsysalem
wkladac rurke plastykowa do zoladka wtedy zolc obja przelyk, ale
rura sobie po pewnym czasie podraznilem przelyk gdy ja wkladalem i
wyjmowalem, na dodatek gdy nie trafie w zolc to odssysam tloczkiem
sluzowke zoladka, co bym nie zrobil jest zle, jakby ktos mnie
przesladowal caly czas paranoja ale fakt faktem ze to wszystko moze
byc wina zlci na poziomie fizycznym,poprostu za duzo jej duza
watroba wydziela
nie wiem czy brac controloc wciaz ktory blokuje kwas?

dzwoni mi w glowie lub uchu,,jest mi
caly czas zimno i mam obrzek jakis podskórny,czuje sie psychicznie
pobudzony i jesdnoczesnie slaby fizycznie,,jestem rozbity jakis, ,
mam podkrazaone oczy i bardzo sucha skore,, zaparcia i wymioty
zołcia,,morfologia wyszla w normie , ,gorzej widze -mroczki,,chodze
jak na szczudlach, chwiejnie, ,zrobilem tez katecholaminy z osocza i
nie wiem jak to zinterpretowac,
noradrenalina 382 ug/24h norma <90
adrenalina 25 ug/24h norma <20
metoda HPLC




Temat: trudna decyzja - wybór drogi leczenia
trudna decyzja - wybór drogi leczenia
Witam serdecznie wszystkich Forumowiczów
Mam na imię Anka, jestem tu nowa, ale Wasze forum "podczytuję" już
od 3 lat. Dokładnie od czasu, kiedy wyjęłam ze swojego ciała
kleszcza i pojawił się rumień. Po wizycie w szpitalu zakaźnym
zostałam, jak to się ładnie mówi, "przeleczona" 21 dni Duomoxem (po
2 tyg. od ugryzienia) i czytając Wasze forum modliłam się, żebyście
przesadzali i żeby to jednak lekarze mieli rację, że wystarczy wziąć
antybiotyk przez 21 dni i po krzyku. W końcu lekarz ma zawsze rację,
nie?
Na teście Elisa zrobionym 1 mies. po ugryzieniu było:
IgG - ujemny
IgM - 1,0 (słabo dodatni)
7 mies. po ugryzieniu, test Elisa zrobiony na własną rękę:
IgG - 10,3 BBU/ml (szara strefa)
IgM - 18,0 BBU/ml (obecne)
Lekarze zakaźnicy z dwóch szpitali mówili, że to normalny wynik po
takim czasie i nie trzeba tego leczyć. Ponieważ Wasza walka z
chorobą mnie przerażała i nadal miałam nadzieję, że przesadzacie
(jakkolwiek by to głupie i nieodpowiedzialne z mojej strony nie
było), postanowiłam tylko kontrolować sytuację i obserwować czy nie
mam jakiś niepokojących objawów. Bez objawów bałam się podjąć tak
obciążające leczenie, licząc na to, że może jednak te 21 dni abx
wystarczyło. Przez 3 lata miałam spokój, natomiast w tym roku w
kwietniu dopadła mnie jakaś dziwna choroba. Przez miesiąc
temperatura 37,8 - 38,0, dwa pierwsze dni 39,0, żadnych objawów
grypy czy przeziębienia, sporo podwyższone enzymy wątrobowe, wysokie
OB i CRP, morfologia sporo odbiegająca od normy. Zaczęło się to po
lekach przeciwzapalnych branych wcześniej przez 3 tyg. z powodu
zapalenia nerwu międzyżebrowego. Podwójne badania na wszystkie typy
WZW, EBV, CMV, TOXO negatywne. W końcu trafiłam do szpitala, robili
mi mnóstwo kolejnych badań, a ponieważ wpomniałam o wcześniejszych
wynikach badań na boreliozę, zrobili mi też test Western Blot.
Wyniki testu WB robionego 3 mies. temu:
p100
IgM - ++(4)
IgG - -
VLSE
IgM - brak
IgG - ++(4)
p41
IgG - ++(4)
IgM - +++(1)
p39 - - w obu klasach (igM i IgG)
OspA - - w obu klasach
OspC - - w obu klasach
p41/i Bgarinii - - w obu klasach
p41/i Bafzelii - - w obu klasach
p18 - - w obu klasach
W szpitalu robili mi także jeszcze dwukrotnie przeciwciała CMV,
wyniki negatywny i wątpliwy, a w wypisie ze szpitala wpisali mi
mononukleozę (mimo braku potwierdzenia w teście na CMV, braku nawet
najlżejszego bólu gardła i innych objawów mogących świadczyć o
mononukleozie, jedynie podwyższone enzymy wątrobowe) i boreliozę.
Boreliozy nadal postanowili nie leczyć, bo skoro nie mam "objawów
boreliozowych", cokolwiek akurat mieli na myśli mówiąc to, to nie ma
co leczyć. Niedługo po wyjściu ze szpitala (po półtora miesiąca od
rozpoczęcia dziania się dziwnych rzeczy w moim organiźmie) dopadło
mnie straszne zmęczenie i kłopoty z pamięcią. Robię coś, i zapominam
niemalże w trakcie danej czynności co akurat robiłam. Do tego czuję
się jak włożona pod szklany klosz, wszystko dociera do mnie jakby z
oddali, jest jakieś takie przytłumione. Nawet w pochmurny dzień razi
mnie światło, ciężko mi podnieść wzrok do góry, co skutkuje tym, że
jak z kimś rozmawiam, to obserwuję uważnie jego buty, co jest nieco
dziwne dla rozmówcy Trwa to już jakieś 2 miesiące, z dosłownie
kilkoma lepszymi dniami po drodze. No i mam uczucie gorączki,
pieczenia twarzy, powiek, mimo braku podwyższonej temperatury.

Długo się zastanawiałam nad leczeniem, ale już prawie podjęłam
decyzję o tym, że będę się leczyć tak jak większość z Was, w
zasadzie eksperymentalnie. Muszę się tylko jeszcze sporo naczytać i
nauczyć, żeby wziąć się za leczenie z pełną świadomością. Zresztą i
tak żaden "normalny" lekarz nie chciał mnie do tej pory w ogóle
leczyć Ale skoro źle się czuję, mam stwierdzoną boreliozę, nie
mam (po dużej ilości badań) stwierdzonej żadnej innej choroby (no,
poza baaaardzo wątpliwą mononukleozą), to chyba właśnie do diaska
boreliozę trzeba leczyć, żebym mogła znowu normalnie funkcjonować.
Tylko, że właśnie akurat jak po długim czasie zastanawiania się
podjęłam decyzję o leczeniu opisywanym na forum, wczoraj na kontroli
po szpitalu przyjął mnie lekarz, który stwierdził, że pewnie nie
miałam żadnej mononukleozy, tylko to właśnie odezwała się borelioza.
I chce mnie wziąć na 2 tyg. do szpitala, gdzie mają mnie leczyć
dożylnie podawanym antybiotykiem (plus następne 2 tyg. w domu).
Myślę, że raczej na szpital się nie zgodzę, bo po pierwsze znowu
mnie tylko "przeleczą", po drugie nie wyobrażam sobie leczenia
dużymi dawkami antybiotyków mając do jedzenia jedynie niejadalne
szpitalne jedzenie, którego i tak nie będę jadła, a przecież
organizm trzeba wtedy wzmacniać jak tylko się da, żeby pomóc mu z
tego wyjść bez większej szkody (wiem, że 2 tyg. to nie kilka
miesięcy, ale i tak by się przydało). Poza tym jeden antybiotyk to,
z tego co czytałam na forum, za mało. Boję się, że całe to działanie
nie będzie miało sensu i tylko się namęczę na darmo, niepotrzebnie
osłabię organizm, a i tak będzie potrzebna poważniejsza walka i
tylko się nastresuję bez sensu. Wiem, że nikt za mnie tej decyzji
nie podejmie, to moje zdrowie, moja decyzja i moja odpowiedzialność,
ale może ja jednak przegapiłam jakieś informacje o leczeniu w
szpitalu? Może to jednak coś daje? Może warto mimo wszystko tam iść?
Chociaż jak sobie przypomnę moją niedawną wizytę w szpitalu, to
wszystko we mnie mówi "nie". Tak jak napisałam, po 3 latach na forum
widzę zmiany jakie zaszły w podejściu do leczenia, o którym
piszecie, zaczyna być traktowane już dużo bardziej poważnie niż
kiedyś, ja sama jestem na nie zdecydowana w 90%. Broń Boże nie
chodzi mi o roztrząsanie, czy szpital to dobre, a leczenie
eksperymentalne jest "be", albo odwrotnie. Chciałabym jedynie prosić
bardziej doświadczonych posiadaczy borelki o opinię, czy szpital
się do czekokolwiek tutaj nadaje (jakkolwiek herezyjnie by to nie
brzmiało), biorąc pod uwagę fakt, że najprawdopodobniej będę się
leczyć u jednego z lekarzy udzielających się na forum (a
przynajmniej pod Jego kontrolą, a na leczenie może namówię swojego
lekarza rodzinnego).
Przepraszam za taki długaśny post, ale chciałam jak najlepiej opisać
swoją sytuację. Poza tym niestety już tak mam, że jak zacznę pisać,
to nie mogę skończyć




Temat: Mój przypadek i prośba o namiary lekarza na priv
Mój przypadek i prośba o namiary lekarza na priv
Witam wszystkich Forumowiczów serdecznie.
Dopiero co założyłem konto na gazeta.pl aby czytać i pisaś na Waszym forum.
Mam 33 lata i mieszkam obecnie w małej wsi na wyspie Wolin.
Do 27 roku życia mieszkałem w Warszawie.
Od około roku cierpię na szereg dolegliwosci i właśnie otrzymałem wyniki
badań.
Na pewno jestem zarażony pierwotniakiem Babesia.
Przypadkowo (i niejako na piękne oczy) badanie mikroskopowe wykonala mi pani
profesor Wanda Kuźna-Grygiel z AM w Szczecinie.
Akurat otrzymali nowy sprzęt a że robilem w szpitalu AM badania na
parazytologii (pasożyty przewodu pokarmowego) to zgodzili się zrobic mi to
badanie za darmo (no a oni testowali nowy sprzet).
Przy okazji testów na pasożyty pzrewodu pokarmowego opowiedziałem pani
profesor o moich dolegliwosciach a ona zaproponowała zrobienie badań w
kierunku Babesii (dla mnie było to nieznane słowo).
Podobno już miała jednego zarażonego Babesią pacjenta ze Szczecina.
No i okazało się, ze i ja jestem nosicielem tego pierwotniaka.
Obecnie czekam na wyniki badań w kierunku Boreliozy.

Jak siegam pamięcią - nigdy nie przypominam sobie aby ugryzł mnie kleszcz.
Co prawada cale tuziny potrafiły po mnie łazić (i to pod kurtką po rękach)
gdy wracałem z całodniowych wedrówek po ostępach Puszczy Kampinoskiej (byłem
jej miłosnikiem gdy mieszkałem na mazowszu).
Często dopiero w domu na Żoliborzu po zdjeciu kurtki strzepywałem z siebie
dziesiątki tych "robaczków".
Ukąszenia nie pamietam.
Nawet się chelpiłem że mimo że tyle po mnie łazi to zaden nigdy mnie nie
ugryzie.
No ale widocznie kiedys ktoryś musial.

Od około roku czuję się chory.
Pierwszym i najbardziej dokuczliwym objawem jest potworne osłabienie i ciągła
zadyszka.

Na początku miałem objawy podobne do grypy.
Niemal nieustannie (i cały czas) boli mnie gardło i mam suchy kaszel.
Często miewam stany podgorączkowe (najwyzej 37,1 stopni) ale często
temperatura jest ponizej normy (np 36,2).
Zdarza się iż nagle mam wypieki i 37 stopni aby za 10 minut pomiar wykazywał
już 36,2.
Leczyłem się różnie.
Lekarze uparcie twierdzili iz to jest "uczulenie".
Owszem jestem alergikiem.
Nawet wykonałem niedawno nowe badania na wszystkie znane alergeny wziewne.
No i okazało się, ze nic sie nie zmieniło od kiedy robilem testy w wieku 10
lat - jedynie trawy uczulaja, mnie na przelomie czerwca i lipca.
A chory jestem non stop od zeszłych wakacji.
W pewnym momencie gdzieś w internecie wyczytałem że moze mam przerost Candida
Albicans.
Owszem - w testach wyszedł przerost w gardle ale dosć szybko pozbyłem się
drożdzaka lekami i pijąc tony jogurtów.
Niestey samopoczucie nie poprawialo się.
Wykonałem testy na Borelioze (ELISA) ale okazały się ujemne.
na Waszym forum dowiedziałem się że to nic nie znaczy - mogę być chory na
Boreliozę mimo ujemnych testów.
Jak wspomnialem ukąszenia kleszcza czy rumienia nie pamietam.
Wyniki badań krwi (w tym próby wątrobowe) mam OK.
Od pewnego czsu mam i inne objawy , ktore wg informacji z Waszego forum mogą
wskazywać na Borelię.
Zauważyłem, ze w czasie rozmowy nagle kołowacieje mi język.
PO prostu nie wiem co chcę powiedzieć. Myśli wtedy płyną jakby je kto
krępował - jak mucha w smole. Po paru sekundach to ustępuję.
Zauważam, zę nawet jeśli wtedy mówię to niewyraźnie i bełkotliwie.
Zwląszcza zdarza się to podczas rozmów telefonicznych.
Inne ciekawe zjawisko jakie zaobserowałem a nigdy ono nie występowało.
Zamieniam kolejnosć liter podczas pisania na klawiaturze komputera.
Już podczas pisania tego tekstu parę razy poprawialem słowa ale nie wiem czy
wszystkie.
Np zamiast napisać wyraz "palce" piszę "place". Zamiast "Warszawa"
piszę "Wraszawa" itp.
Zauważylem też problemy z widzeniem.
najpierw bylo to niewyraźnie widzenie które z czasem ustępowalo.
Obecnie mam problem z widzeniem kolorów.
W samochodzie mam uszkodzony czujnik przy jednym z kół i zawsze swieci mi się
czerwona kontrolka alarmowa uklądu hamulcowego (mimo ze jest sprawny ale nie
mam casu tego poprawić).
Zauważylem, ze gdy jadę i mam w kącie oka ten szerwony prostokącik to gdy
spojrzę w inne miejsce to widzę na obrazie zielony albo niebieski prostokącik.
Taka pamięć barwy ale przeciwnej.
Dosc niesympatyczny efekt gdy wjeżdzam do jednej z wiosek.
Tam przy wjeździe do tej miejscowosci wymalowano w poprzek czeerwone pasy aby
kierowcy zwalniali.
Gdy ja je mijam i migaja mi tak przed maską to widzę że mijam na przemian
czerwone i niebieskie pasy. gdy zatrzymam to widzę tylko to co jest naprawdę
czyli czerwone pasy.
Zdzarza mi się też widzieć nagle obraz bardzo jaskrawo.
Jak na źle naświetlonym filmie.
Bywa , ze nagle pewien kolor (tylko jeden np fioletowy) strasznie opalizuje.
Np stoją różnokolorowe miski ale tylko filetowa staje się strasznie jaskrawa -
inne kolory majanormalną instensywnosć w moim widzeniu.
po chwili wszytsko wraca do normy.
Z dzwiękiem jest podobnie.
Nagle zaczynam słyszeć strasznie głośno i bardzo mi to przeszkadza.
Często jest to TV, iny człowiek móiacy coś w tym samym pokoju albo słuchawka
telefoniczna.
Gdy przełożę ją do innego ucha to jest OK.
Ostatnia sprawa - bolesne czucie.
Mam dwie strefy - jedna na lewej dloni a druga na lewej stopie, ktore są
bolsne podczas dotyku.
Ale to nie skóra boli.
To dotyk powoduje taki dziwny rodzaj bólu. Zwłaszcza pzsuwanie czegoś po
skórze.
Od razu widać (znaczy ja to tak odbieram) jako sztuczny ból a nie np
podrażnienie skóry. Coś jak nerwoból.
eram) jako sztuczny ból a nie np podrażnienie skóry. Coś jak nerwoból.

Mam wobec tego prośbę.
Czy moglibyście mi polecić (rozumiem, ze na priv - czytałem faq forum)
jakiegoś dobrego lekarza, znajacego się na leczeniu Babeszjozy i ew.
Boreliozy w Szczecinie lub Warszawie ?
W Warszawie mam rodzinę i w razie czego na miesiąc czy dwa miesiące leczenia
mogę u nich zamieszkać.
Ja mieszkam w małej wiosce i tu jest jeden lekarz pierwszego kontaktu w
ośrodku zdrowia i o tych chorobach nie ma pojecia.
Ew. może być ktoś ze Szczecina.
Jeśli nie bedę musiał dojeżdzać zbyt często (np nie zcęsciej niż raz w
tygodniu) to chenie bym się leczyl u kogoś w Sczecinie.
Mam do Szczecina 100km drogą ale nic to.
Ważne aby zacząć się leczyć bo ani rodzinie teraz pomóc ani samemu cieżko sie
życiem cieszyć.

Pozdrawiam Was serdecznie i z góry dziękuję za kazdą pomoc.

Kontakt na priv ze mną jest możliwy pod adresem e-mail: varicap@wp.pl

vari