Złamanie kości przedramienia

Oglądasz wypowiedzi wyszukane dla frazy: Złamanie kości przedramienia





Temat: Ochraniacze na nadgarstki - chronią?

acn: zle sie wyslowilem troche poszukalem i na forum snowboardowym znalazlem ze to zwieksza ryzyko zlamania nie nadgarstka tylko do zlamania jednej z kosci przedramienia
a przed zlamaniem nadgarstka ochraniaja ale dla chcacego nic trudnego

Kowal, kolwal... Mieszasz ostatnio na forum oj mieszasz...
Co do tego "dla chcacego nic trudnego" - to pamietajmy, ze leb w kasku tez da sie rozwalic...
Ochraniacze nigdy w 100% nie dadza ci pewnosci, ze wyjdziesz z upadku calo.. Mogą one jedynie zmniejszyc ryzyko odniesienia powaznego urazu
A w 100% bezpieczni nigdy nie mozemy sie czuc, choćbyś nie wiem ile tych ochraniaczy mial na sobie i jakiej firmy, to zawsze moze pojsc cos nie tak

Popieram wypowiedz kolegi .:ACN:.



Temat: Wiosenne pogaduszki o dwulatkach
Wikusiu jeszcze raz sto latek, dużo uśmiechów na buźce i kolorowego dziecinstwa!
Dziewczyny jesteśmy chyba w najzimniejszym miejscu w kraju. Nad morzem zimno, do 15 stopni, wieje, pada, tragedia. Uroczyscie obiecuję, ze moja noga nie postanie na polskim wybrzeżu przez co najmniej 10 lat, aż klimat ociepli się na tyle, ze będzie wyraźnie cieplejsze lato, a nie tylko mniejsze roczne amplitudy temperatur. Bo za tę zimnicę z przereklamowanym jodem buli się kupę kasy.NO MORE BAŁTYK!!! Do tego Lena ma złamaną rękę. Przyjechaliśmy tu z gipsem (złamane 2 kości przedramienia po niewinnym upadku na trawkę...). Nie przeszkadza jej to w bieganiu, szaleństwach itd...Jest okropnie nieznosna na tym wyjezdzie, nie słucha, kłóci się o wszystko, lubi tylko swoje nowe przyjaciółki sąsiadki z domków obok.
I tak to sobie wlasnie czas plynie.
Pozdrawiamy, pa!





Temat: Nasi rywale w sezonie 2009
info z oficjalnej strony Hampela

Przerwa w startach wyniesie około 4 tygodni
W wyniku wczorajszego wypadku, Jarek doznał poważnego złamania kości przedramienia. W chwili obecnej, w Szpitalu Ortopedycznym w Eksjo, przygotowywany jest do zabiegu, który potrwa około 4 - 5 godzin. W tym czasie będzie miał łączone kości platynowymi płytkami.

Jeżeli cały zabieg przebiegnie prawidłowo to lekarze rozpoczną wybudzanie i około godziny 20:00 zostanie przetransportowany do Polski.
Przerwa w startach wyniesie około 3 - 4 tygodni. W tym czasie "Mały" powinien dojść do pełni zdrowia. Czego mu z całego serca życzymy.


zatem na rewanż z Buczą Jarek będzie już gotów.



Temat: Cholerny pech... czy kara za zdrad??

A ja si? zastanawiam nad dziwnym zbiegiem nieszcz??liwych dat: 1 stycznia, 14 luty - takie jakby ?wi?teczne dni...

A idz mi z tym... 14 lutego... fakt, ze olewam wal?-tynki, ale chcialem milo spedzic wieczor... spedzilem, holujac wrotke do warsztatu, a pol dnia wczesniej umowilem sie na wycieczke po zielonego kanciaka. Tyle, ze mi sie nic nie stalo.

Patriik - wspolczucie, bo moge sobie wyobrazic, tylko wyobrazic, co masz teraz - ja mialem dwa miechy w gipsie bo mi sie udalo obie kosci przedramienia zlamac na dobre (taki drugi lokiec na prawej rece mialem). Tyle, ze dawno to bylo, w szkole sredniej, no i reka...



Temat: obrona przed psem
dobra niech mi ktoś jeszcze raz wytłumaczy, jak pies może złamać kość ręki kłami? przecież do łamania kości słuzą zęby w tylnej części szczęki, w czasie walki pies raczej szarpie kłami Żona mojego kolegi ma pitbula, piesek (suczka) jest wyjątkowo pokojowo nastawiona. Przemiłe bydle jednym słowem i wogóle nie agresywne. Kiedy robimy ognisko suczka dostaje porcję grubych konarów do załatwienia zamiast siekiery i daje radę, więc bądź spokojny z kością przedramienia da sobie radę. Złamać nie złamie ale na miazgę je przerobi.



Temat: Osteoporoza
"O osteoporozie, czyli zrzeszotnieniu kości - chorobie do niedawna niemal nieznanej - dużo się ostatnio mówi i pisze. Niektórzy podejrzewają, że to tylko moda w medycynie. Inni sądzą, że osteoporoza jest problemem, ale nie poddaje się leczeniu, zatem cały szum i zachęcanie do badań jest niepotrzebne. Jak jest naprawdę?

Osteoporoza to choroba charakteryzująca się zmniejszeniem masy kostnej ("lekkie" kości) i zmianami w architekturze tkanki kostnej (nienaturalnie cienkie, często poprzerywane beleczki kostne), czego skutkiem jest zwiększona podatność na złamania. Złamaniu ulegają najczęściej kręgi, kości przedramienia w okolicy nadgarstka i kość udowa (biodro).

Do złamań dochodzi bez urazu lub przy małych urazach, które dla zdrowej kości nie stanowią żadnego zagrożenia.

Na osteoporozę chorują zarówno kobiety, jak i mężczyźni, z tym że u mężczyzn występuje ona rzadziej. Zdarza się przede wszystkim u osób w średnim i podeszłym wieku, ale też u zupełnie młodych. Szacuje się, że w Polsce choruje około 25% kobiet i 13% mężczyzn po 60. roku życia. Nie ma natomiast jeszcze danych dotyczących całej populacji.

Osteoporoza stanowi obecnie jeden z największych problemów społecznych.

Należy jednak wiedzieć, że jest to choroba, której można zapobiegać i która poddaje się leczeniu."

źródło

Mam pytanie... Jakie skutki ta choroba może mieć w przyszłości? Zakładając, że dziewczyna jest w młodym wieku?



Temat: złamana ręka
Użytkownik "Marcin" <aspius71@onet.eu> napisał w wiadomości
news:468c9f4c$1@news.home.net.pl...
[quote]Napiszcie proszę jak długo od złmania sobie czegoś tam, czekaliście żeby
wskoczyć na deche. Złamałem kość łokciową, w zasadzie mówi się ze to
nadgarstek, za dwa tygodnie wyjazd nad Zatokę czyli od złamania minie 5
tygodni i jestem pewny że nie wytrzymam bez paru ślizgów.
--
Wyslano z Jastarni
http://augustyna.pl/news

[/quote]
Zaznaczam, ze ja tak zrobilem , nikomu nie polecam pójścia w moje slady i
NALEZY SLUCHAC LEKARZA PROWADZĄCEGO !!!

8 tygodni - ale tylko dlatego, że nie wiało. Zlamalem kosc promieniową a
konkretnie główkę kości tę bliżej nadgarstka Gips i trzy druty miałem 6
tygodni, po 4 tygodniach skrocili mi go w łokciu, moglem prostować rękę i
likwidować przykurcze i regenrowac biceps :) Mialem mniej więcej swobodne
palce więc ćwiczylem na tyle na ile moglem przedramię ugniatając pileczke
(taką z gąbki i miekka gumową). Wtedy mialem 35 lat :) to jest tez istotne -
jezeli jestes mlodszy to gojenie powinno byc szybsze.

Moniek



Temat: Ochraniacze na nadgarstki - chronią?

pamietaj ze mi sie lekko pomylilo i kosci nadgarstki to nie kosci przedramienia
czyli uporzodkowywujac:
+chroni przed obtarciami
+ przed skaleczeniami
+ przed wbiciem sie czegos do skoru
+zmniejsza ryzyko zlamania nadgarstka
- wkurza
- ogranicza ruchy reka
- zwieksza ryzyko zlamania przedramienia
cos dodac



Temat: kontuzje
Ja w tym roku mialem zlamana kosc lokciowa prawego przedramienia - zlamanie wielodlamowe bez przemieszczenia.Lekarze mowili ze bede mial reke w gipsie 10- 12 tygodni i potem rechabilitacja,jedna pielegniarka wredna straszyla mnie ze mam cale wakacje z glowy:/ Ale sam zdjolem gips po 6 tygodniach pierwszy raz bez gipsu na rower wsiadlem nast dnia ale tylko zeby dojechac na uniwerek,reka przez pierwszych kilka dni miala ograniczony zakres ruchu i wiedzac ze kosc sie dopiero zrasta nieobciazalem jej bardziej niz wykonujac podstawowe czynnosci przez ok. tydzien po czym rozpoczolem normalna jazde na dyst 40-60km.Reka pelna 100%sprawnosc ruchowa odzyskala po ok. 3 tygodniach a pelna sile po ok.6 tygodniach czyli mniej wiecej w terminie kiedy w najgorszym wypadku mialem miec zdjety gips.Ale juz 11dni po tym jak zdjolem gips zrobilem trase opole - pradziad - opole 247km .Dodam jeszcze ze w czasie gdy noslilem gips rowniez jezdzilem ale w wiekszosci po asfalcie oprocz 106km trasy z czego ok. polowa byla w terenie miejscami trodnym a bylo to w drugim tygodniu po zlamaniu.Podsumowujac zalecam nienoscic gipsu tak dlogo jak kaza lekarze

P.S przed chwilka mocno sie wkur... gdy probojac dodac mojego posta wyskoczylo ze musze sie zalogowac-widocznie cos jest nie ok. i mnie wylogowalo pomimo ze nierobilem przerw w pisaniu dlozszych niz 2min na szczescie dalem "wstecz" skopiowalem to co napisalem zalogowalem sie i wkleilem;] Szimano - zrob cos zeby to sie wiecej niepowtorzylo! hehehe



Temat: Sezon 2009 - liga, turnieje i wszelkie komentarze...
Damian Perz został bardzo poważnie kontuzjowany podczas treningu punktowanego w Lesznie. Do wypadku doszło w dwunastym biegu. 17-letni zawodnik byków ma złamane obie nogi, lewą rękę, palce i stłuczoną miednicę. W maju tego roku zdał licencję żużlową. W tym sezonie na pewno nie wróci na tor. Nie wiadomo czy w ogóle będzie mógł kontynuować karierę sportową.
W towarzyskim meczu Unia Leszno podejmowała drużynę ZKŻ-tu Kronopol Zielona Góra. Do upadku doszło w dwunastym wyścigu. Damian Perz zahaczył o jadącego przed nim zawodnika gości Alana Marcinkowskiego, który miał defekt motocykla. Następnie uderzył i uszkodził bandę przy parkingu. Maszyna przeleciała poza tor. - Damian doznał bardzo poważnych obrażeń – powiedział dr Tomasz Gryczka, lekarz opiekujący się żużlowcami Unii – ma złamane kości obu ud z przemieszczeniem, kości przedramienia lewego, zwichniety nadgarstek, złamane palce u lewej ręki i stłuczoną miednicę. W tej chwili jest na oddziale urazowo-ortopedycznym leszczyńskiego szpitala. – Czekają go dwie operacje i długie leczenie – dodał dr Gryczka.
Już teraz wiadomo, że młody zawodnik byków nie wystartuje w tym sezonie. Pod znakiem zapytania stoi jego dalsza kariera sportowa. Zawodnikowi z Zielonej Góry nic się nie stało.




Temat: Ochraniacze na nadgarstki - chronią?
acn: zle sie wyslowilem troche poszukalem i na forum snowboardowym znalazlem ze to zwieksza ryzyko zlamania nie nadgarstka tylko do zlamania jednej z kosci przedramienia
a przed zlamaniem nadgarstka ochraniaja ale dla chcacego nic trudnego



Temat: Jak dziś było na rybach ?

dlatego jak nie masz wiedzy z zakresu medycyny to nie krytykuj czegoś o czym nie masz pojęcia to coś o czym nie mam wg. Ciebie pojęcia to słowa właśnie Pani Serwinki, jak chcesz to możesz podważać jej autorytet...
krytykuję, ponieważ w szpitalu zdiagnozowano mi złamanie kości łódeczkowatej i zagipsowano całe przedramię, a ta kość jest w 100% zdrowa! Natomiast drugi lekarz, na potygodniowej kontroli zdjął mi gips, zapisał fastum i wygonił do domu! Sami lekarze ze szpitala w niektórych przypadkach mówią-proszę jechać do Serwinki, i nie śmiać się bo uratowała już zdrowie tylu osób że szok. Dziennie przyjmuje 40-80 osób Składała przypadki, w których wg. lekarzy było konieczne leczenie operacyjne i osoby te odzyskały 100% sprawność. Nie wierzycie, to nie, wasza sprawa. Nie raz samochody z rejestracją Wrocławską,Warszawską przyjeżdżają tylko po to, żeby do niej trafić...



Temat: Luzne "gatki"
Kazik, sorki ale nie bylo mysli zeby przekazac te Bikeboard, akcja po wypadku na rowerze, niestety potwierdza sie to co kiedys powiedzialem, ze gleby w miescie sa gorsze niz w lesie, kolega mojego mlodego zlamal 2 kosci w przedramieniu, moze jutro sie zgadamy jak bedziesz gdzies w poblizu



Temat: Urazy i kontuzje

Mam do was pytanie co prawda nie zwiazane z treningiem bokserskim ale urazem wiec mam nadzieje ze mi pomozecie Do rzeczy, prawie 3 miesiace temu grajac w pilke zlamalem reke w przedramieniu (obie kosci, zlamanie otwarte) 6 tygodni gips, po 2 tygodniach wyciaganie drutow. Od nowego sezonu bede mogl wrocic do gry i przydalyby mi sie jakies ochraniacze. Jak myslicie jakis arm sleeve albo ochraniacz na przedramie beda dobre? Aha i po jakim czasie bede mogl wrocic na silownie? (sorry ze bez polskich znakow ale niestety taki win ;p )
Myślę, że spokojnie znajdziesz jakię usztywniacze lub opaski neoprenowe na przedramię.
Wiesz, na siłke możesz wrócić po niedługim czasie od zdjęcia gipsu, jeżeli wszystko się dobrze zrosło, to kość będziesz miał jeszcze mocniejszą więc luzik. Posprawdzaj sobie np. małymi obciążeniam wykonując ćwiczenia czy boli i czy swobodnie możesz ruszać, z początk pewnie będzie bariera psychiczna by rękę oszczędzać, zbytnio nie narażać i nie ryzykować, ale myslę że wszystko się dobrze skończy.Powodzonka kolego i wracaj do treningów.



Temat: 1
Szyny kramera

Dzięki możliwości zginania, szynę Kramera dopasowujemy do kształtu kończyny. Szyny Kramera stosuje się w unieruchamianiu obrażeń i złamań kości kończyn górnych i dolnych:
- szyna przedramienno-ramienna - obrażenia ramienia, łokcia lub bliższej części przedramienia - szyna przedramienno-dłoniowa - obrażenia przedramienia, okolicy nadgarstka i dłoni
- szyna stopowo-udowa - obrażenia uda (przy złamaniu uda powinna sięgać wysoko, co najmniej do pośladka), kolana i bliższej części podudzia;
- szyna stopowo-podudziowa - obrażenia goleni, stawu skokowego i stopy



Temat: Złamana kość czy nie?
Witajcie, przy trzymaniu tarczy dostalem z piszczela w przedamie, nic mi nie spuchło, Nadarstek na szczescie nie boli ale gdy skrecam ręką to kuje mnie gdzies w przedramieniu, mimo ze przyciskam kosc nic nie odczuwam, nie ma zadnego obrzeku... nrazie mam reke specialnym bandazem usztywnioną, ale czy nikt z was tak nie miał? boje sie bo jak wykonuje wszystkie ruchy rękąm, nadgarstkiem i przedramiem ale pokuwa mnie ta kosc.. moze przejdzie?



Temat: Urazy i kontuzje
Mam do was pytanie co prawda nie zwiazane z treningiem bokserskim ale urazem wiec mam nadzieje ze mi pomozecie Do rzeczy, prawie 3 miesiace temu grajac w pilke zlamalem reke w przedramieniu (obie kosci, zlamanie otwarte) 6 tygodni gips, po 2 tygodniach wyciaganie drutow. Od nowego sezonu bede mogl wrocic do gry i przydalyby mi sie jakies ochraniacze. Jak myslicie jakis arm sleeve albo ochraniacz na przedramie beda dobre? Aha i po jakim czasie bede mogl wrocic na silownie? (sorry ze bez polskich znakow ale niestety taki win ;p )



Temat: wypadek samochodowy(dlugie)
Pewnego dnia moi koledzy, co pierwszyzną nie jest bo także się z tym spo
tkałem, udzielali pomocy poszkodowanemu w wypadku samochodowym. Sytuacja
była ciężka - samochód owinięty wokół drzewa, kierowca leżał w poprzek s
amochodu z głową uwięzioną między samochodem a słupem, duży ubytek krwi,
liczne złamania. Moi koledzy, bądź co bądź ratownicy, z pacjentem obchodzili
się jak z jajkiem - operacja wyciągnięcia go z pojazdu trwała dobre 40 m
inut. Po zbadaniu okazało się, że pacjent ma złamane obydwie nogi, miednicę,
żebra, które doprowadziły do przebicia płuc, obojczyka (zł. otwarte), kości
ramiennej (zł. otwarte), jednej z kości przedramienia, miał ponadto połamaną
czaszkę, no i w co nie należało wątpić prawie "na bank" miał urazy kręgo
słupa. Oprócz tego dławił się krwią etc. Po przyjeździe "fachowej" ekipy
ratowniczej z zespołu "R" wszystkich ogarnęła groza. Poszkodowany został
dosłownie wrzucony na nosze, a połamane ręce wepchnięte obok przez najba
rdziej wykfalifikowanego lekarza....
Obok miejsca wypadku przejeżdżałem wielokrotnie i krzyż nie stoi, więc mam
nadzieję, że ofiara żyje.
Ale pytanie jest takie - dlaczego tak się dzieje, dlaczego ci którzy powinni
świecić przykłądem łąmią podstawowe zasady????

                                                    Michał Korynek





Temat: 1
Witam.

4 miesiące temu upadłem na lewy nadgarstek. Zaczął mnie boleć, ale nie na tyle, żeby stwierdzić, że jest złamany. Pomyślałem, że pewnie naderwałem jakieś ścięgno i niedługo przestanie boleć. (7 lat temu jak złamałem prawe przedramię bół był taki, że aż skręcało, więc zbagatelizowałem ból nadgarstka bo bolał i boli mnie tylko przy wyginaniu)

No i w końcu po tych 4 miesiącach (nie było żadnej poprawy) zdecydowałem się pójść do lekarza. Ortopeda jak zobaczył zdjęcie, rozłożył ręce i powiedział, żebym pojechał do Wrocławia i tam jego koledzy zdecydują co robić. Powiedział, że jest złamana kość łódeczkowata i w skierowaniu do szpitala napisał, żeby zrobili rozpoznanie do leczenia operacyjnego.

W związku z tym mam pytanie ile Wy czekaliście na operację, ile trwała i czy gips i szyny przeszkadzały w pisaniu (niestety jestem leworęczny). Jest pażdziernik, w lutym sesja, myslicie, że do sesji dam radę?



Temat: Pracownia Małgorzaty zaprasza
Małgorzato!!!
Jako siedemnastolatek doznałem otwartego, skomplikowanego złamania kości długiej i promieniowej u nasady nadgarstka lewej ręki. Pozostałością po tym złamaniu, do dnia dzisiejszego, jest coś takiego że dłoń z przedramieniem tworzy linię prostą. Dłoń mogę zacisnąć w pięść i wyprostować palce. Nie mogę dłonią machać, kiwać na pożegnanie np. wnukom. Jeżeli mam zajętą prawą rękę, na ich gest pa,pa jak to robią dzieci, ja lewą ręką tylko zginam palce.
Z tą dolegliwością, choć początkowo bardzo mi przeszkadzała, zżyłem się tak że przepracowałem z "nią" dorosłe życie.
Większość znajomych myślę że nawet nie wie o tej mojej dysfunkcji. Jeżeli udają że nie widzą jej, należą im się za to brawa.
Droga Małgorzato.
Ten wstęp to przypomnienie że "każdy ma swojego mola, który go gryzie"
Życzę Ci, by lekarze zahamowali postęp choroby, a później by nastało jej ustępowanie.
Nie opuszczaj Forum. Sądzę, że z nami będzie Ci choć trochę łatwiej.
Zostań z nami!!!
Łaczę pozdrowienia.



Temat: Uroczysko
- Dzieciakowi? - Marcus z pewnym ociąganiem pozwolił towarzyszce złapać się za rękę – A co on ma do tego? Dlaczego go zostawiłaś?

Marcus zachowanie ręki zawdzięczał właściwie tylko i wyłącznie swojemu pancerzowi. Kayana nie mogła powstrzymać się od lekkiego skrzywienia pełnego zniesmaczenia, gdy przyjrzała się uważniej obrażeniom mężczyzny. Skórzany pancerz został właściwie rozszarpany na paski. Spomiędzy dziur wyglądała ciekawsko na światło dzienne jasna, ciepła krew. Rany kłute po zębach należały – zaraz po ranach szarpanych po pazurach – do najgroźniejszych i najtrudniejszych do leczenia. Nie ma co, Golganger rozstaw zębów i siłę zacisku szczęk miał imponujący. Kayana zauważyła, że dłoń łowca zwisa dziwnie bezwładnie. Należało się liczyć z tym, że obok ran kłutych, Golganger zgruchotał mu również kości przedramienia. Nawet, jeśli ich nie połamał, to na pewno poważnie obtłukł.

Łowca syknął, tłumiąc gdzieś w głębi gardła przekleństwo.

- Pojęcia nie mam... skąd mogę wiedzieć? Gdy tylko tu dotarłem, bylem tak samo zdziwiony jak i ty. Spodziewałem się raczej, że ty mi powiesz więcej... te wozy to nie wszystko. Tam nieco dalej w krzakach znalazłem też dwa trupy. Kayana... cholera, sama będziesz musiała je... ach!

Dotknięcie przedramienia wywołało mimowolny okrzyk bólu z ust łowcy. Mimo to druidka mogła odetchnąć z ulgą. Nie wyczuwała, by ręka była złamana. Jedynie obtłuczona. No i krwawiła, rzecz jasna.

- Dasz radę mnie połatać? No i przede wszystkim, gdzie zostawiłaś dzieciaka?



Temat: Pomoc dla POZNANIAKA


OGÓLNY STAN PSA :

Ogólny stan psa jest dobry
- serduszko bije prawidlowo
- temperaturka idealna
- nie ma zadnych gruczołow
-w przeszłości złamana tylna łapa w kolanie ale radził z tym sobie jest przyzwyczajony do tego więc nie bedziemy tego ruszac tymbardziej że nie kuleje

ŁAPKA

Silny stan zapalny tkanek miękkich oraz silny odczyn odokostnowy na kościach przedramienia prawego, głównie na kości promieniowej.
Nie wyklucza się zmian nowotworowych

Dostaje teraz antybiotyk oraz leki przeciwzapalne i przeciwbólowe za 2 tyg mamy iść do kontroli i będzie wykonany ponowny rentgen aby zobaczyć czy znika zapalenie.
Koszty leczenia napewno wzrosną gdyz do rehabilitacji będzie potrzebny lek METACAM, który w lecznicy kosztuje 88 zł:(:( dodatkowo dochodzą inne lekarstwa no i koszty transportu z Góry koło Leszna do Poznania i z powrotem ( ponad 100 km w jedną stronę )

Wpłaty można kierować dopiskiem "POZNANIAK" na

Pomorska Fundacja Rottka
81-786 Sopot ul. Chopina 38
konto bankowe fundacji Bank BZ WBK S.A. O /Sopot:
53 1090 1098 0000 0001 0587 2375
Przyda sie każda wpłata

TROSZKĘ POMIESZAŁEM



Temat: Wytrzymałość kości
Niedawno naczytałem się o złamaniach na tym forum i wpadłem w małą paranoję.Stąd mój problemik:Na początku ćwiczeń robię dużo pompek,a zaraz potem zamęczam biceps(4serie 12kg.szt),potem inne ćwiczenia,w tym takie,które angażują ręce,odpoczynek i znów od początku,i tak w sumie 3-4 razy(zależy od wytrzymałości).Moje pytanie brzmi-czy po takim wstępie(pompki i od razu bez odpoczynku bic) istnieje zagrożenie,że kość przedramienia może nie wytrzymać?PS:Sorry,może wypisuję głupoty,ale bardzo się tym przejąłem.
M.N.



Temat: Skuteczność Nunchaku jako broni Kobudo w walce
nunkiem można pogruchotać np. przedramię (używając jak dziadka do orzechów), złamać strzałkę i uszkodzić tkanki miękkie podudzia. Użyć końcówek jako yawara stick.

Ale nie oszukujmy się , zazwyczaj jest za lekkie by złamać kości uderzeniem, (trzeba wysokich umiejętności technicznych i umiejętności generowania siły) a w technikach miażdżenia tk. miękkich zdarza się, że pęka sznurek



Temat: Spustoszenia w organizmie spowodowane użyciem batona.
male sprostowanie - predzej rozwalisz komus glowe batonem niz zlamiesz piszczel
czemu? bo piszczel jest chroniony z wiekszosci stron miesniami - jest odsloniety tylko z przodu - a zeby tak trafic musialbys byc z boku przeciwnika.. zreszta piszczel tez wcale cienki nie jest - to nie przedramiona z kosciami jak u kurczaka



Temat: Odcinek 6x17 - 10:00 pm - 11:00 pm
wiem, wiem, że Jack jest nadczłowiekiem, bo nie raz już mieliśmy okazję tego doświadczyć, ale kurde...coś przesadzili w tym odcinku...ile można jechać zwisając u podwozia samochodu? Trzeba mieć niesamowitą wytrzymałość, a co dopiero utrzymać się na zakrętach...Zresztą nie rozumiem, dlaczego Fayed dostał metalowym kluczem w przedramię i nic- a powinien mieć złamane kości a Jack dostał z pięści i nie mógł ustać na nogach...Kolejna rzecz, której nie mogę znieść w 24 i w ogromnej masie amerykańskich produkcji to nierealność rozmów cudzoziemców...Co z tego, że aktorzy mówią pięknym akcentem arabskim lub rosyjskim, ale mówię perfekcyjnie gramatycznie, używają utartych zwrotów językowych, a przecież tak nie mówią osoby, które nawet bardzo długo mieszkają w kraju anglojęzycznym a są obcokrajowcami...Zresztą, czy jakbyście byli za granicą w grupie polaków, to w jakim języki byście rozmawiali? No oczywiście, że w polskim...Ale w 24 Arabowie, Rosjanie i inni mówią do siebie po angielsku- bardzo rzadko zdarza się, żeby komunikowali się w rodowitym języku...



Temat: Powrót po przerwie - pytania i porady.
Ja miałem złamana reke w przedramieniu. 2 kosci z przemieszczeniem. Robilem twohand przez barierke i sie poslizglem. Ok 13-14 miesiecy nie skakalem. Moglem zaczac wszesniej skakac, lecz psychika mi nie pozwalala. Balem sie ze znow to sie powtorzy. Znow operacja, druty, szpital, rechabilitacja(no ten masaz u tej fajnej pani moglby sie powtorzyc.^^), oczekiwanie az reka sie zrechabilituje do konca, wyrobienie miesni. Teraz gdy zaczynam od nowa skakac, czesto patrze sie na blizne na rece, i przypominam sobie czym kazdy nieuwazny skok moze mi grozic. Teraz mam tyle dobrze, ze Tajo trenuje zemna. I w kazdym razie mam pomoc u niego co, jak itp. Przynim mozna dobrze sie rozgrzac i zrobic dobra silowke.

Koniec. x)



Temat: Adopcja Golden retriver- bestialsko zabity!
Najbardziej boli chyba fakt, ze to kobieta... poza tym owa kobieta czuje sie bezkarna... i to mnie najbardziej drazni... a oto sprawozdanie z sekcji zwlok Ozzywego... mnie osobiscie zmrozilo krew ...

Przyczyną śmierci były generalnie obrażenia wewnętrzne, orientacyjny moment zgonu: sroda

Pies został skatowany tępym narzędziem, być może była to łopata, być może inne narzędzia,.

Wylewy widoczne na zdjęciach to nie sprawa rozkładu ciała, tylko skutek wylewów wewnętrznych, Ulv zwracała uwagę, iż Ozziemu leciała krew z mordki w czasie jego przyjmowania w prosektorium. Nie wymieniając zapewne wszystkiego pies ma największe obrażenia oraz złamania: mostku, grzbietu, miednicy, podudzia kończyn, przedramię kości lewej, nie wiem czy to wszystko bo wiecie jaka człowiek ma świadomość jak słucha czegoś takiego.

Przy tak rozległych obrażeniach zapytałem o możliwość wypadku, lekarz raczej wyklucza taką ewentualność, powtarzając, iż pies został skatowany celowo tępym narzędziem.

Wszystkie obrażenia wyglądają na zadane tym samym czasie, czyli typowa egzekucja a nie powolne wykańczanie.

Teraz chyba najgorsze!

Ozzy przeżył tę egzekucję, według lekarza żył jeszcze kilka godzin. Chyba zdajemy sobie sprawę jak cierpiał przy takich obrażeniach (fuuuuckkkk). Widac ze psiak chciał dalej żyć nawet po takiej katordze, umarl kilka godzin później najprawdopodobniej na wskutek wylewów, być może został dobity, a być może poddał się jak zobaczył worek i kopany grob, albo co jeszcze gorsze umarł dopiero po zakopaniu.

brak slow... ale uwazam, ze ta kobieta powinna byc bardzo surowo ukarana...



Temat: Seriale [Spojlery]

Generalnie takie zabiegi się wykonuje, ale nie bez znieczulenia, w jakieś klitce i przez weterynarza
Dokładnie, pewnie, że takie operacje się wykonuje, ale w specjalistycznych klinikach i z udziałem chirurgów, którzy specjalizują się w replantacji kończyn, weterynarz to ci może przyszyć conajwyżej naszywkę na plecak. Do łączenia mikroskopijnej wielkości naczyń krwionośnych i nerwów używa się mikroskopów i nici chirurgicznych o grubości ludzkiego włosa (lub nawet cieńszych, już nie pamiętam), oczywiście nasz sympatyczny Hindus miał je akurat pod ręką Kolejna rzecz - brak znieczulenia Choćby T-Bag był nie wiem jakim Chuckiem Norrisem to przy łączeniu głównych nerwów idących wzdłóż przedramienia najpierw by się zesrał pod siebie, a później poprostu zemdlał, nie ma człowieka, który by wytrzymał takie natężenie bólu... Kolejna rzecz o której wspomniał PAWLO, kończyny po takiej operacji są unieruchamiane gipsem (lub coś w ten deseń), przecież to identyczna sytuacja jak przy złamaniu kości. Pomijając to wszystko, koleś biegał całą noc z ręką pod pachą, więc ona była już poprostu martwa, więc mógł sobie ją conajwyżej wypchać i powiesić nad telewizorem. No nic, mam nadzieje, że limit wciskania tanich gówien na ten sezon już się skończył



Temat: Kontuzje Kontuzje kontuzje ...
Kontuzje, no ... zdazaja sie otarcia, skrecenia kostki, naderwania sciegien itd. Na sekcji zlamania nie widzialem jeszcze - do zeszlego wtorku kiedy to podczas cwiczenia wysokiego padu przez wlasna nieuwage spadlem na wlasna reke, nawet nie zdazyla chrupnac. Zlamana jest pierwsza kosc kciuka (ta blizej nadgarstka), zagipsowali mi przedramie i wiekszosc dloni ale zlamanie jest na tyle paskudne ze kosci sie rozchodza - odlamy sa sciagane przez miesnie w rozne strony i bez drutowania sie nie obejdzie, a to znaczy jakies 6-8 tygodni z glowy Jakos tak kurka jest ze cwiczy sie bez kontuzji dlugi czas a jak juz sie trafi cos to takimi komplikacjami ze glowa boli. A jutro i pojutrze jest staz .... cholera. Z wysokim padem nie sadze zebym sie kiedys polubil.

Grzesiek



Temat: Kontuzje Kontuzje kontuzje ...
....podczas cwiczenia wysokiego padu przez wlasna nieuwage spadlem na wlasna reke, nawet nie zdazyla chrupnac. Zlamana jest pierwsza kosc kciuka (ta blizej nadgarstka), zagipsowali mi przedramie i wiekszosc dloni ale zlamanie jest na tyle paskudne ze kosci sie rozchodza - odlamy sa sciagane przez miesnie w rozne strony i bez drutowania sie nie obejdzie, a to znaczy jakies 6-8 tygodni z glowy ...
Grzesiek

Czlowieku 6-8 tygodni to Ty z drutami w łapie chodzic będziesz.... :robot:
o Aikido zapomnij na jakieś 4 mies....
Mam kolesia który przez nadgarstek pozegnał się z matą na pół roku!!

....a co to wysoki pad? tzn. leciz na 1.5m w gore nie rozumiem

Czy 1,5 metra to wysoko? Jak szybować to 2 metry...!!!

No a tak na koniec to:
Bez krwi nie ma efektów....
musi boleć bo inaczej nie docenimy tego co robimy...



Temat: policjant vs dwóch kretynów (video)
Na tym filmie Tarciu wszystko jest nie tak. Ten policjant chyba markował tylko uderzenie. Ja nie tylko próbowałem teleskopa i innych pałeczek na sobie. Na innych też. I inni na mnie Oczywiście ci inni to w ramach treningów (nieoficjalnych ) Oberwanie po nogach drewnem o przekroju okrągłym w wersji lżejszej daje sie odczuć spokojnie i to natychmiast. Oberwanie czymś kanciastym(np noga od krzesła) - podobnie tylko boli bardziej i moga dojść rozciecia skóry. Oberwanie metalem (teleskop,pręt) to przy nieco tylko większej wlożonej sile złamanie/pęknięcie kości.
Mówię tylko o uderzeniach w miejsca nabezpieczniejsze - ramiona,uda. Strzał w miejsce gdzie kość jest słabo osłonięta - żebra, przedramiona, dłonie, piszczele - zlamanie od razu praktycznie.
Po strzale teleskopem w łydkę raczej bym nie ustał



Temat: Krew, Flaki, Mięcho....
Polamane kosci, wykrecane stawy, naderwane miesnie, wstrzas mozgu, srut w nodze, szrama od noza na prawym przedramieniu, blizna po odlamku wbitym w prawy posladek... hmm... o dziwo nie pamietam tego co robilem sobie, ale pamietam jak zlamalem gosciowi noge pokazujac mu jak sie stoi na bacznosc, albo jak przerzucalem kumpla przez ramie i zlamalem mu reke w lokciu... ehhh... lubie krew miecho i flaki, szkoda ze nie mam warunkow do ich przechowywania....



Temat: Uderzenie i skręt pięści
Prawidłowo wykonane tsuki może być zabójcze - ale prawidłowo wykonane ago-uchi też... nie wiem o co ta wojna...

Kurde... może to ja jestem jakiś sztywny... trudno jest mi skręcić samą pięść o 180 stopnii (skręcając rękę w ten sposób można się nabawić niezłych kontuzji). Jakby na to nie patrzeć, przedramię skręca się "samo".

Ręka złamana w 9 miejscach... chyba nie chcę próbować. Kiedyś lałem się na podwórku z typem, który uderzył mnie w szczękę i złamał sobie rękę Ja wiem że mam twarde kości, ale mógłby się nauczyć wreszcie uderzać... nie mam pojęcia, jak on to zrobił.



Temat: Sztuki walki
KH: Widze że Jano777 też jest dla Ciebie autorytetem.

Miałem mu już wcześniej napisac że oni nie tłuka piszczelami tylko mięśniami :) Ładując piszczelami mogliby sobie conajwyżej 'pęknąć' kość - thats all.
Pozdrawiam również;)

Kolesie którzy potrafią np. złamać kij na swoim przedramieniu, robią to wlaśnie dzięki utwardzaniu (mięśni przedramienia). Utwardzanie daje niezłą odporność na uderzenia, really.



Temat: Skuteczność sztuk walki na ulicy

herkes a umiesz złamać rękę w 3 miejscach, hyh ?
Osobiście wiem jak wyłamać łokieć/palce/nadgarstek ze stawu. Jakimi dźwigniami etc. Ale żeby łamać rękę w 3 miejscach ...?


Jest tak dźwignia w filipińskiej sztuce alki (niestety nazwy teraz nie pamiętam), w której mamy do wyboru - skręcić kark, wybić bark, złamać rękę w przedramieniu, łokciu, odcinku nadgarstek-łokieć 9nie pamiętam jak ta kość się nazywa..), nadgarstek, czy palce.

Z tym że aby zrobić 3rzeczy jednocześnie... szacunek;p



Temat: zlamanie kosci lokciowej
powiedzieli tylko ze mam sie zglosic na kontrole za 10 dni. kosc jest zlamana bez przemieszczenia,jakies 5 cm nad nadgarstkiem lewej reki. o zadnym zwichnieciu lekarz nie mowil. mam gips na samo przedramie, bez lokcia.

a doszlo do tego tak ze niefortunnie przyjalem kopniecie



Temat: Oliver Allen
Niestety Valentino ale chyba masz rację masz rację. Sportowe Fakty piszą, iż stwierdzono prawdopodobieństwo złamania kości łódeczkowej przedramienia :(



Temat: Kącik REKREANTA II :P <Koński z lekką nutką towarzyskiego
Escapade a jak poznaje! Mam taki sam

Gopi można wiedziec ile dałas?

Lovekonik jak chrupło to czasem nie złamałas...? Mnie jak chrupło to odprysk podstawy kości przedramienia przy nadgarstku miałąm....



Temat: 1
Witam,
zgadzam się z tym co już niejedna osoba napisała - złamanie kości łódeczkowatej to nie jest błacha sprawa.

U mnie wszystko zaczęło się 3,5 roku temu - Korbielów, nocna jazda na desce, upadek jakich wiele, strzeliło, pobolało przez 3-4 dni i przestało. Zbagatelizowałem bo nie czułem żeby było coś nie tak.
Odezwało się w okolicach marca-kwietnia tego roku. Siłownia i ścianka sprawiły że ból powrócił. RTG, USG i tomografia potwierdziły najgorsze: stan po złamaniu kości łódeczkowatej bez zrostu, wytworzenie stawu rzekomego i powstanie martwicy jałowej.
Operację miałem 10 czerwca - złączenie kości śrubą Herberta + przeszczepy kostne. Nadgarstek i przedramię w szynę gipsową - początkowo na 6 tygodni. Dla pewności wyczekałem 7 i poszedłem na prześwietlenie. Okazało się że kość się nawet nie zaczęła zrastać!
Oho, w tym momencie zacząłem się martwić. Wypytałem ortopedę co robić a ten radzi na następne 6 tygodni w stabilizator i że się zrośnie. Ja takim optymizmem niestety nie trysnąłem. Wiele osób z Was miało podobne przygody - myślicie że jest szansa że ta kość się zacznie zrastać? Wiem, że jest słabo ukrwiona i ciężko się goi. Ale może jakieś wspomagacze stasować? Ortopeda stwierdził że nic to nie da.

Druga sprawa to rehabilitacja. Wg pani doktor powinienem się już na nią zapisać bo mi się dłoń za bardzo zastanie. No ale czy jest możliwa rehabilitacja nadgarstka w momencie gdy kość jest jeszcze niezrośnięta? Czy ruszanie dłonią teraz nie spowoduje że ta kość się w ogóle nie zrośnie? Przecież po to stosuje się stabilizator/gips żeby nadgarstek unieruchomić. Nie znam się zbytnio na rehabilitacji, być może delikatne ruchy przywracające sprawność dłoni i palcom nie spowodują żadnych nieprawidłowości przy zroście kości łódeczkowatej. Już sam nie wiem.

A co Wy o tym sądzicie?



Temat: Umocnianie , utwardzanie
Trenowanie goleni nie jest takie łatwe jak w przypadku trenowania rąk,dłoni,paliczkow itd.
To jest jak z kobietą.
Musisz wybrać miejsce w którym chcesz z nią kopulować:).
Po 2 musisz mieć odpowiednie zabezpieczenie.Jeżeli kopiesz w coś twardego to załóż ochraniacze albo owiń bandażem.Masz wtedy 90% więcej pewności że się nie pokaleczysz ani nie zedrzesz skóry.
Po 3 jeżeli zaczynasz to nie uderzaj pod ostrym kątem oraz uderzaj jakbyś się bał że możesz uszkodzić twój obiekt kopnięć,uderzeń.Musisz powoli zwiększać siłę do momentu gdy czujesz że ból promieniuje dalej niż miejsce którym uderzasz.Np. gdy uderzasz pięścią w ścianę,deski i takie tam i czujesz bół w przedramieniu,ramieniu to znaczy,że masz jeszcze zbyt słabe kości i należy zmniejszyć siłę.Nie opowiadam bajek.Z mojego doświadczenia wiem że każdy następny taki trening wzmacnia kości i to bardzo.
Trening kości to trudna sprawa.Należy uważać żeby nie uderzyć wrażliwszą częścią kości bo wtedy możesz złamać kość a nie wytrenować.Jeżeli nie doprawisz się kontuzji to kość zregeneruje się twardsza.W moim przypadku z każdym treningiem było lepiej i mogłem mocniej uderzać nie czując bólu.Dlatego 2,3 wartswy bandażu albo dosłownie można się skaleczyć . .Jest naukowo udowodnione że mikrouszkodzenia kości powodują jej regenerację stwarzając kość twardszą.Technika wzmacniania kości jest w wielu sztukach walki np. kung fu,muay thai,karate.Są różne materiały na których można ćwiczyć.Jest nawet specjalny gatunek drzewa który wykorzystują zawodnicy trenujący kung fu.Drzewo jest twarde ale kruche i nie oddaje siły zwrotnej:].
Dobry jest gruby skurzany worek z piaskiem i żwirem.
Mając ochronę na goleń spokojnie można na takim czymś trenować.Pomysł z deseczką też jest dobry,ponieważ kontrolujesz siłę i kąt z jaką działasz na goleń.Może to jest głupie ale skuteczne.Polecam szczególnie trening goleni i pięści.Czarujące są uderzenia z pełną siłą w przeciwnika.I to że nie nabawisz się kontuzji jeżeli będziesz miał twarde kości.



Temat: Historia na złe czasy
Tym razem inicjatywa należała do Lar'raela. Ubrany w lekki pancerz był w stanie poruszyć się jeszcze zanim jego towarzysz, czy którykolwiek z orków choćby pomyśleli o swoich akcjach. Tak też było i tym razem.

Wojownik zwinął się w miejscu, zwinnie wywijając nad głową furkoczącego młyńca mieczem. Ostrze zawyło, mknąc w stronę przeciwnika, lecz ten w ostatniej chwili, cudem dosłownie, uniknął ataku. Zielonoskóry uchylił się zręcznie, natychmiast kontratakując. Gdyby nie to, iż Lar'rael przewidział taki rozwój wypadków, mogło by być z nim w tej chwili krucho. Szczęściem, tarcza była dokładnie w tym miejscu, gdzie powinna być. Uderzenie toporka o drewno hukiem rozeszło się po polance, a srebrny elf w duchu aż skrzywił się, czując solidne uderzenie w przedramię. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż tarczą wszystkich ciosów w taki sposób zebrać się nie da, nie ryzykując złamania kości.

Zanim zaatakował drugi z orków, mag postanowił wykonać swoją część planu. Nie tracąc ani sekundy, ruszył po okręgu, starając się zająć bardziej dogodną pozycję do ciosu, już w biegu przygotowując zaklęcie.

Kolejny, trzeci już w tej walce, pocisk opuścił jego dłonie w chwili, gdy Lar'rael blokował tarczą pierwszy cios. Fala ognia rozeszła się z sykiem i przenikliwym swądem palonych włosów po plecach rannego już orka. Trafiony warknął wściekle, lecz wciaż trzymał się twardo na nogach. Ten czar nie wywarł już na nim tak piorunującego wrażenia, jak na jego martwym kompanie. Zdawało się, iż większą część impetu i żaru przyjęła na siebie zbroja.

Akcja ta nie uszła uwadze ostatniego z orków. Widać było po nim, iż przez chwilę zastanawia się, w czyją stronę skierować swoje ciosy. Ostatecznie jednak instynkt zwyciężył nad rozsądkiem i zamiast uderzyć na maga, zielonoskóry postanowił wspólnie z kompanem wykończyć jednego elfa, a dopiero później zająć się drugim. Topór zafurkotał w powietrzu groźnie, mknąc w stronę Lar'raela, lecz rzec by można, iż na groźbie tylko się tu zakończyło. Cios bowiem nie przedstawiał żadnej większej trudności w jego uniknięciu, co też i wojownik skwapliwie uczynił.

Póki co przewagę, jak widać, posiadała dwójka elfów. Przewaga ta jednak z sekundy na sekundę malała i traciła na impecie, zaś pozostałych towarzyszy, jak nie było, tak wciąż pozostawali nieobecni... zaś otaczający walczących las zadawał się skrywać w sobie jeszcze niejedną tajemnicę, oraz niejedną czekającą na rozlanie kroplę krwi..



Temat: Prośba o nagłośnienie sprawy - morderstwo psa
To nie jest manipulacja.

Czy według Ciebie to jest normalne, jeśli tak to współczuję. Oczywiście każdy ma prawo do swojego zdania:


Na stronie 49 forum pokazane zostały zdjęcia... tylko dla tych o silnych nerwach...
http://www.dogomania.pl/f...t=29280&page=49
Ok. godziny 10:00 Krzyś miał już wyniki sekcji zwłok... nie mógł mówić... chyba każdy byłby w szoku...
W końcu Krzyś napisał Dzisiaj, 12:51
Po pierwsze bo musze o tym napisać- sekcja zwłok nie wyklucza, iż udział w śmierci mają środki gryzobójcze, jest na to według lekarza 1-2% szansy. Dla pewności zleciłem od razu badania farmakologiczne, wyniki będą z około 3 dni. Po tych badanich lekarz ma wykluczyc taka wersje.

Przyczyną śmierci były generalnie obrażenia wewnętrzne, orientacyjny moment zgonu: sroda

Pies został skatowany tępym narzędziem, być może była to łopata, być może inne narzędzia,.

Wylewy widoczne na zdjęciach to nie sprawa rozkładu ciała, tylko skutek wylewów wewnętrznych, Ulv zwracała uwagę, iż Ozziemu leciała krew z mordki w czasie jego przyjmowania w prosektorium. Nie wymieniając zapewne wszystkiego pies ma największe obrażenia oraz złamania: mostku, grzbietu, miednicy, podudzia kończyn, przedramię kości lewej, nie wiem czy to wszystko bo wiecie jaka człowiek ma świadomość jak słucha czegoś takiego.

Przy tak rozległych obrażeniach zapytałem o możliwość wypadku, lekarz raczej wyklucza taką ewentualność, powtarzając, iż pies został skatowany celowo tępym narzędziem.

Wszystkie obrażenia wyglądają na zadane tym samym czasie, czyli typowa egzekucja a nie powolne wykańczanie.

Teraz chyba najgorsze!

Ozzy przeżył tę egzekucję, według lekarza żył jeszcze kilka godzin. Chyba zdajemy sobie sprawę jak cierpiał przy takich obrażeniach (fuuuuckkkk). Widac ze psiak chciał dalej żyć nawet po takiej katordze, umarl kilka godzin później najprawdopodobniej na wskutek wylewów, być może został dobity, a być może poddał się jak zobaczył worek i kopany grob, albo co jeszcze gorsze umarł dopiero po zakopaniu.




Temat: Bissel III - Wróżda - Rozprawa
Timotheus Shyest

Przez moment było cicho. Bardzo cicho. Gdzieś tam uganiali się ludzie. Otwarte usta sugerowały, że mówią, albo wręcz krzyczą. Z ich ust nie wydobywał się jednak żaden dźwięk i mag przez jedną chwilę był przekonany, że ogłuchł na dobre.

A wtedy dźwięki powróciły do niego w jednej chwili. Głównie okrzyki i jęki umierających na polanie ludzi. Niektórzy darli się wniebogłosy, inni jedynie cicho oddawali ducha. A żywi uwijali się między nimi, wyraźnie nie wiedząc, co mają robić. Krew była wszędzie, podobnie jak czarne od sadzy odłamki ołtarza. Kilka kroków od siebie uczony widział coś, co wyglądało podejrzanie jak urwane ludzkie przedramię.

Brakowało wampira, co sugerowało, że ładunek podziałał. Widząc jednak rozmiar zniszczeń, Timotheus nie do końca był pewien, czy na pewno było warto. Pierwszy raz przyszło mu to na myśl, kiedy natknął się na właściciela urwanej ręki. Mężczyzna wył, kurczowo trzymając się za kikut. Łzy wyżłobiły smugi w jego uwalanej sadzą twarzy. Na ziemi leżało jeszcze kilka szczątków, stanowiąc dowód na to, że jednak mogło być gorzej. Spod jednego z przewróconych monolitów wystawała w połowie zmiażdżona ludzka głowa. Jej ocalałe oko mierzyło prosto w maga, który nie mógł oprzeć się wrażeniu, że trup spogląda na niego z wyrzutem.

- I tak padłbyś ofiarą wampira - mruknął mag, ruszając w stronę ołtarza. Zwycięstwo, niech to szlag...

Największym zaskoczeniem był jednak widok Maniego. Eksplozja była na tyle silna, że z cyrulika powinny pozostać jedynie przypieczone kawałki ciała. Przecież stał praktycznie w samym centrum! Mimo to jednak, wbrew wszelkim przewidywaniom, mężczyzna żył i najwyraźniej nie brakowało mu żadnej istotnej części ciała. Być może było na to racjonalne wytłumaczenie, ale w tym momencie mag nie potrafił myśleć o tym inaczej, niż jak o cudzie. A przynajmniej niesamowitym łucie szczęścia...

Timotheus podszedł do niego i pomógł mu wstać. Przynajmniej tyle był mu winny za to, że przed chwilą o mały włos go nie wysadził. I miał dzięki temu dokładnie obejrzeć Maniego. Ani jednej złamanej kości. Jedynie kilka niegroźnych zadrapań.

- Gratulacje. Jesteś bohaterem - powiedział uczony - I do tego żywym.

Powlókł raz jeszcze okiem po pobojowisku. Tyle trupów... Ale przynajmniej ta ofiara nie poszła na marne. Wampir został praktycznie wyeliminowany. Pozostała jeszcze formalność - szturm na Wodge i przebicie jego serca kołkiem, nim powstanie znowu.

- Szybko! Dajcie tu wody! Wielebny żyw jest! Jeszcze dycha! - ktoś krzyczał. Mag pobiegł w tamtym kierunku. Niedobrze będzie, jeśli Wielebny teraz zginie. Co jak co, ale to jemu udało się zwołać tych wszystkich rycerzy i nakłonić ich do ataku na Wodge.



Temat: 1
no ja mam dobre informacje (chyba jako jeden z niewielu na tym forum)

byłem wczoraj w szczecinie u chirurga, zrobił zdjęcie, obejrzał i zaskoczony powiedział, że jest bardzo ładny zrost (wcześniej mówił o 2-3 miesiącach gipsu), i że mogę już ściągnąć tę szynę (7 tygodni po operacji) ale dopiero w domu, żebym jeszcze w pociągu miał na sobie. na rękę mam uważać, jak idę na uczelnię to obwinąć bandażem elastycznym ("bardziej dla przypomnienia żeby uważać niż dla ochrony przed ponownym złamaniem"), nie dźwigać nic itd.
właśnie ściągnąłem gips, umyłem porządnie rękę bo lekko prześmierdła, chudy nadgarstek jest jak patyk, no i na razie nie mogę wyginać zbytnio, ale ściskać palce w pięść bez problemu, wziąć coś niezbyt ciężkiego w dłoń też mogę, nic nie boli, także jestem dobrej myśli.

lekarz nie wysyła mnie na rehabilitację, powiedział, że wystarczy jak sam w domu lekko rozruszam, na początek w ciepłej wodzie (słyszałem, że z dodatkiem soli jakiejś specjalnej). jak to z czasem będzie, też będę pisał na forum.

dodam jeszcze jedną sprawę: ja nie pieściłem się zbytnio z tą ręką, pisałem na wykładach, ćwiczeniach i kolokwiach (było ciężko no ale jak się nie ma wyboru to trzeba), kroiłem chleb, trzymałem słuchawkę od prysznica itp., a wiadomo, że jak się używa ręki to jest lepiej ukrwiona. dodatkowo zastosowałem w pewnym stopniu dietę na lepszy wzrost/zrost kości jaką znalazłem w internecie (jak ktoś chce prześlę mu pliki tekstowe z tym dietami). może się mylę, ale uważam, że dzięki tym dwóm faktom nastąpił stosunkowo szybki zrost (szybszy niż zakładano).

co do owłosienia, to ja się cieszę, że pod gipsem tak szybko odrosło, bo wygolili mi całkowicie pół przedramienia, a na drugiej połowie ręki włosów miałem dalej dość dużo.
na następną wizytę (kontrolę) mam się zgłosić 12.02.2008, także za 2 miesiące.

poniżej zamieszczam zdjęcia RTG (1.przed operacją, 2.zaraz po operacji, 3.z wczoraj, 7 tyg po operacji):
1. http://imajr.com/Original.aspx?Id=przed-operacj-1317690
2. http://imajr.com/Original.aspx?Id=zaraz-po-operacji-1317691
3. http://imajr.com/Original.aspx?Id=7-tygodni-po-operacji-1317692

jakość taka a nie inna, bo aparat mam na stancji, a to są skany.



Temat: Körperteile - części ciała
der Kopf - głowa
der Schädel - czaszka
das Gehirn - mózg
das Gesicht - twarz, buzia
das Haar - włosy
die Stirn - czoło
das Ohr - ucho
das Auge - oko
die Nase - nos
die Backe, die Wange - policzek
der Mund - usta
die Lippe - warga
die Zunge - język
die Zähne - zęby
Zahnfleisch - dziąsło
der Rachen - gardło
der Kehlkopf - krtań
das Kinn - broda
der Hals - szyja
der Nacken - kark
der Kiefer - szczęka, żuchwa
die Speiseröhre - przełyk
die Luftröhre - tchawica

der Hals - szyja
der Arm - ramię
das Schlüsselbein - obojczyk
der Bizeps - biceps
der Ellbogen - łokieć
der Unterarm - przedramię
die Hand - ręka, dłoń
das Handgelenk - nadgarstek
der Finger - palec u ręki
der Nagel - paznokieć

der Daumen - kciuk
der Zeigefinger - palec wskazujący
der Mittelfinger - palec środkowy

die Wirbelsäule - kręgosłup
die Brust - klatka piersiowa
der Brustkorb - klatka piersiowa
der Busen - piersi
das Herz - serce
die Lunge - płuca
die Ri8ppen - żebra
der Rücken - plecy
der Bauch - brzuch
der Nabel - pępek
der Magen - żołądek
die Niere - nerka
die Leber - wątroba
der Darm - jelito
der Blinddarm - wyrostek robaczkowy
die Milz - śledziona
das Zwerchfell - przepona

das Becken - miednica
die Hüfte - biodro
das Bein - noga
der Oberschenkel - udo
das Knie - kolano
die Kniescheibe - rzepka
das Schienbein - piszczel
die Wade- łydka
der Knöchel - kostka
die Ferse - pięta
der Fuß - stopa
der Zeh - palec u nogi

der Knochen - kość
der Muskel - mięsień
die Sehne - ścięgno

das Knochenmark – szpik kostny
das Rückenmark – rdzeń kręgowy

das Gelenk – staw
das Sprunggelenk – staw skokowy
das Kniegelenk – staw kolanowy

die roten Blutkörperchen – czerwone ciałka krwi
die weißen Blutkörperchen – białe ciałka krwi

Mein Handgelenk ist verstaucht - mój nadgarstek jest skręcony
Mein Fuß ist gebrochen - moja noga jest złamana



Temat: Szpital zapłaci za błąd lekarski
Dożywotnią rentę w wysokości tysiąca złotych i 200 tysięcy odszkodowania ma zapłacić Szpital Wojewódzki w Gdańsku rodzicom siedmioletniej dziewczynki. Przez ewidentny błąd lekarzy dziecko ma niepełnosprawną rękę

Gdy 9 grudnia 2002 roku 4,5-letnia wówczas Kasia (imię dziecka zmieniliśmy na prośbę rodziców - red.) podczas zabawy przewróciła się i złamała lewą rękę, trafiła na oddział chirurgii dziecięcej gdańskiego Szpitala Wojewódzkiego.

- Po zakończeniu operacji lekarz powiedział, że córka ma złamaną kość przedramienia z przemieszczeniem, ale że kość została zdrutowana, a ręka usztywniona opatrunkiem gipsowym. Mówił, że za dwa dni córka wróci do domu. Następnego dnia zauważyłam jednak, że ręka córki jest sina i zimna. Zwróciłam na to uwagę lekarzowi, ale on odpowiedział, że tak musi być - wspomina pani Iwona.

Wieczorem do szpitala przyjechał ojciec dziewczynki. - Zrobiłem ostrą awanturę i dopiero wtedy inna pani doktor stwierdziła, że trzeba nieco poluzować gips i rozcięła go z dwóch końców - opowiada pan Wojciech. - Zapewniali, że wszystko będzie dobrze. Niestety, dobrze już nie było.

Po trzech dniach od wypadku rodzice dowiedzieli się, że doszło do niedokrwienia kończyny (tzw. zespołu Volkmanna), bo opatrunek gipsowy za bardzo uciskał. - Ale o tym dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, bo lekarze nie raczyli nas poinformować. Pewnie bali się przyznać do błędu. Dla mnie jest jasne, że gdyby nie ostra reakcja męża, to najprawdopodobniej doszłoby do martwicy i rękę trzeba byłoby amputować! - denerwuje się matka.

Kasia spędziła w szpitalu prawie trzy miesiące - przeszła szereg bolesnych zabiegów chirurgicznych i rehabilitacyjnych. Ręka nie jest jednak sprawna - dziewczynka nie może wyprostować palców, ma słabe czucie, wystąpiły przykurcze. Poza tym kończyna jest zniekształcona - krótsza, bo rośnie wolniej od prawej, i pokryta bliznami.

Rodzice Kasi postanowili wytoczyć szpitalowi proces, po namowie sąsiadki. - Znalazła w internecie adres stowarzyszenia pomagającego osobom poszkodowanym przez lekarzy. Tam skontaktowano nas z prawnikiem - dodaje pan Wojciech. - W pozwie do sądu wystąpiliśmy o zapłatę 200 tys. zł oraz dożywotnią rentę w wysokości 1 tys. zł - żona zrezygnowała z pracy, bo musi opiekować się córką i chodzić z nią na rehabilitację.

Proces cywilny przez Sądem Wojewódzkim w Gdańsku ruszył we wrześniu 2003 roku i zakończył się w ub. tygodniu. Sąd w całości przyznał rację rodzicom, uznając, że "doszło do niezachowania należytej staranności i ostrożności". Wyrok nie jest prawomocny.

- Nikt już nie zwróci dziecku zdrowia, ale będziemy przynajmniej mieć pieniądze na rehabilitację oraz operacje plastyczne zeszpeconej ręki - dodaje pani Iwona. - Wiem, że dyrekcja szpitala może się odwołać, ale liczę, że zaoszczędzą nam kolejnych lat biegania po sądach. My już przez nich dość się w życiu nacierpieliśmy.



Temat: Zginela dziewczyna 16lat


W Sobote autobus lini 191 zjezdzajac Belwederska w dol najpierw skosil dwa
drzewa, zlamal sie w pol a potem rozjechal 16 letnia dziewczyne. Juz nawet
na chodnikach za drzewami trzeba uwazac.
:)Maciek


Pragnal bym jednak poprawic kolegeza superekspresem
------------------ ciach -------------------------------------

Dlaczego nie hamował?

Jedna osoba zginęła, a sześć zostało rannych w wypadku autobusu linii 195 na
ulicy
Belwederskiej

Autobus linii 195 uderzył w trzy drzewa, odbił się od nich, ściął latarnię i
zatrzymał się przy ambasadzie Rosji przy
Belwederskiej. 19-letnia dziewczyna, którą siła uderzenia wyrzuciła z wozu,
zginęła. Sześć osób zostało rannych.
Na razie nie wiadomo, co było przyczyną wypadku.

Do tragedii doszło w sobotę o 16.55. Jadący w kierunku Ursynowa Ikarus
zjeżdżał w dół Belwederską. Nagle tyłem
przegubowca zarzuciło. Wóz uderzył w trzy drzewa, odbił się od nich i wjechał
na latarnię. Kierowcy udało się
opanować wóz - wjechał na chodnik po stronie ambasady Rosji i zatrzymał się.
Wyszedł i krzyczał: - Co ja
zrobiłem!
Na miejscu wypadku byliśmy jeszcze przed karetkami pogotowia.
Belwederska zasłana gałęziami zmiażdżonych drzew, resztkami latarni, szkłem z
rozbitych szyb. Pasażerowie w
szoku.

Stukający autobus

- Wsiadłem przy Wolumenie - mówi Marek Mikina. - Czułem, że z tym wozem jest
coś nie tak. Stukało w nim, a od
Krakowskiego Przedmieścia nie zamykały się tylne drzwi. Na Belwederskiej
autobus pędził 80 km na godzinę.
Pomyślałem: - Dlaczego on nie hamuje? Wtedy usłyszałem huk i straciłem
przytomność.
- Jechał za szybko - mówi inny pasażer, który wyszedł z wypadku bez szwanku,
bo siedział z przodu. - Gdy
zaczęło rzucać, padłem na podłogę i marzyłem tylko o tym, by ten wóz wreszcie
się zatrzymał.
- Podbiegłem do kierowcy i pytam, co się stało - relacjonuje Marek Mikina. -
Powtarzał tylko: hamulce, hamulce,
hamulce...
Życiu rannych nic nie grozi

Dwóch pasażerów wysiadło z autobusu o własnych siłach. Po twarzach leciała im
krew. Przeszli kilka kroków i padli
na ziemię. Obok chłopak ściskał dziewczynę. Płakali i szybko odbiegli od
autobusu, którym jechali.
Rannych przewieziono do szpitali na Solcu, Goszczyńskiego i Stępińskiej
42-letni Andrzej Jędrzejewski leży na Solcu. Ma złamaną kość przedramienia,
uraz klatki piersiowej i głowy.
Wczoraj przeszedł operację. Lekarz dyżurny oddziału ortopedii powiedział nam,
że choć stan zdrowia pacjenta jest
ciężki, jednak nie zagraża życiu. Inne osoby doznały ogólnych potłuczeń -
Marek Mikina ma stłuczoną wargę i
głowę. Jego kolega, który znalazł się na tej samej sali, już opuścił szpital.

Kierowca trzeźwy, ale za szybki

- Winny jest kierowca - twierdzi oficer dyżurny drogówki. - Przekroczył
dozwoloną prędkość.
Na tym odcinku Belwederskiej jest ona ograniczona do 50 km na godzinę.
39-letni szofer był trzeźwy. Dyżurny
Miejskich Zakładów Autobusowych odmówił nam jakichkolwiek informacji. Inny
pracownik stwierdził tylko, że wóz
był sprawny.
W pechowym Ikarusie jechało kilkunastu podróżnych. Aż do placu na Rozdrożu
wóz był nabity. Tam na szczęście
wysiadła większość pasażerów.
Do wczoraj nie udało się ustalić, kim była dziewczyna, która zginęła w
autobusie.

SŁAWOMIR ŚLUBOWSKI





Temat: Herbaciana Gildia
Półorczy bracia Shump i Thump skoczyli z furią między przeciwników. Pierwszy zaatakował krępego krasnoluda z zaplataną brodą. Brodacz już zamierzył się na Shumpa swoim młotem, gdy nagle silny cios ostrzem podwójnego topora zgruchotał mu kolano i powalił na ziemię. Wojownik został błyskawicznie zdekapitowany drugim ostrzem i zakończył żywot, nie zadawszy w tej walce nawet jednego celnego ciosu. <br />Thump rozkręcił nad głową swoją ciężką, żelazną kulę i pchnął nią w nadbiegającego elfa z bardzo długim, jednoręcznym mieczem. Twarz szpiczastouchego została zmasakrowana potężnym uderzeniem – kula wgniotła nos w głąb czaszki, złamała kości policzkowe i zmiażdżyła trzewioczaszkę. Makabrycznie okaleczony trup odleciał do tyłu na pół metra, odrzucony piorunująco silnym ciosem. Potem kula poleciała w stronę innego elfa, który jednak zręcznym uskokiem uniknął potężnego uderzenia w pierś. Thump zakręcił kulą nad głową i niespodziewanie skoczył w stronę wroga, oplątując mu nogi krótkim, mocnym łańcuchem. Elf upadł na twarz. Shump zaszedł go od tyłu i rozbił mu potylicę toporem. Potem jednocześnie rzucili się na gnoma w szarej szacie, który gotował się do rzucenia zaklęcia. Magiczne iskry już leciały z jego ręki, gdy obaj półorczy bracia roznieśli go na strzępy straszliwymi ciosami. <br />Tymczasem Herr Bata zaszedł z tyłu olbrzymiego, przygarbionego osiłka z wielkim mieczem i elegancko wbił mu szablę w bok, prosto w nerkę. Olbrzym krzyknął, Herr Bata podskoczył i wsadził mu klingę w miękkie ciało między dwiema kośćmi w potylicy. Gigant bez ducha osunął się na ziemię. Nagle do niziołka podszedł niewysoki człowieczek z rapierem w jednej ręce i z lewakiem w drugiej. Nastąpiła krótka, szybka wymiana ciosów. Herr Bata bez trudu parował prędkie uderzenia swoją lekką, poręczną bronią. W końcu oddalił się od przeciwnika na odległość dwóch kroków i gdy ten na chwilę opuścił broń, rzucił w niego swoją szablą. Oręż, przymocowany długim, ukrytym łańcuszkiem do solidnej bransolety na przedramieniu poleciał prosto do celu. Łańcuszek owinął się mocno wokół szyi szermierza, a ostrze rozcięło mu tętnicę. <br />- „Wykrwawił się, nim zdążył się udusić. Cóż za ironia losu” – pomyślał Herr Bata. <br />Niespodziewanie, w kierunku niziołka poleciała długa strzała. Herr Bata z trudem jej uniknął; świsnęła mu tuż koło ucha. Strzelec był naprawdę dobry. Niziołek położył się płasko w lekkim zagłębieniu i już czekał na następną strzałę, gdy nagle coś z łoskotem uderzyło o ziemię. Herr Bata wstał. To elf z łukiem spadł z drzewa, ugodzony celnym bełtem Dencha. Niziołek podszedł i kopnął uszatego kilka razy w brzuch, aż ten przestał się rzucać. Tak zginął ostatni z napastników. Herbaciarze zebrali się przed karczmą.. <br />- Gratuluję, panowie. To była wspaniała walka. <br />- Szefie, czy... – zaczął Alastor. <br />- Przykro mi, bracie, nie mam czasu. Ruszam na kilka dni na północ. Radźcie sobie beze mnie. Nie wplątywać się w nic większego, ot, wystarczą drobne włamania, czy naprawdę ciche morderstwa. I nie zapomnijcie posprzątać trupów. Żegnam. <br />Herbaciarze patrzyli w stanie skrajnego zdumienia, jak Herr Bata, powłócząc nogą i wspierając się na lasce, odchodzi boczną uliczką w kierunku północnym.



Temat: 1

chirurg coś tam gderał że jestem w gronie tych którzy mają największe szanse na powrót do pełni sprawności (młody wiek, stosunkowo szybkie wyjęcie ręki z gipsu).Ile czasu po operacji miałeś rękę 'w gorszym stanie' niż przed? Tzn. chodzi mi o to, ile czasu miałeś gips, a ile potrzebowałeś na rozruszanie jej do stanu takiego jak ze złamaną łódeczką?


jestem po operacji już pół roku (jak ten czas leci, a pamiętam jeszcze jak mi tą śrubę montowali - nie do końca mnie wtedy znieczulili i było z deka nieprzyjemnie
Heh, to ja nie pamiętam jak mi rękę łamali, rozkuwali i skręcali, bo anestezjologa poprosiłem o sedację (chyba nie pomyliłem nazwy) - chodziło o to, by dał mi coś smacznego na sen (albo odwrotnie - coś na smaczny sen ;) ). Nie żałuję, bo przed zaśnięciem pozostawały mi jeszcze resztki czucia w strefie operacyjnej (na skórze, a co głębiej, to diabli wiedzą) - jakieś śladowe ilości - na oko 10-20% czucia miejscami nawet miałem. Gdy spałem, to nawet jak zabolało, to na tyle mało, bym się nie obudził ;) Obudziłem się jak odpinali ode mnie elektrody i od razu chciałem wstawać, iść na salę :)
Podobno ortopedzi/chirurdzy podczas operacji klną tak, że żaden szwc by się nie powstydził ;) zwłaszcza jak coś idzie nie po ich myśli. Słuchawek i głośnej muzy na blok operacyjny nie mogłem zabrać, więc jedyną szansą na spokój duszy był sen.

Ile trwała taka operacja śrubowania łódeczki?
Jak Cię znieczulali? Co czułeś w ramach niecałkowitego znieczulenia? Jak byś opisał to uczucie? Ból rwący, kłujący, ćmiący...? Czułeś cięcie skóry, czy tylko wiercenie, wkręcanie śruby?


przed operacją nie mogłem robić pompek/chodzić na rękach (czyli odgiąć nadgarstka do kąt 90 stopni) ze względu na ból.
teraz nie mogę tego zrobić ze względu na jakieś zesztywnienie


Ale ze złamaną kością nie mogłeś odgiąć nadgarstka tylko tak jak do pompek, czy w przeciwną stronę również? U mnie nie ma mowy o robieniu pompek, bo ból (dość silny) odczuwam nawet przy próbie domknięcia drzwi otwartą dłonią, czy przy obsłudze zszywacza biurowego. Nauczyłem się jakoś unikać czynności wymagających takiego odgięcia nadgarstka, więc na codzień bólu raczej nie odczuwam, ale nie wszystko mogę robić (albo robię inaczej niż wcześniej - np. pompki mogę zrobić na kostkach/pięściach, tak samo domykam drzwi, choć głupio to wygląda)


ostatnio skończyłem serię 10 zabiegów ultradźwiękami na poprawę zrostu tkanki kostnej.
zobaczymy czy dało wymierne efekty.

Mi przepisali tylko pole EM (chyba magnetronic - o ile pamiętam) na przedramię, ale opinie o tym zabiegu są mieszane - jedni mówią, że przyspiesza zrost, a inni że jest neutralny. O ultradźwiękach wtedy nie słyszałem. Jak one się mają do pola EM?


a na blizny coś robicie?
smarujecie/masujecie?

'Nieśmiertelny' Contractubex :) - słyszałem o jeszcze jakimś specyfiku (nie znam nazwy), ale nie stosowałem nigdzie poza twarzą. Nie wiem czy cokolwiek daje...



Temat: Zjednoczone Królestwo Gildyjskie (Gildia, Amn, Cymbria)
Gildia; Prowincja Centralna; Turniej w Helisan

- Uważaj panie na udo i nie nadwyrężaj lewej nogi. Opatrunek może nie wytrzymać zbyt dużych obciążeń a rana nie jest w pełni zagojona - mówił medyk. - Tak samo z lewą ręką. Tarczę mocno przywiążemy do przedramienia aby nie obciążać złamanych kości śródręcza.
- Dobrze. To powinno wystarczyć - Nabu Nezzar skinął głową. Odwrócił się w stronę sług - Przynieście mi zbroję! Nie wyjdę przecież do walki w koszuli!
Po chwili do komnaty wbiegł dość barczysty mężczyzna. Przyniósł błyszczącą, zdobioną złoceniami loricę segmentatę.
- Obawiam się, że w tym stanie nie bedę mógł sam tego włożyć - król znacząco spojrzał na podwładnego.

Gdzieś w oddali uderzył piorun.
Lato się skończyło a zima była coraz bliżej. W północno-wschodnich rejonach Nerrackis pora roku zwana jesienią gościła bardzo rzadko, a nawet gdy się zjawiła przemijała szybko i nieoczekiwanie. Tym razem, tak jak i rok wcześniej pierwsze mrozy przyszły niespodziewanie szybko. Towarzyszył im ulewny, zimny deszcz.
Jednak spragniony wrażeń tłum wypełniał trybuny wokół głównej areny turnieju. Wielu ludzi znajdowało się także na pobliskich drzewach. Jak widać ludziom nie przeszkadzała paskudna, jesienno-zimowa aura. Zresztą ćwierćfinały czwartego Wielkego Turnieju Rycerskiego warte były wysiłku, niewygody i wszelkich innych wyrzeczeń. Lud spragniony był rozrywki najwyżeszj klasy. I tak też miało być.
Piorun uderzył ponownie.
Do areny, wśród dzikiego wrzasku publiczności zbliżał się, lekko kulejąc, wysoki mężczyzna. Przed deszczem skrywał się pod płaszczem z kapturem, toteż dla laika mógł być anonimową postacią. Jednak wśród widzów nie było laików, nie było kogoś, kto mógł nie wiedzieć, że to sam gildyjski władca Nabu Nezzar kroczy, by zmierzyć się z przeciwnikiem, Maxem Wernerem. Dwaj wielcy, znani na całym Nerrackis wojownicy i rywale mieli zetrzeć się w śmiertelnym tańcu nienawiści i przemocy.
Nabu Nezzar szedł powoli. W lewej ręce dzierzył scutum - charakterystyczną, prostokątną gildyjską tarczę z wizerunkiem złotego gryfa na czarnym tle. W prawej trzymał niewielki, metrowej długości miecz zwany spatha. Gdzieniegdzie, pośród brązowego materiału jakim okryty był władca, można było dojrzeć srebrne błyski segmentowej zbroi.
Gildyjski król nie zwracał uwagi na otaczaący go, wrzeszczący tłum. Nie zwracał również uwagi na powtarzające się cyklicznie potężne, rozdzierające brunatne niebo, uderzenia pioruna. Myślał tylko o walce, o swym legendarnym rywalu. Przypominał sobie Niespokojne Czasy gdy po raz pierwszy zetknął się z owianym złą sławą barbarzyńcą. Rozpamiętywał ich pierwsze, i jak na razie jedyne starcie, gdy Max Werner wraz z kompanią złożyli mu "wizytę" na zamku, psując szyki i uwalniając Ren-Jina, drugiego z wielkich wrogów. Nabu Nezzar pamiętał też chwilę gdy potężny młot bojowy berserkera wylądował na jego twarzy łamiąc kości i zalewając ją krwią. Miał też przed oczami sytuację gdy strzała wypuszczona z łuku gildyjczyka wbiła się w plecy barbarzyńcy zza Muru, gdy ten uciekał wraz z uwolnionym Ren-Jinem. Później, jeszcze kilkakrotnie ich drogi krzyżowąły się, jednak nigdy już nie stanęli twarzą w twarz.
A potem Werner umarł. Przynajmniej tak głosiły oficjalne źródła. Jednak okazało się to jedną, wielką mistyfikacją. Barbarzyńca żył i wszystko wskazywało na to, że trzymał się bardzo dobrze.
Bez wątpienia, z Wernerem należało się liczyć albowiem przemawiała za nim wielka siła, umiejętności i doświadczenie.
Szacunek tak, ale nie strach. Ale to właśnie strach opanował wnętrze Nezzara gdy dowiedział się, że Max powrócił. Powrócił i pragnie go zabić.
Nabu był świetnym wojownikiem, bardzo pewnym siebie ale musiał przyznać w myślach, że przed kilkoma dniami pewność go opuściła ustępując miejsca zwątpieniu. Walczył z tym bijąc się z myślami. On, wzbudzający trwogę w całym Nerrackis miałby się bać jakiegoś barbarzyńcy?! On, który pokonał Ren-Jina miałby czuć lęk?! Nie. Nie mogło być miejsca na strach. Nie dzisiaj, nie przed Wernerem. Strach jest uczuciem ludzi słabych, a Nezzar był silny. Wystarczająco silny by pokonać i zabić Wernera...

Lord Vincent de Arbatesque, przywódca Szponu, zasiadał w loży honorowej, na trybunie głównej. Obok niego tkwił, jak zwykle milczący, Werbo Martellus, dowódca Gwardii Pretoriańskiej. Martellus ponurym wzrokiem rozglądał się po trybunach.
- Szukasz czegoś, panie? - zagaił Szpon, nachylając się w jego stronę.
- Hmm... - legat podrapał się po siwej brodzie - Nie mogę dojrzeć twoich ludzi lordzie.
- To raczej dobrze o nich świadczy - odparł lord i uśmiechnął się. - Zapewniam cię, że snajperzy mają na oku arenę. Ujawnią się jeśli tylko będzie zagrożone życie króla.
- Dobrze, bardzo dobrze - Martellus skinął głową. - Musisz wiedzieć, że arbiter też jest nasz. To mój najlepszy Pretorianin. Nie może wydarzyć się nic nieprzewidzianego.
- Wiem o tym. Zwycięży Gildia. Jak zwykle.
Kolejny błysk rozświetlił pochmurne niebo. Deszcz nie ustawał.



Temat: Odcinek 6x17 - 10:00 pm - 11:00 pm
[quote=&quot;joasui &quot;]
Tak chcę tylko powiedzieć, że jednego nie kumam - dlaczego wszyscy (no dobra, niektórzy ) tak narzekają na Jacka akcję w pojedynkę? Jak Bauer wykańczał Drazenów, też Wam się to nie podobało? A ludzie twierdzą, że to ja się czepiam. Wkurzony Bauer (wkurzony chyba po tym tekście o rozwalaniu centrum) to najskuteczniejsza broń CTU, jaką ta firma kiedykolwiek miała
[/quote]

Też nie dokońca rozumiem te narzekania. Mimo wszystko trzeba przyznać, że akcje serwowane przez twórców są jak na standardy fikcji telewizyjnej - bardzo realistyczne i prawdopodobne. Co prawda Bauer wykańcza 5 terrorsytów w kilka sekund, ale nie dlatego, że ma wpisane w role boskie umiejętności. Wszystko jak dla mnie w granicach zdrowego rozsądku. Może tylko przeciwnicy są rażąco nieskuteczni    Ale po to sie '24' ogląda żeby te akcje oglądać i z biciem serca czekać na następny odcinek. A co do sceny często na forum krytykowanej - nazwijmy ją 'wieszaniem Fayeda' - to jest ona lekko przesadzona i tekst w sumie trochę oklepany. Myślę, że dlatego niektórzy ją przekreślają. Bo w końcu realizmu w niej nie brakuje.

[quote=&quot;tukcio &quot;]
wiem, wiem, że Jack jest nadczłowiekiem, bo nie raz już mieliśmy okazję tego doświadczyć, ale kurde...coś przesadzili w tym odcinku...ile można jechać zwisając u podwozia samochodu?
[/quote]

Wydaje mi się, że Jack się na czymś opierał nogami. Zresztą i tak za długo nie jechał pod śmieciarką. W końcu w '24' wszędzie można się dostać najdalej w 10 minut. Nawet na otwarty ocean

[quote=&quot;tukcio &quot;]
Zresztą nie rozumiem, dlaczego Fayed dostał metalowym kluczem w przedramię i nic- a powinien mieć złamane kości a Jack dostał z pięści i nie mógł ustać na nogach...
[/quote]

Fayed - takie znowu nic to to nie było... Podczas stresujących sytuacji w organiźmie wydziela się adrenalina, która działa jak znieczujenie plus dopalacz (zwiększa siłę), zatem jak dla mnie nic w tym dziwnego nie ma. Człowiek mógłby dostać takim kluczem i jeszcze pare minut nie poczuć, że mu rękę urwało...
A Jack miał przecież połamane żebra. A to jedna z najboleśniejszych kontuzji. Jak dla mnie to raczej dziwne, że przytomności nie stracił. Ale to w końcu Jack 'T-1000' Bauer więc takie żeczy nas nie dziwią. W każdym razie wszystko w granicach zdrowego rozsądku.

[quote=&quot;tukcio &quot;]
Kolejna rzecz, której nie mogę znieść w 24 i w ogromnej masie amerykańskich produkcji to nierealność rozmów cudzoziemców...Co z tego, że aktorzy mówią pięknym akcentem arabskim lub rosyjskim, ale mówię perfekcyjnie gramatycznie, używają utartych zwrotów językowych, a przecież tak nie mówią osoby, które nawet bardzo długo mieszkają w kraju anglojęzycznym a są obcokrajowcami...Zresztą, czy jakbyście byli za granicą w grupie polaków, to w jakim języki byście rozmawiali? No oczywiście, że w polskim...Ale w 24 Arabowie, Rosjanie i inni mówią do siebie po angielsku- bardzo rzadko zdarza się, żeby komunikowali się w rodowitym języku...
[/quote]

Amerykanie bardzo nie lubią czytać napisów i często tylko z tego powodu wyłączają program. Dla nas europejskich widzów przyzwyczajonych do tego, że w kinach większość filmów leci z napisami może się to wydawać dziwne. Dla nich wręcz odwrotnie. Między innymi dlatego twórcy wolą ograniczać w scenariuszu ilość tekstu 'non-english'.

[quote=&quot;Braen &quot;]
Artykuł zamieściłam w odpowiednim dziale - 24 godziny z planu (sezon 6) - bardzo ciekawy zresztą, temat z EW z Kieferem i z łysą Britney na okładce
[/quote]

Dziękuję. Jakoś przeoczyłam. Przy okazji ukłon w Twoją stronę, że nie wrzucasz materiału byle jak, byle był. Forma to podsawa i okazanie szacunku innym użytkownikom za co serdeczne dzięki.

[quote=&quot;Braen &quot;]
A releasy są w wiadomym dziale na Insiderze. Radzę nie wchodzić, jeśli nie czytasz spoilerów.
[/quote]

Ojjj nie zawsze. Niektórzy userzy na Insiderze mają chyba problem z cztaniem nazw działów. Wyzłośliwiam się teraz, ale czasem trzeba takie małe zrzędzenie urządzić bo się potem znacznie lepiej serial ogląda 



Temat: pytanie


mężczyzna lat ok.45 , przytomy , po spożyciu alkoholu, splątany , znaleziony
w krzakach na ogródkach działkowych z obrażeniami : złamany prawy obojczyk
,złamane żebra 3-7 , 6 w dwóch miejscach , odma płuca prawego ze stłuczneim
tegoż płuca , liczne zadrapania naskórka na klatce piersiowej, RR 90/50 , HR
120 .
Co mu jest? Co robisz ? Co powinno mu się zrobić?


Cos mi w tym opisie nie pasuje. Rozumiem ze jest to obraz sytuacji
jaki przedstawia lekarz z izby przyjec dyzurnemu chirurgowi? Bo jesli
jest to obraz stwierdzony w owych krzakach to mam pare pytan:

Zlamany obojczyk - a skad bez dokladnego badania mam wiedzieec ze
zlamany? Jak gosc mocno zdeformowany (krotsze ramie), jak lekko ubrany
(bo jak w ciezkiej jesionce to duza szansa ze nie widac deformacji) -
moge podejrzewac, nie moge twierdzic. Jesli zas tylko jako objaw mam
niemoznosc ruszania reka - trudno diagnozowac w tych krzakach
dokladnie oobojczyk, gosc jest pewnie polamany albo zwichniety w
okolicach barku - unieruchomic mu lape z tej strony w sposob
elementarny.
Zlamane zebra - a niby skad tak dokladnie wiem ze zlamane i ktore? Bez

zlamany obojczyk - dodatkowo zaciemnia to obraz sytuacji - boli bo
boli, diabli wiedza ktora konkretnie kosc trzasla. Tak wiec zamienmy
to na podejrzenie zlamania co najmniej kilku zeber na podstawie bolu
wystepujacego przy oddychaniu i dotyku.
Odma i sluczenie pluca - o ile w wykrycie odmy na podstawie osluchania
pacjenta (w krzakach???) moge ewentualnie uwierzyc to diagnozowanie
stluczenia pluca jest dziwne. Zamienmy zatem to rozpoznanie na
trudnosci z oddychaniem - uczucie dusznosci, skrocony oddecy - co przy
urazach w obrebie klatki piersiowej i podejrzeniu polamania zeber (byc
moze z chwilowym duzym ich przemieszczeniem w momencie powstawania
urazu) kaze podejrzewac, ale jedynie podejrzewac, uszkodzenie pluca i
wynikajaca z tego odme.
Z danych liczbowych w  tetno uwierze (zegarek sie na ogol ma), w
cisnienie - wybacz ale nie. Jesli jest to pytanie z zakresu
ratownictwa i pomocy przedlekarskiej to teraz, natychmiast, siegnij do
kieszeni, wyjmij i pokaz publicznie ten cisnieniomierz ktory stale po
kieszeniach nosisz. Nie mamy liczbowej wartosi cisnienia - mozemy
jedynie oceniac tetno pod wzgledem predkosci i sily.

Podsumowujac - mamy ciezko pobijanego, zalanego ale kontaktowego
pacjenta nie mogacego poruszac prawa reka (umiejscowienie bolu
wskazuje na uraz w okolicach obojczyka) oraz majacego trudnosci z
oddychaniem - silny bol w okolicach zeber przy oddychaniu i dotyku
kaze podejrzewac polamane zebra, skrocony oddech, uczucie dusznosci i
ewentualne dalsze objawy (szmery w plucach, odglos przy opukiwaniu
klatki - choc polamanej klaty gosciowi raczej bym nie opukiwal,
sadysta nie jestem) kaza pdejrzewac ze mamy uszkodzone pluco z
ewentualna odma.
I teraz miejsce - dzialki, czyli cywilizacja.
Postepowanie - prawa lape, jak pisalem, elementarnie unieruchomic
chocby wsuwajac przedramie miedzy guziki paltocika - ot, zeby sie nie
majtala i nie powodowala bolu i dalszych obrazen w okolicy zlamania.
Delikwenta posadzic na glebie, oprzec o plot czy co sie nadarzy, moze
czyms zabezpieczyc zeby nie zjechal - ulatwi mu to oddychznie. I to
koniec zadan dla ratownika - ani dokladniejszej diagnozy nie postawi
ani wiele wiecej nie pomoze, trzeba wolac pogotowie bo gosc nadaje sie
do szpitala - wymaga poskladania, odpowietrzenia (igly punkcyjnej z
zaworem po kieszeniach, podobnie jak cisnieniomierza, raczej sie nie
nosi...), podania tlenu, byc moze wiekszej interwencji chirurgicznej
w ten uraz pluca...





Temat: Wbrew Regułom
Alderon złapał pochodnię wiszącą przy najbliższej ze ścian i mało brakowałoby, a pomiędzy ostrzem, a ciałem Cohena pojawiłby się jeszcze jeden - o wiele większy - problem w postaci żarzącego się balu. W porę jednak na szczęście zorientował się towarzysz Cohena w sytuacji i biegiem rzucił się do basenu z krwią aby zagasić żar.
Wtenczas Paladyn miał chwilę czasu by posiłować się z żądnym krwi ostrzem gilotyny. To na chwilę stanęło, przestając nawet klikać opętańczo, a gdy już Paladyn miał cieszyć się viktorią to nagle opadło. Na całe szczęście zaraz zorientował się Cohen w swojej sytuacji i zatrzymał pędzące żelazo na co najwyżej centymetr poniżej poprzedniego ustawienia. Na całe szczęście gilotyna dążyła póki co jedynie do zrównania się obu stron toteż jedyne co się zmieniło to fakt, że odrobina żelaza wyszła z ciała Cohena by nieco bardziej poranić bardziej przesunięte na prawo fragment człeczego przedramienia. Było nieźle zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę fakt, że próbując podnieść ostrze jedynie za pomocą siły jednej ręki Paladyn porywał się niczym z motyką na słońce.
Alderon wpadł do pomieszcznie naglony mimowolnym okrzykiem Paladyna. W dłoni trzymał już umazany we krwi kawał badyla przypominający po części krwawy kikut. Przypominający krwawy kikut szczególnie gdy sytuacja krwawym kikutem zagrażała. Alderon za to popisał się niebywałą przytomnością umysłu zapierając koniec pochodni o ściankę kończącą, a mniej więcej środkiem próbując podnieść ostrze w górę. Uklęknął on i oboma rękami naparł na trzonek, a po chwili trzasków zarówno ze strony pochodni jak i mechanizmu Paladyn poczuł na tyle luzu by móc zaciśniętą kurczowo na kluczu dłoń wyciągnąć poza obręb działania gilotyny.
Paskudna rana ciągnęła się poziomo przez całe przedramię. Co prawda poważną była ona jedynie na samym skraju tam gdzie niewiele ciała dzieli od kości lecz poważnie ograniczała mobilność dłoni. Alderon niewiele myśląc złapał rękaw swej koszuli po czym oderwał go od reszty ubrania by zaraz potem wiązać wokół przedramienia Cohena prowizoryczny opatrunek.
Ostrze wciąż próbowało się wyprostować acz konstruktor najwyraźniej nie wziął pod uwagę sytuacji, w której ktoś próbuje blokować gilotynkę pochodnią. Dlatego też opętańczo klikając i trzeszcząc mechanizm wciskał ostrze w ściankę otworu by po chwili z głośnym trzaskiem złamać je ukosem na połowę. Alderon zwyczajnym sobie odruchem odskoczył do tyłu lecz już po chwili powrócił zauważając, że mimo głośnych trzasków źródło tych dźwięków nie zagraża mu w szczególnie dużym stopniu.
- Ni... ni... - przerwał w pół słowa przybierając durny wyraz twarz - Ja... jak si... si... się pa... pa... pa... pan cz... czu.... czuje? - orzekł w końcu gdzieś tracąc swą poprzednią niebywałą zrozumiałość.



Temat: Hipermobilność
Gościu - JA I MOJA SIOSTRA MAMY DOKŁADNIE TO SAMO. dokładnie.

jesteśmy niskiego wzrostu (158 cm ona 162 cm - jest o cztery lata starsza), mamy długie ręce oraz długie lecz proporcjonalne do dłoni palce u rąk. mamy duże przeprosty, podbicie [co prawda ja mniejsze, moja siostra ćwiczyła podbicie... na lekcjach w szkole, z nudów], mocno powykręcane i powyginane stawy: biodrowe, barkowe, łokciowe, kolanowe, z 20 palcami, kostkami i nagdarstki włącznie. zaznaczam też że m.in. dotykamy właśnie kciukiem przedramienia.

i borykamy się z takimi samymi problemami.

co prawda niektóra ma bardziej to i tamto powyginane niektóra to i tamto, ale na ogół nie są to duże różnice.

ja do tego mam jeszcze lordoze ale dzięki temu mam bardziej gibki kręgosłup "od przeciętnej" oraz umiem bardziej wyginać stawy barkowe i to znacznie bardziej od mojej siostry - jak zrobię troche naciągnięć stawów, rozgrzeję kręgosłup i ręce, porobie kilka port de bras to nie jest problemem zrobienie czegoś takiego:

1
czy
2
łącznie z ułożeniem reszty ciała.

potrafię także wypychać stawy barkowe, tak że ręka wygląda jakby była wybita czy zwichnięta...

i jest to dziedziczne bez wątpienia: to samo "schorzenie" ma z pewnością tata i członkowie rodziny z jego strony, nie wiem niestety jak to wygląda po stronie mamy - wiem tyle że siostra ma schorzenie kolana i przeskakuje jej rzepka [na coś takiego choruje Magda Wałęsa] - ale to z kolei odziedziczyła po babci [dodam że od strony mamy], a nie od dziadka.

nigdy nie miałyśmy problemów z krążeniem, a już tym bardziej z sercem - nikt z naszej rodziny na to nie chorował [od dziadków pradziadków z każdej stron napewno] i wątpie by te schorzenia przeszły genetycznie.
nasze obie rodzinki cieszą się długowiecznością łącznie z nieśmiertelną urodą i żelaznym zdrowiem.

do tego dochodzi szyja wychodząca długością ponad przeciętną [centymetrem czy dwa więc nie jest do duża różnica]

mamy baardzo mocne kości i rozciągliwe ciało [miałam troche problem z rozciąniecięm sie do szpagatu, chyba ze względu na moje lenistwo, ale mam już pełniutkie, do tego całkiem niedaleko do tureckiego], żadna z nas nie miała niczego złamanego, wybitego, zwichniętego czy skręconego [a obie na deskorolkach jeździłyśmy!].
i co do kości - jest to więcej niż pewne, bo obie potrzebujemy aparatu na zęby a wszyscy po stronie taty też mają je "powykręcane"

co prawda nie mamy aż tak świetnej rozwartości bioder [bo żadna z nas nie tańczy], ale wydaje mi się że ze względu na fizjonomię i budowę stawów problemem nie będzie wypracować tych elementów.

nasze skóry są bardzo podatne na wszelakie zadrapania i pękające np. skórki u paznokci i rany [szczególnie ja] oraz siniaki [szczególnie siostra] - do tego średnio-długo się goją i w moim przypadku wszelkie ranki przemieniają się w blizny.
nasze skóry się różnią najbardziej takimi cechami jak np. ja mam piegi [po mamie] - ona nie, ona miała niegdyś jakiegoś "grzyba" i strasznie się jej łuszczyła skóra [po tacie] - a ja nie [miałam jedyne objawy], ona ma dużo pieprzyków [po mamie], a ja praktycznie wcale itp.

jak widziałam twoje zdjęcia to doszłam do wniosku że jesteśmy baaardzo podobne budową, fizjonomią i urodą do ciebie.

jej, zaczynam się bać i to nie na żarty... nigdy nie sądziłam że może być to jakiś zespół!! muszę poruszyć ten temat przy moich rodzicach i pokazać im te posty...

teraz czuję się jak jakis mutant



Temat: 1.
Wtem Runiq wychodzi spomiędzy drzew. Pierś ma rozciętą, tak samo, jak prawe przedramię. Paladyn trzyma się za bok. Prawdopodobnie ma złamane żebra.

Runiq: Czasem się zastanawiam, czy jestem możliwy do zabicia...

Runiq wyjmuje z kieszeni przy pasie flakonik z czerwoną miksturą. Odrzuca korek i pije płyn. Rany powoli zaczynają się zabliźniać. Nagle zaczęło się ściemniać. Teraz było ciemniej niż w nocy, mimo to każdy obiekt był dobrze widoczny. Końskie kopyta uderzyły o ziemię niedaleko paladyna. Runiq odwrócił się. Za nim, na swoim potężnym Drakoliczu siedział... Kościany Władca.

Kościany Władca: Twój czas się skończył, Runiczne Dziecię. Mistyczne znaki już ci nie pomogą!

Runiq: A o co chcesz się założyć?

Kościany Władca: Buahahahahah!! Zginiesz, Runiq! Wkrótce dołączysz do mojej armii...

Tymczasem na horyzoncie zaczęło coś czernieć. Mimo mroku, ciemna linia była widoczna...

Runiq ledwo uniknął trafienia przez miecz licza, a sam skoczył ku wrogowi i ciął w pionie. Kościany Władca zasłonił się mieczem. Runiq wbił Płonące Żądło w łeb Drakolicza i poderwał ostrze do góry rozcinając czaszkę wierzchowca. Kościany Władca spadł z konia, ale błyskawicznie wstał.

Rozległ się dźwięk rogu...

Licz skoczył ku paladyniowi i pchnął, ale nie trafił. Runiq wezwał Dagaz. Czas zwolnił, oczywiście tylko dla paladyna. Runiczne Dziecię wezwało Thursaz, odpychając licza na kilka metrów.

Czarna linia zaczęła się powiększać. Nie, to nie były zwidy... nadchodziły posiłki!

Kościany Władca wykonał obrót i ciął Siepaczem Życia po skosie. Runiq jednak zdążył odskoczyć i wykonać kontratak. Paladyn korzystając ze zwolnienia czasu, wykonał przewrót, podciął licza i zamachnął się...

Armia mogła liczyć około kilka tysięcy ludzi. Można było dostrzec wśród oddziałów przedstawicieli różnych ras - od ludzi, poprzez krasnoludy, elfy i niziołki, a kończąc na pół-orkach i goblinach.

Runiq wbił miecz w... ziemię. Licz zdążył się przetoczyć. Kościany Władca wyskoczył w górę i jednym machnięciem Siepacza Życia trafił paladyna wysysając z niego energię. Zanim padł na ziemię, Runiq zdążył wypowiedzieć jedno słowo...

Runiq: Ansuz...

W tym momencie na pole bitwy wrócił Pan Świata wskrzeszając paladyna.

Kościany Władca: Hargif, tak? Były bóg... zostałeś wygnany z Asgardu za pomaganie śmiertelnikom... żałosne. Doprawdy...

Hargif: Ty nawet do Asgardu nie zostałeś wpuszczony, liczu.

Kościany Władca rzucił sie na boga z całą mocą i wbił Siepacz Życia w nogę Pana Świata. Hargif upadł na ziemię.

Hargif: Runiq... nie pozwól... zbierz wszystkich... pokonaj wrogów... zrób to... dla świata...

Po tych słowach, bóg umarł. Nastąpiło niesamowite trzęsienie ziemi. Skały zaczęły pękać, drzewa spadać, a wody grzmić. Kościany Władca rzucił paladynowi zimne, martwe spojrzenie.

Armia wciąż się zbliżała. Ryk z tysięcy gardeł wyrwał się ku niebiosom...

Runiq zaryzykował... Zebrał w sobie wszystkie siły. Jego dusza weszła w moc. Runiczne Dziecię wezwało wszystkie runy, użyło każdej cząstki mocy, aby zwiększyć siłę ataku. Licz był coraz bliżej. Runy, które paladyn miał wyryte od dzieciństwa na prawym ramieniu, zaczęły świecić na srebrno. Na ziemi również pojawiły się znaki. Ziemia zaczęła pękać, wody poderwały się ku górze, skały poczęły się walić, a drzewa zajęły się ogniem. Runiq zamienił się w oślepiająco białą kulę lecącą wprost na Kościanego Władcę.

BŁYSK! GRZMOT! POPIÓŁ! Wszystko naraz pojawiło się, gdy kula zetknęła się z ciałem licza. Gdy dym opadł, na ziemi został ogromny krater. W środku, na dnie pośród kości i kawałków zbroi leżał Runiq. Znowu był nieprzytomny...



Temat: oWoD: Pakt przeklętych
Michael był zazwyczaj osobą spokojną. Wzorem opanowania i określonych wartości. Dla niektórych osób mogło to stwarzać mylne wrażenie…słabości, lub naiwności. Jednak kontrola nie miała nic wspólnego z dwójką negatywnych cech. Ludzie, podobnie jak powstałe z nich wampiry, byli specyficzni i nieprzewidywalni w swych zachowaniach. Po prawdzie…każdy był enigmą. Ackerman zdawał się być przyzwyczajonym do „specyficznych cnót” swojego nowego sojusznika. Ostatni monolog tamtego, miał jednak okazać inaczej. Rycerz nie drgnął nawet kiedy Władimir prawił o kołkach w piersi, o karze za złe maniery. Nie bał się własnej śmierci. Nie lękał się niebezpieczeństwa. Zapewne kontynuowałby swój chód w najlepsze gdyby…gdyby nie ostatni wyraz wypowiedziany przez diabła. Coś w środku właśnie pękło.
-…Koniec tej farsy…Władimirze. -
Brujah zgrzytnął zębami. Okuta dłoń wystrzeliła w stronę mężczyzny bez ostrzeżenia, jak wąż należący do Setyty. Władimir próbował uniknąć chwytu, jednak bezskutecznie. Behemot i tak zacisnął swe łapsko na jego przedramieniu, z siłą charakterystyczną dla młota kowalskiego. Moc oderwała diabła od wilgotnej ziemi. Kierunek zmienił się natychmiast, wysyłając go w przeciwną stronę, niczym szmacianą lalkę, wprost na uschłe, martwe drzewo. Kości wampira gruchnęły donośnie o korę, zatrzymując go na przeszkodzie ze specyficznym trzaskiem, który i tak został zagłuszony przez poderwanie się do lotu skrzekliwych ptaków. Rycerz przejechał po swojej klatce piersiowej prawą dłonią, zwalniając żelazną klamrę. Wielki, sieczny kawał metalu osunął się z jego pleców, wbijając się do połowy w wilgotną ziemię. Palce lewej ręki zacisnął z wyczuciem na długim mieczu. Jego oczy padały to na sługusów Władimira, to na jego samego, kiedy ponownie się odezwał.
- Do tej pory…byłem dla ciebie wyrozumiały. Jednak jeśli…zasugerujesz coś takiego raz jeszcze, choćby pojedyncze słowo…pokażę ci co to znaczy być…„wilkiem wśród owiec”. Ukażę ci bezwzględność i bestię, które tak hołubisz. Choć wątpię, abyś zdążysz to docenić. -
Druga dłoń zacisnęła się na rękojeści żelastwa za plecami. Coś zgrzytnęło gdy metal potarł o metal. Samuel stał obok swojego pana, okazując na swojej młodej twarzy mieszankę fascynacji, mieszanej z odrobiną lęku. Patrzył na swego mentora jak w święty obrazek.
Rycerz spojrzał z niejakim smutkiem na Sonię, zanim jego oczy ponownie opanowała zimna determinacja wojownika, oscylująca na potencjalnych przeciwnikach.

Niedawno poznany krwiopijca padł ofiarą ataku bez ostrzeżenia, który okazał się dość brzemienny w skutkach. Dla zwykłego człowieka z całą pewnością zakończyłby się śmiercią, tutaj jednak na szczęście zakończyło się na złamaniach ręki, kilku żeber i ogólnym obiciu. W istocie rycerz miał siłę niedźwiedzia, co przed chwilą pokazał. Widząc taki obrót spraw, stary rybak wsiadł na łódź i podniósł kładkę, że gdyby na miejscu ktoś zobaczył walkę wampirów, nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Tego samego nie dało się powiedzieć o pozostałych Kainitach. Will prędko stanął kompanowi na drodze. Twarz jego raczej nie świadczyła o nadludzkiej odwadze, lecz o rozsądku, w końcu Moscouvite, mógłby być zły, gdyby ich misja się nie powiodła przez sprzeczkę w tej wampirzej hołocie. –Odstaw nerwy na bok sir Ackermanie! Mamy ważne zadanie!- rzekł poważnie, po czym odwrócił się do zbierającego się z trudem Władimira –A Ty skończ się zachowywać jakbyś wszystkie rozumy pozjadał, najlepiej zamilknij w ogóle!-